Realowi nie udała się próba mordu na królu futbolu. Messi rządzi!

Autor wpisu: 24 kwietnia 2017 00:14

El Clasico znów było niesamowitym spektaklem, choć tym razem głównie dzięki zmiennym emocjom. Piłkarze Realu Madryt zamiast wielkiego futbolu – na który przecież ich ewidentnie stać – dali pokaz barbarzyńskich fauli, którymi chcieli zniechęcić do gry króla futbolu – Leo Messiego. Mały Argentyńczyk dosłownie uciszył Santiago Bernabeu. Kibice z Madrytu zamilkli z przerażenia i niedowierzania, że ich zespół jest tak bezradny wobec – nierównej w tym sezonie – Barcelony.

Cicho na Bernabeu było już od bramki na 2:1 Ivana Rakiticia w 73. minucie meczu. Ale „Królewskich” przywrócił z zapaści do życia James Rodriguez. I gdy się wydawało, że już jest bezpiecznie, gdy wróciły śpiewy kibiców z Madrytu, nagle sztylet wyciągnął raz jeszcze ON. Leo Messi. Król futbolu, choć po takim meczu nawet określenie „Bóg futbolu” nie będzie przesadzone.
Zdobył dwa gole, ale jego rola w El Clasico była jeszcze większa. Brutalnymi faulami piłkarze Madrytu chcieli zniechęcić Messiego do gry, a to on im wybił futbol z głowy. Jeśli ten mecz miał być pojedynkiem Messi – Cristiano Ronaldo, trzeba powiedzieć, że ten drugi na to starcie w praktyce nie dojechał. Irytujący, bezradny, zły na partnerów, nie brał na siebie odpowiedzialności za wynik. Odwrotnie niż Argentyńczyk. Zwycięstwo Barcelony to jego zwycięstwo.
Także dlatego, że skończył ten mecz w wielkim stylu i bez kontuzji, co wydawało się niemożliwe. Messiego od początku do końca „kasowali” piłkarze gospodarzy, bo nie byli w stanie za nim nadążyć. Czerwoną kartkę za faul na Argentyńczyku zobaczył Ramos, Kovacić żółtą, a Casemiro nie wyleciał z boiska z czerwoną, bo sędzia się zawahał i nie napomniał go drugą żółtą kartką, choć się ona bezsprzecznie należała.

Ale i tak największe boiskowe chamstwo umknęło arbitrowi. Brazylijczyk Marcelo, który w środę – w dogrywce meczu z Bayernem w Lidze Mistrzów – zachwycił świat fantastycznym rajdem (gdy wyłożył piłkę Cristiano Ronaldo) – w niedzielę postanowił pokazać swoje drugie, mroczne oblicze – boiskowego bandyty. Uderzeniem łokciem w twarz Messiego przypomniał czasy, gdy po meczach Realu z Barceloną więcej niż o kosmicznym futbolu, mówiło się o takich zabijakach jak Pepe czy właśnie Marcelo. Kiedyś w Szwecji za kradzież złodziejowi obcinano rękę. Dlatego nikt tam nie kradł. Za takie chamskie faule jak ten Marcelo na Messim, powinno się wprowadzić taką właśnie „szwedzką” karę. Boiskowi „killerzy” szybko by sobie przypomnieli, że piłka nożna polega także na fair play.
Sędzia faulu Marcelo nie zauważył i jak się okazało, nie opisał też zdarzenia w protokole meczowym, co w Primera Division jest decydujące w postępowaniu dyscyplinarnym. Tak więc Brazylijczyk zapewne uniknie zasłużonej kary i nie zostanie zawieszony na kolejne spotkania.

Co ciekawe, cios w twarz jakby rozdrażnił Messiego. Mały Argentyńczyk – gdy zatamował krwotok z ust – pokazał dlaczego jest uważany za najlepszego piłkarza świata. Przy swoim pierwszym golu kapitalnie przedarł się piłką przy nodze przez pole karne Realu, mimo że miejsca miał tyle co… w budce telefonicznej. Takie bramki zdobywają tylko najwięksi. Wyrównanie dla Barcelony przyszło w momencie, gdy nieco otrząsnęła się z ogromnej dominacji gospodarzy na początku spotkania, które przypieczętowała bramka Casemiro.
Właściwie Real najlepiej wyglądał na początku spotkania. Po półgodzinie gry w piłkę grać przestał, z krótkim oddechem na gola Jamesa Rodrigueza. Drużyna Zinedine’a Zidane’a zawiodła, choć to przecież ona, a nie „Barca”, powinna być na wznoszące fali mentalnej, po wydarzeniach w środku tygodnia w Lidze Mistrzów.

Kibice Barcelony nie mogli być przed meczem na Bernabeu optymistami. „Blau Grana” gra w tym sezonie bardzo nierówno. Potrafiła stracić cztery bramki w Paryżu, trzy w Turynie, gubić punkty w lidze z rywalami, z których normalnie wciąga nosem. Ale też potrafiła zagrać tak wspaniałe mecze jak legendarna już remontada z PSG. W Madrycie Barcelona znów była wielka, ale głównie wielkością swojego lidera – Leo Messiego. Dobrego dnia nie miał tym razem Luis Suarez, a w sobotę potwierdzono, że trener Luis Enrique na pewno nie będzie mógł skorzystać z zawieszonego za kartki Neymara. Przepychanki prawników Barcelony z hiszpańskim Trybunałem Administracyjnym ds. Sportu nic nie dały.
Zastępujący Neymara Paco Alcacer to może nie jest zły zawodnik, ale na pewno nie na miarę Barcelony. Gdzie mu do trójki Messi, Neymar, Luis Suarez. Neymar co prawda ostatnio bardziej popisywał się głupotą niż efektownymi dryblingami, ale który trener nie chciałby mieć takiego piłkarza. Szczególnie, że zastępcy tacy jak właśnie Alcacer…

To już nie te czasy, gdy trener Barcelony miał taki komfort, że mógł – w razie potrzeby – z ławki rezerwowych podnieść takiego napastnika jak David Villa, Pedro czy Alexis Sanchez. Dzisiaj nikt wielki nie chce przyjść do Barcelony, bo wygranie rywalizacji z kimś z trójki Messi, Suarez, Neymar jest w praktyce niemożliwe. Barcelona wygląda na wielką tylko, gdy patrzy się na jej galową „jedenastkę”. Jakość zmienników jest kompromitacją polityki transferowej klubu z Katalonii. I to jest główny powód, że w drugiej połowie sezonu kibice FCB przeżywają emocjonalną windę: raz w górę, raz na dół.
Teraz Barcelona dogoniła Real, jest liderem – ale oba zespoły mają po 75 punktów, z tym że Real ma jeszcze jeden mecz zaległy (z Celtą Vigo).

W niedzielę ostatnią akcję meczu rozprowadził Sergi Roberto, który został przerobiony na prawego obrońcę z konieczności. I w tym przypadku barcelońska bieda kadrowa zadziałała na korzyść zespołu, bo były pomocnik dobrze się czuje w ofensywie. Aczkolwiek czy jest to piłkarz na miarę Wielkiej Barcelony, to mam wątpliwości.
Zespół z Katalonii czeka przebudowa drużyny. Kłopoty są w obronie i w pomocy. Andre Gomes na razie jest niewypałem, Andres Iniesta jest wielki, ale coraz rzadziej jest w stanie pokazać tę wielkość na boisku, bo ciągle zwiedza gabinety lekarskie.
Sergio Busquets ma słaby sezon, a zdobywca drugiego gola w meczu z Realem Ivan Rakitić jest nierówny. Widać jak wielkim błędem była zgoda na sprzedaż Thiago Alcantary do Bayernu. Wtedy nie mógł się przebić do drużyny, bo etat w „jedenastce” miała trójka Xavi, Iniesta, Busquets. Tego pierwszego nie ma już w klubie, dwaj pozostali mają już swoje lata i wybiegane kilometry, trudno na nich budować przyszłość Barcelony. Po sezonie odchodzi Luis Enrique. Potrzebny jest trener, który nie będzie się bał ruszyć „świętych krów” w drużynie z Katalonii. Takim człowiekiem jest Ernesto Valverde z Athletic Bilbao, to on ma być nowym szkoleniowcem Barcelony.

Wracając do El Clasico, trudno wskazać jedną przyczynę porażki Realu. Na pewno zawiodła sfera mentalna, gospodarze zagrali mało odważnie, jakby bojąc się ryzyka porażki. Nie pomógł też Zidane.
Francuz zaskoczył trochę wystawiając od pierwszej minuty Garetha Bale’a a nie Isco, którego – mimo wybitnej ostatnio formy – posadził na ławce. Widać, gdy przychodzi do kosmicznego starcia, uznał, że warto postawić na gwiazdy i nie rozbijać wielkiego tria BBC. A jednak trio to rozpadło się samo, jeszcze przed przerwą Bale zszedł z boiska z kontuzją. Zastąpił go Asensio i wniósł do gry dużo więcej, niż – chyba nie do końca zdrowy – Walijczyk.
Świat obiegną zdjęcia Messiego, który ostatnim dotknięciem piłki w meczu strzelił gola na 3:2 dla Barcelony. A potem zdjął koszulkę z pleców i trybunom na Bernabeu pokazał swoje nazwisko. Znają je tam dobrze. Zresztą nie tylko tam. Zna je cały świat.
Znów możemy rozpocząć dyskusję, czy to czasem nie najlepszy piłkarz w całej historii futbolu.

Inne artykuły o: Zagranica

  • Jan Nowak

    Krolem futbolu jest Cristriano Ronaldo a ne ten karzel piessi!

    • ursynów

      A jak poszedł król na wojnę
      Grały jemu surmy zbrojne
      Grały jemu surmy złote
      Na zwycięstwo,na ochotę.
      Wczoraj CR7,nie był królem,był słaby,tak jak wyładowane baterie CR2.Świat zobaczył jak w bajce Andersena,że król jest nagi.
      Wczoraj w Madrycie nie grały dla niego surmy,a Real pokazał swoje drugie oblicze,które Królewskim nie przystoi.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli