Real, CR7, Real, CR7 – co za nudziarstwo Ligi Mistrzów!

Autor wpisu: 3 czerwca 2017 23:39

Puchar Europy Mistrzów Klubowych, czyli dzisiejszą Ligę Mistrzów wymyślili Francuzi, ale zawłaszczył ją Real Madryt. Można nawet powiedzieć, że Francuzi wymyśli te rozgrywki dla Realu Madryt. 12 triumfów. W Latach 50., 60., 90., w XXI wieku. Był moment smuty, ale dziś nikt o tym nie pamięta. Nie dziś, nie po zwycięstwie w finale 2017 nad Juventusem 4:1.

I w gruncie rzeczy jest w tym jakieś nudziarstwo. Rozumiem, że nie dla fanów Realu, takie podejście byłoby absurdem. Zresztą te rozpromienione twarze, eksplozja radości w Cardiff najlepiej świadczyły, że Realowi nic a nic się tu nie przejadło. Jakby ambicją nie był triumf w konkretnych rozgrywkach, tylko absolutna dominacja. Zadowolimy się, gdy zdominujemy, ale jak w tym roku nie wygramy, to przecież nie zdominujemy. Nawet, gdyby było tych triumfów 10, 15, 20 czy 25. Nieważne.

Jerzy Dudek, który akurat Ligę Mistrzów zdobył z Liverpoolem a nie z Realem, przyznał nam niedawno, że ta dominacja wielkich staje się jakimś tam problemem Ligi Mistrzów. Ostatnie cztery sezony to tylko cztery drużyny w finale: trzy hiszpańskie – Real, Barca i Atletico oraz Juve. Pewnie, pewnie – kunszt, mistrzostwo, pieniądze, klasa, tradycja. Ale ile razy można się emocjonować – patrząc z boku – wciąż tymi samymi historiami, statystykami, wspomnieniami.

I dlatego – oczywiście szacun dla Realu, ale szkoda tego Juventusu. Nosi w sobie największy pierwiastek pecha, jaki można sobie wyobrazić. Klubową gablotę ma bogatą, ale ostatni Puchar Europy ma wygrawerowane: 1996. Od tamtej pory powtarzały się te same sceny zniechęcenia, odrzucania medali za… porażkę, łzy niedowierzania po finałach z Borussią Dortmund, Milanem, Barceloną, teraz Realem. Dla tak wybitnego piłkarza jak Gianluigi Buffon Puchar Europy okazał się nieosiągalny, choć przecież stał (dosłownie) o wyciągnięcie ręki. Buffon po finale w Cardiff zdawał się najbardziej załamanym człowiekiem świata. To było jego wielkie marzenie – na koniec kariery zdobyć Ligę Mistrzów i mistrzostwo świata. Taka szansa, jaka dostał, może się nie powtórzyć.

Co stało się z Juventusem w drugiej połowie finału z Cardiff – to będzie pewnie jedna z tych dogłębnie drążonych tajemnic futbolu. Bo do przerwy było 1:1. Po wyrównaniu Mario Mandżukicia – jeśli coś z tego finału warto zapamiętać jako niezwykłość to właśnie tego gola. On zostanie już na zawsze we wszelkich „topach”, bo akcja została rozegrana tak:

Gol godny mistrzów, takie gole powinny decydować o triumfie, a nie być wspomnieniem po porażce. Jak ten… Zinedine’a Zidane’a z finału 2002:

Ale gol Mandżukicia był golem przegranego, bo w drugiej połowie Real Zidane’a zdominował Juventus w sposób niebywały. Pressing i skuteczność zrobiły swoje. Kluczowe było trafienie Casemiro, Ronaldo do bramki z pierwszej połowy dołożył drugą. I na dobicie Asensio. Juve, ten perfekcyjny Juve Massimiliano Allegriego po prostu nie istniał. Został tylko „Taniec Legendy” – jak podkreślił dziennik „L’Equipe”. Ten, którego dziennikarz wymyślił Puchar Europy. Dla Realu.

Inne artykuły o: Zagranica

  • Jan Nowak

    He he uwielbiam ten bol dupy fanow barcelonki:)

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli