Liga Mistrzów: Bayern miażdży, Szczęsny szczęśliwy

Autor wpisu: 4 listopada 2015 23:13

Liga Mistrzów. 217 minut – tyle trwała posucha w strzelaniu goli przez Roberta Lewandowskiego. W meczu z Arsenalem otworzył wynik w 10. minucie. Bayern zmiażdżył londyńczyków. Rozjechał niemieckim czołgiem z husarskim polotem. Zadziwiające rzeczy działy się w Rzymie, gdzie Roma Wojtka Szczęsnego walczyła o zachowanie szans na fazę pucharową.

Arsenal jadąc do Monachium wiedział jedno – za wszelką cenę nie może przegrać! Bo porażka przy jednoczesnym absolutnie prawdopodobnym zwycięstwie Olympiakosu z Dinamem Zagrzeb awans do fazy pucharowej stawiała… nie, no nie powiemy pod znakiem zapytania. Stawiała w jednym szeregu z fantasy spod znaku Sapkowskiego. Jako realne, a przecież nierealne.
Ekipa Wengera wiedziała to aż tak dobrze, że w pierwszej połowie oddała tylko… jeden strzał (niecelny zresztą). Tylko jeden, bo przez większą część czasu bawiła się pod własną bramką. W ciuciubabkę. Arsenal z zawiązanymi oczami próbował „na słuch” łapać Bawarczyków. Nie udało się. W 10. minucie pierwszy ukąsił Robert Lewandowski. Obrońcy londyńczyków właśnie „na słuch” pobiegli za gwarem niemieckiej mowy na linię pola karnego, a polski napastnik cichutko wbiegł sobie za ich plecy i przywitał się z Petrem Čechem. Częstując go golem z zapowiedzią następnego spotkania we Wrocławiu, już w barwach narodowych.

Potem londyńczycy wyglądali jak obraz nędzy i rozpaczy, a Bayern pach, pach, pach… Müller, Alaba, do przerwy 13 strzałów, 10 celnych. „Die Rotten pokazali absolutne mistrzostwo. Arsenal zniszczony” – podsumował pierwszą połowę „Daily Mirror”. Po przerwie Robbenowi wystarczyło kilkadziesiąt sekund po wejściu na boisko, by wbić na 4:0. Wenger pogrążony. W smutku.


Co tu się dużo znęcać? Robert Lewandowski zszedł z boiska w 71. minucie, a Anglicy zajęli się Chelsea, bo ta – no, można rzec nieoczekiwanie – prowadziła od 34. minuty z Dynamem Kijów. Ekipa Jose Mourinho, która nie wygrała czterech meczów z rzędu, skorzystała z uprzejmości Dragovicia, który wbił gola do własnej bramki.

daily

Relacja live w Daily Mirror. Mina Hazarda mówi wszystko.

Angielskie media zajmowało jednak nie tylko to, co na boisku, ale i to, co na ławce. A tam nieruszani aż do 79. minuty rezerwowi, w tym wyjątkowo malowniczy Eden Hazard. Hazard, a także Pedro weszli na boisko dopiero wtedy, gdy Kijów nieoczekiwanie wyrównał. Strach zajrzał Chelsea w oczy, ale ekipa Mourinho wreszcie okazała złość. Willian walnął z wolnego i można było się cieszyć. Z wyniku, bo z gry – to kijowianie byli ciut lepsi.

My z emocjami śledziliśmy także mecz w Rzymie, gdzie Roma podejmowała Bayer Leverkusen i za wszelką cenę nie powinna była przegrać, a najlepiej wygrać. Początek i… odetchnęliśmy z ulgą. Pół godziny gry i Wojtek Szczęsny zdawał sie mieć równie prosto, lekko i przyjemnie jak Lewandowski. Bramki Salaha i Dżeko, miłe prowadzenie 2:0.
Leverkusen dało się nabrać na zdawałoby się banalnie prostą grę rzymian: na skrzydłach dzicy i szybcy Salah i Gervinho, a z przodu Dżeko. Nic nieoczekiwanego, a niemiecka ekipa jakby ze zdziwienia wyjść nie mogła.
Wyszła w przerwie. Trener Schmidt wytargał za uszy, a uspokojona Roma… została za to w szatni. Sześć minut drugiej połowy wystarczyło, by zrobiło się… 2:2!

O wtorkowych meczach Ligi Mistrzów piszemy TUTAJ
W tym momencie trener Rudi Garcia zdjął z boiska Gervinho, wstawił Iturbe, co publiczność na Stadio Olimpico przyjęła z niedowierzaniem, a wręcz z irytacją. Nerwowo, nerwowo, długo nie było wiadomo, na czyją szalę przechyli się to spotkanie. 10 minut przed końcem Salah usiłujący dobić piłkę z metra do siatki sfaulowany został przez Topraka. Turek z czerwienią powędrował do szatni, a Pjanić wykorzystał karnego. Uff. Francesco Totti oglądający mecz z trybun najpierw zamknął oczy, potem wydał olbrzymie westchnienie ulgi. Nie za wielkie, bo Roma co prawda jest druga, ale ma tylko punkt przewagi nad Leverkusen i dwa nad BATE.

Środowe wyniki Ligi Mistrzów:

Inne artykuły o: Zagranica

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli