Real chciał ścigać Barcę. Tylko że przez dziurę w baku całe paliwo wyciekło

Autor wpisu: 23 grudnia 2017 16:01

To dla Realu miało być El Clasico nadziei. Stało się jednak symbolem beznadziei i bezradności. Barcelona posłała trzy ciosy i zostawiła madryckiego pacjenta na deskach Santiago Bernabeu. 3:0 oznacza 14 punktów przewagi Katalończyków nad Realem w tabeli La Liga.

Niebywałe, gdzie zawędrowały oba kluby przez ostatnie pół roku. Maj, czerwiec, a jeszcze później sierpień to przecież Real triumfujący (mistrzostwo, Puchar Europy, Superpuchar Hiszpanii), Real u szczytu, Real władca niepodzielny.
Barcelona – zagubiona, poszarpana, cierpiąca. Jeszcze w sierpniu w Superpucharze zebrała bolesne baty w dwóch meczach, kiedy wszyscy zastanawiali się, czemu tak łatwo pogodzono się ze stratą Neymara – albo inaczej: czemu tej wyrwy nie zasypano. Bo przecież Paulinho nikt wtedy nie brał na poważnie.

Minęło pół roku, a gdzie tam – raptem cztery miesiące, na Paulinho już nikt się nie boczy, Ernesto Valverde ulepił Barcę zupełnie na nowo – choć przecież ze starych klocków, no i ta Barcelona zapomniała co to porażki.
Real za to stęka i kwęka, a urok osobisty Zinedine’a Zidane’a i uwielbienie dla Cristiano Ronaldo nie zdają się na nic. Mecz z Barceloną na Santiago Bernabeu miał być odrodzeniem i przywróceniem nadziei na skuteczny pościg za umykającą Barceloną, a na koniec roku stał się gwoździem, którym na sękatej tablicy Katalończycy przybili litanię błędów i pomyłek odwiecznych rywali.

Jak to się stało? Trudno to wyjaśnić jednym stwierdzeniem. Tym, co przesądziło o 3:0 dla Barcelony było chyba najbardziej wyrachowanie charakteryzujące tę nową Barcelonę Valverde.
Pierwsza połowa to przecież Barca ostrożna do bólu, schowana, badająca. Jak u lekarza. Tu osłuchamy, tam zlecimy EKG, a tu proszę zrobić roentgen. Valverde siedział i wszystkie te dane analizował. Real bardzo chciał rywali zdominować, zabrać im całą przestrzeń i odebrać narzędzie (piłkę). Wysoki pressing, pressing, pressing… Barca ma piłkę? Pięciu, sześciu gości w białych strojach na połowie gości. I dawaj naciskać!
Real nie od początku był przekonujący, ale z czasem się porozkręcał. Miał sytuacje Cristiano Ronaldo (m.in. kiks, gdy na 10. metrze nie trafił w idealnie wyłożoną piłkę), miał Karim Benzema (m.in. słupek), a Katalończycy mieli za to wyraźny problem z akcjami Realu na skrzydłach – stąd było największe zagrożenie bramki Marc-Andre ter Stegena, no i zaskakująco często pod pressingiem, a nawet i bez gubili piłkę.
Ale… byli też cierpliwi. No i Valverde przerwy zdecydowanie nie przespał. To musiało być bardzo pracowite 15 minut szkoleniowca.
Bo w 54. minucie przyczajona Barca wykorzystała wszystko to, co akurat Real zrobił źle. Kroos nie zablokował Sergio Busquetsa, hen, hen daleko – jeszcze pod polem karnym gości. Ale to dało początek bramkowej akcji. Potem ani Luka Modrić, ani Mateo Kovacić nie uznali za stosowne przeszkodzić Ivanowi Rakiticiowi, który przeprowadził piłkę przez pół boiska, a na koniec bezkarnie futbolówka przeszła wzdłuż pola karnego od Sergi Roberto do Luisa Suareza. Jak po sznurku. 1:0.
Błąd na błędzie gospodarzy, a jeszcze bardziej wszystko się posypało, gdy raptem 10 minut później ukąsili do spółki Lionel Messi i Suarez. Pierwszy strzał obronił Keylor Navas, drugi Carvajal… ręką. Głupi odruch, głupia czerwona kartka – Carvajal wędruje do szatni, a Messi podwyższa z karnego na 2:0, a Zidane’owi sypią się wszystkie ratunkowe pomysły. Łącznie z pomysłami na zmiany.
To zresztą jeszcze meczu nie zamknęło. Real próbował się pozbierać, odrobić. Już nie chodziło o mecz nadziei, a o gola nadziei – na remis. I mogli go wbić -choćby Gareth Bale (wszedł na końcową fazę meczu) czy Sergio Ramos. Tyle że zawsze na drodze piłki stawał ter Stegen. A Barca Real dobiła już w doliczonym czasie – po kolejnej genialnej akcji Messiego z prawej strony pola karnego i strzale Aleixa Vidala.

3:0 i Real zdaje się być „pozamiatany”. Jeśli chodzi o obronę tytułu. 14 punktów straty – nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że ma jeden mecz zaległy, to i tak przy tak bezwzględnej Barcelonie przepaść. Przed sobotnim El Clasico Zidane podkreślał, że nie patrzy na stratę, tylko na konkretny mecz. Valverde zaznaczał, że to nie jest wcale najważniejsze spotkanie w jego karierze.
Ale to było tylko uciekanie od ciężaru gatunkowego tego akurat El Clasico. Bo ono na koniec 2017 przesądza bardzo wiele.
I jeszcze jedno. Magia Santiago Bernabeu gdzieś uleciała. To nie Realowi a Barcelonie gra się tu teraz komfortowo. W La Liga wygrała trzeci raz z rzędu: 4:0, 3:2 i w przedświąteczną sobotę 3:0.

Inne artykuły o: Zagranica

  • vittorio

    A w maju znowu Ramos wzniesie w górę puchar LM

    • zgubek

      A grudniu Messi bez buta zaliczył cudną asystę. W maju bzy będą pachniały.

Inne w tej kategorii

Mistrzostwa Świata 2018 Zagranica Za bardzo liczyliśmy na Jezusa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli