Niebo zapłakało nad Krychowiakiem. PSG w deszczu i błocie przeczołgało się po awans

Autor wpisu: 1 marca 2017 21:15

Grzegorz Krychowiak pierwszy raz w tym roku zagrał w pierwszym zespole PSG. W 1/8 finału Pucharu Francji paryżanie wyeliminowali drugoligowy Niort 2:0.

Siedem plag egipskich prześladuje Krychowiaka w tym sezonie. Było źle, potem gorzej, a jak miało być wreszcie lepiej – to przyplątała się kontuzja. A po kontuzji kolejne transfery PSG do drugiej linii, słowa Unaia Emery’ego, że jeszcze musi zwiększyć konkurencję w zespole – choć i przy tej „mniejszej” Krychowiak i tak na grę nie miał szansy. To „źle” sięgnęlo takiego poziomu, że Krychowiak musiał poprosić o grę w czwartoligowych rezerwach, gdzie wzbudził mniej więcej taką sensację, jakby Odjidja-Ofoe pojawił się nagle na boisku Motoru Lubawa.

Gdy wreszcie po grubo ponad dwóch miesiącach miał szansę wybiec w pierwszej jedenastce na porządny mecz pierwszego zespołu Paris St-Germain, z nieba lunął deszcz, a paryżanie zamiast grać w piłkę musieli orać błotniste grzęzawisko w Niort. Warunki absolutnie anormalne, w których łatwiej oceniać spektakularne akcje osuszających boisko strażaków, niż poruszanie się po błocku piłkarzy.

Z ironią można byłoby powiedzieć, że gwiazdy PSG wysłużyły się Krychowiakiem. Ci, przez których Krychowiak normalnie miejsca w składzie nie ma – Thiago Motta, Adrien Rabiot, Marco Verratti – obejrzeli sobie zmagania kolegów w ciepełku, przed telewizorem, bo Unai Emery dał im po prostu odpocząć przed kolejnymi wielkimi wyzwaniami – zakładając, że z Ligue 2 poradzi sobie taki trochę cerowany „drugi garnitur”.

No i ten garnitur sobie… nie radził. Do 78. minuty w tym meczu było 0:0 (wtedy na 1:0 strzelił wchodzący z ławki Javier Pastore), a Niort wcale nie wydawał sie na straconej pozycji. Zresztą nie był na niej aż do 4. minuty doliczonego czasu, gdy wreszcie drugi ratownik z ławki – Edison Cavani dobił „gwoździa”.
Krychowiak na boisku był do 73. minuty, do momentu, gdy Emery uznał, że już dość dreptania w środku pola, dość wstydliwego 0:0 i posłał w bój wspomnianego Pastore. Argentyńczyk pokazuje co to „powrót lwa”. Przez blisko 5 miesięcy leczył kontuzję, teraz ma za sobą występ w kapitalnym meczu z Marsylią (5:1) i przełamującą mecz bramkę z Niort.
A Krychowiak? No… jak Krychowiak. W „Turbokozaku” każą strzelać karnego z zasłoniętymi oczami. Tak samo można sobie zasłonić oczy i wyobrazić, jak gra Krychowiak z Niort. Starał się, biegał, pilnował. Umorusany, przemoknięty, trzymał się pozycji „6” kurczowo. Z piłką przy nodze najbezpieczniej czuł się oddając ją do tyłu, do obrońców. W tym, za co zbiera największa burę w Paryżu – czyli ofensywie, nie poprawił za wiele. Jedno świetne podanie prostopadłe na skrzydło, jedno czy drugie wejście bokiem boiska – to wszystko. Gdy kolegom nie idzie, Rabiot, Matuidi, nie mówiąc o Verrattim sami zabierają się za holowanie piłki do przodu. I to nie jest gra „Krychy”.
Czy przekonał do czegokolwiek Emery’ego? Może do tego, że jak trzeba „przymurować”, to wciąż warto na niego postawić. Tylko że Paryż tego „przymurowania” potrzebuje bardzo, bardzo rzadko.

A tak w tym meczu NIE padł gol dla PSG:

Inne artykuły o: Zagranica

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli