„Lewy” był nieskuteczny, więc strzelił tylko… półtora gola

Autor wpisu: 4 listopada 2017 20:49

Robert Lewandowski wrócił po kontuzji akurat na hit Bundesligi pomiędzy Borussią Dortmund a Bayernem i od razu zdobył gola jak marzenie. Zrobił to, stojąc tyłem do bramki i to… piętą. Jeśli się strzela takiego „majstersztyka”, to dyskusję o tym, czy Robert jest już w pełni formy, właściwie powinno się zamknąć. Jednak nie takie to wszystko oczywiste. W Dortmundzie było widać, że Polak miał przerwę w grze, a może nawet i konsekwencje niedawnego urazu.

Od razu postawmy sprawę jasno. Nie ma podstaw do niepokoju. Robert strzelił gola, dochodził do sytuacji podbramkowych i mógł jeszcze bardziej poprawić swoje – i tak już znakomite – statystyki w Bundeslidze. A jednak zabrakło skuteczności.
Oglądając napastnika Bayernu, trudno było nie ulec wrażeniu, że nie jest to jeszcze „Lewy” w swojej optymalnej dyspozycji. Szczególnie w początkowej fazie meczu, w której nasz kapitan wyróżnił się tylko starciem z… arbitrem. Na szczęście była to jedynie słowna konfrontacja. „Lewy” – autentycznie wściekły na sędziego, który gwizdnął mu faul na jednym z rywali – krzyczał po niemiecku: „Co jest?! Co to było?!”. I pokazywał ręką, że wcześniej, w podobnej sytuacji, arbiter nie podjął decyzji korzystnej dla Bawarczyków.
Polak protestował tak mocno i tak zdecydowanie machał przy tym rękoma, że zanosiło się, iż może dostać żółtą kartkę. Sędzia wezwał go do siebie krótkim: „Robert!”. Co ciekawe, nawet wówczas „Lewemu” buzia się nie zamykała. Jak widać, największa gwiazda Bundesligi może sobie pozwolić na więcej. I chyba obaj panowie mieli tego świadomość. Po chwili podali sobie ręce i więcej do zgrzytów między nimi już nie doszło.

„Lewego” trybuny na Signal Iduna Park przyjęły gwizdami – tak samo zresztą jak innego „zdrajcę” Matsa Hummelsa. Polak niewiele sobie z tego robił, strzelił bramkę-cudo, piętą i miał duży udział także przy trzecim golu dla Bayernu, który w końcu zaliczono Davidowi Alabie. Austriak wrzucał piłkę w pole karne, ale nic by to podanie nie dało, gdyby odważnej szarży nie przypuścił „Lewy”. Robert – jak się wydawało – musnął piłę czubkiem buta, ale nawet jeśli mu tego trafienia nie zaliczono, to i tak jest ojcem chrzestnym tego gola. Bez jego ataku bramkarz BVB złapałby piłkę bez problemu. Spokojnie możemy naszemu kapitanowi zaliczyć w tym meczu półtora gola.
O co więc chodzi z nieskutecznością Roberta? Ano o to, że zmarnował kilka sytuacji w sposób do niego niepodobny.
W pewnym momencie wyszedł sam na sam z obrońcą Sokratisem Papastathopulosem i – mając sporo miejsca oraz czasu– robił tak długo zwody w miejscu, że Grek zdołał wybić piłkę. Zwykle Polak idzie w drybling dynamicznie, na gazie. Tym razem zabrakło mu czucia piłki i szybkiej decyzji.
Robert, jeszcze w pierwszej połowie, walił też z ostrego kąta – po genialnej kontrze i świetnym podaniu od Kingsleya Comana. Ale Roman Burki sparował piłkę na rzut rożny. A była to bomba piekielnie silna – „Lewy” uderzył piłkę soczyście, z podbicia.
Natomiast tuż po przerwie „Lewy” z sześciu metrów uderzał piłkę z głowy, ale jakimś cudem – instynktownie – Burki obronił. Być może Robert uderzył za bardzo w środek bramki. To są – jak mówi Tomasz Hajto – detale. Ale to takie detale, które ostatecznie decydują o tym, czy gol był, czy go nie było.

Klasyk ligi niemieckiej był jednostronny. Bayern wygrał 3:1 na boisku rywala i nikt nie ma wątpliwości, że było to zwycięstwo zasłużone.
Pierwszego gola strzelił Arjen Robben. Holender był jak zwykle przewidywalny – bo zszedł na swoją lepszą, lewą nogę – i jak zwykle był nie do zatrzymania. I co z tego, że wszyscy wiedzieli, że tak zrobi.
Honor BVB na 1:3 uratował w końcówce Marc Barta. Gol bez znaczenia. Borussia nadal w głębokim kryzysie.
„Lewemu” taki mecz „na przetarcie” bardzo się przydał. Widać było z każdą sekundą gry, że czuje się coraz pewniej. Na kadrę przyjedzie w poniedziałek w formie, ale nie będziemy zdziwieni, jak w tym drugim listopadowym spotkaniu reprezentacji Polski (z Meksykiem w Gdańsku) trener Nawałka da mu trochę odpocząć.
To dobro narodowe, trzeba o nie dbać i je oszczędzać. W Monachium odpocząć Robertowi nie dadzą.

Inne artykuły o: Zagranica

  • vittori

    Zapiszcie Robertowi 1,99 % gola.Żenada przechodzi wszelkie granice.

    • zgubek

      Więcej luzu,żenady szukaj człowieku gdzie indziej, świat jest taki piękny, dobra zmiana idzie,dasz radę.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli