Powtórki wideo w tegorocznym finale Ligi Mistrzów? Mało prawdopodobne

Autor wpisu: 20 kwietnia 2017 14:13

Po meczu Ligi Mistrzów Realu z Bayernem, w którym węgierski sędzia Viktor Kassai wypaczył wynik, w środowisku piłkarskim wciąż wrze. Kibice chcieliby, żeby sędziowie mogli korzystać z powtórek wideo jak najszybciej – najlepiej dziś, ewentualnie jutro. Ale nie jest to takie proste.

Eksperyment, który uruchomiła FIFA i IFAB trwa już rok i jeszcze musi potrwać. Cel – być jak najlepiej przygotowanym na mistrzostwa świata w Rosji w 2018 roku. Jeszcze w tym roku będą cztery turnieje, w których system będzie testowany – podczas mistrzostw świata U-20 w Korei Południowej, Pucharze Konfederacji w Rosji, potem na mundialu U-17 w Indiach i w kolejnych klubowych mistrzostw świata w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Informacje, czy raczej życzenia kibiców, że może system VAR (Video Assistant Referee) będzie zastosowany w finale Ligi Mistrzów trzeba raczej włożyć między bajki, bo UEFA – czyli organizator europejskich rozgrywek – nie jest na to gotowa.

– Na poziomie FIFA wdrażanie systemu trwa z największą intensywnością, tutaj nic przyspieszyć się nie da. Kolejne takie pomyłki sędziowskie, jak te w meczu Realu z Bayernem, mogą być jedynie bodźcem dla ludzi, którzy zarządzają ligami w poszczególnych krajach, by jak najszybciej dołączyć do eksperymentu i wprowadzać system VAR u siebie – mówi Rafał Rostkowski, sędzia, który o konieczności wprowadzenia nowej technologii mówił od wielu lat, w czasach, kiedy dla FIFA i środowiska sędziowskiego był to temat tabu. Przy okazji przypominamy rozmowę, którą odbyliśmy kilka tygodni temu po meczu towarzyskim Francja – Hiszpania, czyli pierwszym międzypaństwowym spotkaniu, w którym sędziowie mieli prawo do konsultacji. Rostkowski wyjaśnia wszystko, co powinien wiedzieć kibic o powtórkach wideo – ile trwa wdrażania, ile to kosztuje i kiedy może pojawić się w Polse.

FUTBOLFEJS: Na jakim etapie jest eksperyment pod tytułem „VAR”?
RAFAŁ ROSTKOWSKI: Jest bardzo zaawansowany, choćby w stosunku do tego, co stało się w grudniu podczas klubowych mistrzostw świata w Japonii. Sędziowie lecieli na ten turniej w przekonaniu, że będą ćwiczyć tylko offline, czyli w teorii, tak na sucho, bez możliwości wpływania na pracę arbitrów na boisku. Przed turniejem zdecydowano jednak, że eksperyment odbędzie się online. Była to ryzykowna decyzja, trochę jak jazda po autostradzie młodego kierowcy prototypem nowego samochodu, w dwóch meczach doszło przez to do chwilowego zamieszania, ale dzięki temu zebrano cenne doświadczenia. Po trzech miesiącach mamy kolejny eksperyment i jest ogromny postęp. A do mundialu w Rosji mamy jeszcze ponad rok. Przez ten czas odbędą się kolejne eksperymenty – podczas mistrzostw świata U-20 w Korei Południowej, Pucharu Konfederacji w Rosji, potem na mundialu U-17 w Indiach i w kolejnych klubowych mistrzostw świata w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Wszystko po to, żeby podczas MŚ w Rosji wszystko wyglądało tak, jak we wtorek na Stade de France.

Ilu ma być tych sędziów asystentów?
IFAB zaleca, żeby było ich przynajmniej dwóch – jeden główny, który zasadniczo będzie koncentrował się na faulach i zagraniach piłki ręką, a drugi to asystent, który będzie odpowiedzialny za spalone. Chodzi tu o podział zadań według specjalizacji. FIFA planuje używać trzech sędziów asystentów wideo w czasie każdego meczu mistrzostw świata w Rosji. Podczas eksperymentów będą sprawdzane różne opcje. Na pewno nie będzie to tylko jeden sędzia VAR, bo sam nie byłby w stanie oglądać gry na bieżąco i równocześnie sprawdzać powtórki. A czasem dwa-trzy wydarzenia następują po sobie w krótkim odstępie czasowym. Jeśli jeden sędzia coś sprawdza, drugi musi kontrolować, co się dzieje na żywo.

Ile to będzie trwało – to była chyba najważniejsza kwestia, na którą czekaliśmy, żeby się przekonać, jak działa ten system. 
Niektórym się wydawało, że będzie to trwało tyle, ile czeka się na powtórkę w telewizji – minutę, albo i dwie. Nie! Powtórki w telewizji oglądamy z opóźnieniem, bo realizatorzy nie chcą przerywać widzom akcji. Powtórkę pokazują dopiero, gdy jest ku temu okazja, czyli na przykład gdy piłka wyjdzie poza boisko. Ale te powtórki zwykle są przygotowane od razu. Sędziowie mogliby z nich skorzystać dużo wcześniej, niż telewidzowie zobaczą replay. Natomiast system „videoReferee”, z którego korzystają sędziowie asystenci wideo, to urządzenie, które spełnia oczekiwania sędziów w sposób absolutny. Tego nawet nie da się porównać z siedzeniem w wozie telewizyjnym i przewijaniem ujęć z kolejnych kamer w poszukiwaniu tej właściwej powtórki… Miałem okazję sprawdzić osobiście, jak „videoReferee” szybko działa i gwarantuję, że to jest banalnie proste. Do serwera systemu można podłączyć wszystkie kamery i jeśli chcemy sprawdzić, co się stało w czasie meczu, to przewijamy obraz jednocześnie z tych wszystkich dostępnych kamer. Jeden serwer jest w stanie zapisywać i równocześnie odtwarzać obraz z kilkunastu lub nawet ponad 20 kamer w najlepszej jakości. Producent sygnału telewizyjnego udostępnia obraz ze swoich kamer, ale do VAR można podłączyć również kamery dodatkowe. Można je zainstalować tam, gdzie zażyczą sobie organizatorzy rozgrywek lub sami sędziowie. Tak było na przykład na mistrzostwach świata w piłce ręcznej we Francji – to samo można zrobić w piłce nożnej.

Jeden mit, jedna obawa została rozwiana – nie trwa to długo i będzie trwało coraz krócej, nie zaburza rytmu meczu. Drugi argument przeciwników to koszty. Czy to jest bardzo droga „zabawka”?
Od razu zastrzegam – prawie cała wiedza, jaką mam na temat kosztów tej technologii, pochodzi bezpośrednio od ludzi, którzy się tym zajmują – z IFAB, FIFA oraz od osób, które od lat świadczą takie usługi w różnych dyscyplinach sportu. I wszyscy są zgodni co do tego, że VAR jest tanim systemem, a z pewnością bardzo tanim w porównaniu z kosztami Goal-Line Technology, która przecież pomaga tylko w jednym typie sytuacji. Wynajęcie firmy świadczącej usługi wideo na jeden dzień – bo tak trzeba liczyć potrzebny na to czas – kosztuje mniej więcej 10-12 tys. złotych. Oczywiście przy umowie na sezon, dwa czy trzy, cena spada mniej więcej o połowę. Live Park, czyli firma, która zajmuje się produkcją telewizyjną meczów ekstraklasy, deklaruje, że da się to zrobić jeszcze taniej. I wcale mnie to nie dziwi. Bo sprzęt potrzebny do systemu VAR, jeśli wykorzystane są kamery stacji telewizyjnej transmitującej spotkanie, mieści się w bagażniku samochodu osobowego, model kombi. Serwer ma rozmiar mniej więcej starego odtwarzacza wideo, do tego dochodzą monitory oraz panel sterowania, który ma wielkość małej konsoli do gier. Maksymalny koszt używania takiego systemu – zgodnego ze standardami FIFA i IFAB, bo tylko o takim standardzie warto rozmawiać – to ok. 3,5 mln złotych za sezon. Potwierdziły to już dwie firmy obecne na polskim rynku: EventsMedia i właśnie Live Park. Podkreślam – maksymalny koszt. Skoro na powtórki wideo stać w Polsce takie dyscypliny sportu jak hokej, siatkówka, koszykówka, kajakarstwo górskie, wyścigi konne czy żużel, to tym bardziej stać ligę generującą większe zyski.

Formalnie eksperyment zaczął się w marcu ubiegłego roku, trwać ma dwa lata…
…i w marcu 2018 roku FIFA i IFAB podejmą decyzję, czy „wjeżdżamy” z tym systemem na mundial, czy trzeba jeszcze go dopracować. Na dziś szanse, że eksperyment się uda, są ogromne, bo postęp jest niesamowity.

Mundial mundialem, ale jakie są perspektywy czasowe dla ekstraklasy?
To pytanie nie do mnie, decyzja należy do klubów, czyli władz Ekstraklasy S.A. Mogę tylko powiedzieć, że w tym roku system wprowadzi co najmniej 15 krajów. W samej tylko Europie już latem z powtórek wideo zaczną korzystać sędziowie w ligach takich krajów jak Niemcy, Włochy, Belgia, Francja, Holandia, Portugalia. W Anglii zaczną w styczniu od meczów Pucharu Anglii, Hiszpania jest na etapie ustalania terminu, przygotowania zaczęli również Czesi. I nie mówimy tutaj tylko o testach offline, bo takie w niektórych krajach trwają już od roku, lecz o wprowadzeniu powtórek wideo online, czyli na żywo – w tych wszystkich krajach sędziowie będą mogli zmieniać decyzje w czasie meczów dzięki powtórkom wideo. Przekonamy się o tym niedługo na własne oczy. Już w następnym sezonie oglądając transmisje lig zagranicznych, choćby Bundesligi, Serie A czy Ligue 1, regularnie będziemy widzieć takie konsultacje wideo, jak w czasie wtorkowego meczu Francja – Hiszpania.

I będziemy się zastanawiać – kiedy to pojawi się w naszym kraju?
Trzeba jednak mieć świadomość, że systemu VAR nie można wprowadzić ani z dnia na dzień, ani z miesiąca na miesiąc. Od momentu, gdy jakiś związek lub liga zdecyduje się, że chce korzystać z powtórek wideo, do momentu, gdy system zacznie działać, musi minąć co najmniej pół roku. Tyle czasu potrzeba na przygotowanie systemu, ustalenie szczegółów, przeszkolenie sędziów. Aby sędzia zdobył uprawnienia sędziego asystenta wideo, musi to przećwiczyć w co najmniej 13 meczach w trybie offline i online w meczach nieligowych. Nie da się zrobić tego w miesiąc. Niemcy przygotowują się już rok, a do startu nowego sezonu mają jeszcze kilka miesięcy, a więc minie prawie półtora roku. Dlatego nie namawiam, żeby wprowadzać ten system już, ale zachęcam, żeby jak najszybciej się tym zainteresować, zacząć brać udział w tej rewolucji – w pracach, szkoleniach, konsultacjach itd. Jeśli jakaś liga zgłosi się za rok, gdy eksperyment zgodnie z planem ma być zakończony, to tak realnie szansa na to, że wprowadzi ten system, pojawi się dopiero w połowie sezonu 2018/19, albo w kolejnym, czyli 2019/20.

Inne artykuły o: Liga Mistrzów | Zagranica

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli