Wako Kazaiszwili błysnął. Ale… chyba nie tak, jak chciał

Autor wpisu: 24 marca 2017 21:11

Waleri Kazaiszwili mógł odmienić mecz Gruzja – Serbia. Miał fantastyczną okazję na 2:0 dla swojej drużyny. Ale… spartolił koncertowo. Gruzja koniec końców przegrała 1:3 i wciąż jest bez zwycięstwa w eliminacjach mistrzostw świata.

Szkoda tych Gruzinów, naprawdę szkoda. Prowadzeni przez Słowaka Vladimira Weissa grają fajnie. Da się to oglądać, da się im kibicować. Weiss potrafił z nich wydobyć i połączyć to, co jest ich naturalnym atutem: z jednej strony technikę i nutę błyskotliwości, a z drugiej nieustępliwość i fizyczność.
Nie ma to jak użalić się nad przegranym, nie? No właśnie – co z tego, skoro Gruzini jak tracili punkty na potęgę choćby w rywalizacji i z Polską o finały EURO 2016, tak samo tracą je i teraz. Może różnica taka, że wtedy tracili, bo byli słabsi, a teraz robią to na własne życzenie. Tak właśnie było z Serbią. Długo 1:1, własne okazje bramkowe, okresy, gdy zdecydowanie faworyzowani Serbowie byli stłamszeni na własnej połowie. A w końcówce dwa gruzińskie wielbłądy w defensywie i koniec zwyczajowy.

Czemu w ogóle o tym piszemy? Bo dokładnie tak jak reprezentacja Gruzji wyglądał i grający od pierwszej minuty w podstawowym składzie Waleri Kazaiszwili. Między innymi zapisał się posyłając trzy bomby mniej więcej takie:

W pierwszej połowie były takie momenty, gdy chciało się krzyknąć: „Trenerze Magiera, czemu Wako tak nie gra w tej waszej Legii?”. Ustawiony na prawej stronie, bardzo ofensywnie – momentami nawet wchodził jako drugi napastnik, starał się cały czas być widoczny, podchodził pod piłkę, a gdy rywale przejmowali futbolówkę, z zacięciem starał się ich kąsać. Powiedzieć „ideał” to za wiele, ale na pewno kawał takiego grajka, jaki i dla Legii pożyteczny by był.
Tyle, że ten legijny Kazaiszwili tak jak potrafił błysnąć, tak i spartolił koncertowo. Przy 1:0 znakomicie wyrwał do prostopadłego podania i sam na sam przestrzelił (a strzelał, choć mógł oddać partnerowi przed pustą bramką):

To była niby dopiero 35. minuta, ale gol na 2:0 przy niezłej grze Gruzinów ustawiałby ten mecz już na poważnie. Zamiast tego był karny dla Serbów pod koniec pierwszej połowy, a potem jeszcze dwa gole.
A Wako w drugiej połowie przywiędł, jak zdarzało się mu i w Legii. Momentami schodził do środka i na lewą stronę, oddał jeszcze jeden kapitalny strzał – rogala prawą nogą i na tym… skończył popisy. Podobnie jak i drużyna.
Szkoda Gruzji i szkoda Wako. Ten chłopak ma to „coś” w sobie, to widać. Ale ma też takie drugie „coś”, co go blokuje. Na razie to drugie „coś” wygrywa.

Inne artykuły o: Zagranica

  • ursynów

    Ma rację Redaktor Kalita- ten chłopak ma w sobie coś co widać, słychać i czuć -jak śpiewa Kuba Sienkiewicz z Elektrycznych Gitar.Najmniej z tego wszystkiego widać dobrych zagrań,częściej słychać gwizdy po jego zagraniach, a czuć? Myślę,że Vako czuje,że wielki gracz to on nie jest.Kilka razy pisałem,że to nie jest zawodnik dla Legii.Vako to niestety nie Vuko.Ktoś mądry kiedyś napisał,że talent polega na połączeniu siły twórczej ze zdolnością wykonawczą.Święta prawda,może i Kazaiszwili i siłę twórczą ma,ale wykonawczej brakuje mu okrutnie.Ale może w Polsce tak teraz musi być.O sorry, mecz przecież był w Gruzji.

  • gryf01

    W waszej tabeli po prawej Legia ma ciągle o trzy bramki za mało. Czy ja o czymś nie wiem?

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli