Lewandowski zaczął, Lewandowski skończył… A Besiktasu, tak swoją drogą, trochę żal

Autor wpisu: 20 lutego 2018 22:48

Jeśli ktoś zastanawiał się, w jakiej formie jest Robert Lewandowski i jak po zimowej przerwie „przywita” się z Ligą Mistrzów, to spieszymy donieść, że wszystko w normie, czyli na wysokim poziomie. „Lewy” zaczął w tym meczu rozdawać karty i „Lewy” rozdawać je skończył. A że Bayern wygrał 5:0, no to wiadomo, że cokolwiek by się w rewanżu w Stambule nie działo, mistrzowie Niemiec już zameldowali się w ćwierćfinale.

Bayern rozbił w puch Besiktas i patrząc tylko na suchy wynik, można byłoby odnieść wrażenie, że Turcy przyjechali do Monachium po jak najniższy wymiar kary, wystawili goły tyłek do bicia i czekali na baty. Otóż nic bardziej mylnego. Bo zanim Bawarczycy zaczęli prowadzić (a było to dopiero w 43. minucie), powinni byli przegrywać 0:2. Besiktas całą pierwszą połowę grał znakomicie. I nie jest to wcale słowo na wyrost. Vagner Love i Quaresma bawili się z Hummelsem, Boatengiem i  Kimmichem jak z dziećmi. I gdyby tylko potrafili tę zabawę zamienić na gole, Bawarczycy mieliby się przed rewanżem z pyszna. Ale w najważniejszych momentach asy gości niemiłosiernie pudłowali – Brazylijczyk w 19. minucie, Portugalczyk pięć minut przed końcem pierwszej połowy.

W tym czasie goście od prawie pół godziny grali już w dziesiątkę. I tu po raz pierwszy do akcji wkracza Lewandowski. To właśnie po faulu na wychodzącym na czystą pozycję Polaku Domagoj Vida wyleciał z boiska. Jak najbardziej słusznie. I to była zdecydowanie kluczowa akcja tego spotkania. Besiktas miał plan na to spotkanie. Plan mądry i skuteczny. No i bardzo konsekwentnie ten plan realizował. Nawet grając w dziesiątkę, choć pewnie w jedenastu byłoby o to dużo łatwiej. Sił starczyło jednak tylko na jedną połówkę, bo w drugiej to już była egzekucja.

Każde podsumowanie tego, co działo się we wtorkowy wieczór w Monachium, zaczyna się właśnie od sytuacji z Lewandowskim i Chorwatem Vidą. I oczywiście można gdybać w nieskończoność i zastanawiać się, co by było, gdyby… Ale od tego Bayern ma „Lewego”, by ten decydował o wynikach w takich właśnie spotkaniach. Czasem dzięki brakom, innym razem właśnie dzięki temu, że w odpowiednim momencie „da” się sfaulować.

No, ale na tym jednym zagraniu Lewandowski swojego udziału w tym spotkaniu nie zakończył. W 50. minucie był piękny strzał z wolnego (szkoda, że tylko w słupek). Polak faulowany na linii pola karnego sam postanowił wymierzyć sprawiedliwość i o mały włos, a by się udało. Jednak co się odwlecze… Gdy Turcy łudzili się, że przy stanie 0:3 być może uda im się psim swędem wcisnąć bramkę, która dałaby im jakiekolwiek nadzieje przed rewanżem, Lewandowski zgasił ich jak świeczkę. Najpierw dobijając piekielnie mocny strzał Hummelsa, który wypluł przed siebie bramkarz Besiktasu, a potem wykorzystując dogranie Müllera (podobnie jak Polak, też strzelił dwa gole). A jak komuś jeszcze mało, to dopisujemy „Lewemu” kapitalną asystę przy golu Comana na 2:0. Forma kapitana biało-czerwonych więc wyborna.

Tak samo zresztą jak całego Bayernu, który w pewnym momencie złapał już taki luz i wsadził Turków na taką karuzelę, że wydawało się, iż ci wyhamują dopiero w Stambule. I za to mistrzom Niemiec należą się również brawa – żaden minimalizm, żadne kunktatorstwo, żadne „już wystarczy”. Pazerność na gole na najwyższym światowym poziomie…

Inne artykuły o: Zagranica

Inne w tej kategorii

Mistrzostwa Świata 2018 Zagranica Za bardzo liczyliśmy na Jezusa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli