Kamil Grosicki typową dla siebie akcją ratuje nowego trenera!

Autor wpisu: 22 stycznia 2016 23:56

Kamil Grosicki ratuje nowego trenera Rennes! Rolland Courbis w debiucie wygrywa 1:0 z Ajaccio. Gola co prawda nie zapiszą w dorobku Polakowi, ale tak naprawdę to właśnie akcja „Grosika” przesądziła o losach spotkania. W 91. minucie!

Courbis Grosickiego potraktował dokładnie tak jak Philippe Montanier, czyli… posadził go na ławce. I wpuścił w 71. minucie, gdy zespołowi nie szło. Courbis został zatrudniony, by obudzić Rennes – może powiedzieć, że zasnęło snem głębokim to za wiele, ale drzemało na pewno. Pozycja w tabeli nie najgorsza, ale na własnym stadionie, gorącym Stade Roazhon, Rennes nie wygrało… 10 meczów z rzędu!
I nie wygrałoby i 11., gdyby nie „Grosik”, który potraktował Courbisa tak jak traktował Montaniera. Ratując go.
Gospodarze zdominowali Ajaccio, byli o wiele groźniejsi, ale nie potrafili wcisnąć piłki do bramki. Już w doliczonym czasie Grosicki typowym dla siebie sprintem wyszedł do znakomitego prostopadłego podania i… gdyby nie obrońca, pewnie sam by strzelił. Ale Roderic Filippi wplątał mu się pod nogi, kopnął piłkę, zabrał gola – bo futbolówka odbiwszy się od słupka wpadła do bramki Ajaccio.
Courbis zagrał zdecydowanie bardziej odważnie od Montaniera. Do gry desygnował w zasadzie pięciu piłkarzy linii ofensywnej (u Montaniera często grywało raptem trzech), polski skrzydłowy okazał się dopiero drugim wyborem z rezerwowych. Ale teraz Courbis z wdzięcznością powinien spojrzeć na Grosickiego łaskawszym okiem.

1 :: 0 Grosicki K. Goal – Rennes 1-0 GFC… przez Pathmanathan_Cumanan
Nowy trener „Grosika” – mafia, ruletka, wyroki i świetny… warsztat
Rolland Courbis – życiorysu nowego trenera Kamila Grosickiego w Rennes wystarczyłoby na kilka scenariuszy filmowych. Zastanawiając się, do kogo porównać go w polskiej piłce, człowiek staje się bezradny. Nasi szkoleniowcy przy Courbisie mają życiorysy jak pensjonarki z przyklasztornej szkoły.
Czy „Grosik” przy Courbisie będzie miał łatwiej niż przy Philippe Montanierze? Trudno powiedzieć, w każdym razie w pierwszym meczu pomógł nowemu szkoleniowcowi. Courbis na pewno woli bardziej ofensywną grę od poprzednika, więc da piłkarzom z przednich formacji więcej swobody i będzie ich odważniej ustawiał. U Montaniera polski skrzydłowy cierpiał, bo nie grywał za często w podstawowym składzie, ale też trudno powiedzieć, by był przez tego trenera niedoceniany. Do momentu kontuzji jako jedyny w zespole wystąpił we wszystkich (!) ligowych meczach, jako jedyny w drużynie – no raczej piłkarze, których trenerzy nie cenią, takiego bilansu nie miewają.
Courbisa „Grosik” może kupić swą szybkością, ale przede wszystkim „zadziornością”. Bo nowy trener Rennes „zadziory” lubi. A lubi dlatego, że sam takową jest. Typowy marsylski cwaniak z krwi i kości, noszący na sobie całe piętno tego słonecznego z pozoru, a w istocie przesiąkniętego cieniem miasta – genialnego i porywającego, ale też pełnego zasadzek, ciemnych zakamarków, ciasnych uliczek i równie jak one pokręconych ludzkich losów.
Courbis, na poły Grek z pochodzenia, w sumie z Olympique Marsylia nie był związany jakoś szczególnie w swojej karierze, ale można rzec intensywnie, albo inaczej – to związanie miało wielki wpływ na jego życie. W OM dorastał piłkarsko i Marsylia wychowała go na piłkarza całkiem przyzwoitego; może nie na miarę reprezentacji, ale Ligue 1 bezwzględnie. Występując głównie w barwach Monaco, Sochaux i Sportingu Toulon, zaliczył ponad 400 meczów w ekstraklasie.

Z prawami autorskimi do „Zizou”
Jako trener z OM związał się na zaledwie dwa lata, będąc już szkoleniowcem ukształtowanym przez pracę w Tulonie, Bordeaux, Tuluzie. W Bordeaux do zespołu wprowadzał nie kogo innego, tylko innego marsylczyka – Zinedine’a Zidane’a. Dziś o Courbisie mówi się jako o człowieku, który ma prawa autorskie do ksywki „Zizou”, bo podobno to on wymyślił ten przydomek.
Ale wróćmy do OM. Courbis urzędował tam krótko, ale w szalonych czasach. Klub wrócił do ekstraklasy (po relegowaniu za skandal korupcyjny) z nowym właścicielem Robertem Louisem-Dreyfusem, który nie do końca orientował się w podskórnych realiach marsylskiego futbolu. Doprowadził m.in. do powrotu do OM tego, który ponosił winę za aferę korupcyjną – Bernarda Tapiego, upierając się, że ten będzie już grzeczny. Nie był. Olympique z tamtych czasów to był tygiel, w którym ciągle coś buzowało i wybuchało. Do tego tygla trafił i Courbis, który poczuł się w nim jak ryba w wodzie. „Rolland Courbis prowadzi drużynę tak, jak gra w kasynie” – powiedział kiedyś o nim legendarny trener OM Mario Zatelli.
I chodziło nie tylko o styl, ale i dobór zawodników. To było transferowe szaleństwo. Latem zdarzało się, że przez rubryki przyszli/odeszli przewijało się po 20 zawodników. Dziennik „L’Equipe” opublikował kiedyś grafikę dotyczącą jednego z piłkarzy, z której wynikało, że przez zaledwie miesiąc czterokrotnie przechodził z rąk do rąk! Jedyny rozsądny człowiek w tym towarzystwie Pierre Dubiton, dyrektor finansowy OM, prawa ręka Louisa-Dreyfusa, powiedział kiedyś wprost: „Gdyby mnie tu nie było, przez ostatnie dwa miesiące klub wydałby jakieś 10–15 milionów dolarów więcej. Obecnie jesteśmy związani kontraktami z… 36 piłkarzami! I to się ma nazywać polityką transferową?”

Za kratami
No tak się nazwało. Do czasu, gdy nie zabrał się za to prokurator. Sprawa była bardzo poważna. Dotyczyła przekrętów na kwotę 22 milionów euro przy transferach 15 piłkarzy w latach 1997–1999. Courbis okazał się jednym z głównych podejrzanych, potem oskarżonych, a w końcu skazanych. I to na karę dwóch lat bezwzględnego więzienia. Plus kilkaset tysięcy euro grzywny.
Zresztą proces, kolejne apelacje, odwołania, bo Courbis miał sprytnych prawników – także w rodzinie, ciągnęły się grubo ponad… 10 lat! Obecny trener „Grosika” spędził część czasu w areszcie, część w więzieniu, część poddany kontroli elektroniczną bransoletką.
Prokurator domagał się także bezwzględnego zakazu wykonywania pracy trenerskiej, ale akurat to rozeszło się po kościach. W sumie poza zawodem pozostawał niespełna trzy lata. W okresie największej zawieruchy sądowej przygarnął go właściciel Montpellier (wtedy drugoligowego) – Louis Nicollin, we Francji nazywany „królem śmieciarzy” (majątku dorobił się na przedsiębiorstwie oczyszczania, mając m.in. kontrakt z Wersalem), postać równie barwna.
Jeśli ktoś myśli, że afera marsylska to jakiś wyjątek w życiorysie Courbisa, jest w błędzie. Największą i z najpoważniejszymi konsekwencjami na pewno. Ale w aferę z czarną kasą wplątał się już dużo wcześniej, gdy pod koniec lat 80. pracował w Tulonie. W szokujący sposób dług klubu, który prowadził szokujący obrót piłkarzami, w dwa lata wzrósł z 5,5 miliona franków do… ponad 70 milionów! Klub spotkały kary administracyjne, a Courbis został skazany na trzy lata w zawieszeniu.

Mafijne porachunki
Kłopoty prawne to rzecz jedna, ale podejrzane znajomości to zupełnie inna. Obecny trener Rennes cudem dożył w ogóle chwili mianowania. Niegdyś był świadkiem mafijnych porachunków. Zresztą świadkiem nieprzypadkowym o tyle, że jechał w samochodzie z ważną figurą jednego z korsykańskich gangów, która to figura była też zamieszana w biznesy piłkarskie. Jak tygiel, to tygiel. Korsyka, Marsylia… Jak mawia mój francuski przyjaciel – tam co drugi dzień są jakieś porachunki…
Gdy samochód się zatrzymał, ostrzelało go czterech zamaskowanych mężczyzn. Pociski 9 mm i 11,43 mm dosięgły kumpla Courbisa, zabijając go na miejscu, dosięgły i samego trenera, ale tylko – jak dziś wiadomo z samego faktu, że Courbis żyje – raniąc go.
A propos życia, Courbis zawsze żył pełną piersią i się z tym nie krył. Szalał po kasynach, szlajał się z podejrzanymi typami i nigdy nie wahał się walić prosto z mostu. I bardzo lubił przytulić, jak widać, kasę. „Cały problem z kasynem polega na tym, że gdy przegrywasz, masz problem ze swoim bankierem, ale jak wygrywasz, masz problem z policją” – powiedział kiedyś, gdy ze swoją żoną, baronową Marie Louise Rizzoli, wygrali 1,6 miliona franków na ruletce. Ale też tak jak afery piłkarskie, słynną stała się sprawa oskarżenia ich o spisek z krupierami w Nicei. Sprawa ciągnęła się długo, bardzo długo, ale w tym wypadku Courbis został oczyszczony z zarzutów.
A wszystko to działo się w czasie, gdy normalnie prowadził zespoły piłkarskie.
Czy Grosickiemu będzie lepiej u Courbisa? Czy w ogóle będzie go to jeszcze obchodziło, jak gra Rennes? Zobaczymy. Jedno jest pewne – w szatni zespołu będzie teraz o niebo ciekawiej i o niebo głośniej. Bo Courbis, jak to marsylczyk, w bawełnę nie owija – ani pochwał, ani przygan. Potrafi przywalić słowami między oczy.
A tak poza wszystkim, najdziwniejsze w tej historii jest to, że to zaskakująco dobry trener…

P.S. Na pierwszej konferencji już błysnął. „Zawsze miałem dziwne losy. Ale że zostanę trenerem 48 godzin przed meczem – tego bym się nie spodziewał. Potraktuję to jako kolejną anomalię w moim osobliwym życiu” – rzekł z sarkazmem.

Inne artykuły o: Hit | Zagranica

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli