Można awansować po 0:4. Tylko mały szczegół. Trzeba być… Barceloną. Remontada razy trzy

Autor wpisu: 8 marca 2017 23:36

Miała być remontada Barcelony. To jednak za mało na odrobienie w Lidze Mistrzów tego, czego jeszcze nikomu się nie udało odrobić. 0:4. No więc mieliśmy trzy remontady. Barcelony, PSG i znów Barcelony. Masz karetę asów? No, ja mam… dwie karety!

To był mecz w pokera? No nie, w pokerze, to ci co grają – na tym poziomie – mają raczej kamienne twarze. Na Camp Nou żadna twarz kamienną nie była. Suarez szczerzył zęby, choć jak gryzł – to tylko w myślach, Messi zaczesywał grzywkę zmęczonego człowieka, Neymar niezmiennie był zdziwiony – sobą, kolegami, arbitrem. Cavani – to ciskał, to śmiał się, to płakał. Luis Enrique machał, machał, a na końcu zaliczył pajacyka w kilkunastu odsłonach. Unai Emery najpierw żelazny analityk, potem gorący wybuch radości, a na koniec smutek tropików plus 56 w cieniu.

To nie był mecz w pokera. A co było? No tego do końca nie wiadomo. Barcelona, może nie tyle przy udziale PSG, co zainspirowana przez PSG, pokazała nową formę wyrazu w futbolu na najwyższym poziomie. To trzeba będzie dopiero nazwać. Odkryliśmy nową planetę. Niektórzy nazwą ją Kopernik, niektórzy CoToZaPlaneta, a inni X-3452. Barcelona pokazała może nawet nie nową planetę, a jakąś supernową czy coś. W eksplozji zniknął Paris St-Germain, Emery, Cavani i nawet… Grzegorz Krychowiak, który wszedł na nieszczęsny czas doliczony.

A propos – dopiero co pisałem, że Krychowiak staje się „niezamierzonym symbolem występów bezbarwnych”. To nie był występ bezbarwny PSG. To był występ bardzo „barwny”. Tyle że tragiczny przy okazji. Barcelona stała się pierwszą drużyną, która grając o Puchar Europy odrobiła 0:4. PSG stało się pierwszą drużyną, która tę przewagę straciło! To zupełnie na marginesie, bo ten margines nieistotny tak naprawdę przy osiągnięciu Barcy, ale Laurent Blanc stracił posadę latem ubiegłego roku, bo nie potrafił przejść bariery ćwierćfinału Ligi Mistrzów! Emery nie przeszedł 1/8 finału.

„L’Equipe” błyskawicznie dało wyraz frustracji Francji (poza Marsylią), Francuzów (poza marsylczykami) i Paryża (siła rzeczy poza…). „Historyczna katastrofa” lub „Historyczne zatopienie”, jak można tłumaczyć:

Ta historia niezwykła, bo mieliśmy pierwszego gola po trzech minutach, bo mieliśmy trzy decydujące gole w ostatnich ośmiu minutach, w tym decydującego Roberto w 6. minucie doliczonego czasu, paradoksalnie opiera się na… błędach. Ewidentnym Trappa przy pierwszym golu Suareza, potem Marquinhosa i Kurzawy przy golu na 0:2 – samobójczym.
No i bykach arbitra. Jeden karny dla Barcelony (50. minuta) – naciągany (Neymar wpada na wywróconego jak długi Meuniera), drugi karny Barcelony (w doliczonym czasie, Suarez pada czując cień Marquinhosa) – nie wiadomo za co, kartka czerwona dla sfrustrowanego Neymara kopiącego rzeczonego Marquinhosa nie pokazana.
Byk na byku. Wszystkich.

To paradoks, że Barcelona w tym meczu się poddała. Po golu na 1:3 Cavaniego. To było widać i czuć. Paryżanie wywyższeni w euforii pozwolili jej się odbudować, przeżyć drugą remontadę. I po co było to perfekcyjne 4:0 w Paryżu? Tylko dla chwały Barcy. I rozczarowania Katarczyków, jakiego w PSG jeszcze nie przeżyli.

sklep vitasport.pl
forBET

Inne artykuły o: Zagranica

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli