Lewandowski strzelił raz, Ronaldo trzy razy. Real zagra w półfinale po fatalnych błędach sędziego

Autor wpisu: 19 kwietnia 2017 00:07

Real Madryt pokonał po dogrywce Bayern Monachium 4:2 i zagra w półfinale Ligi Mistrzów. Robert Lewandowski strzelił karnego, ale nie dokończył spotkania. Ale dziś nawet „Lewy” nie był w stanie wywalczyć awansu dla mistrzów Niemiec. Viktor Kassai z asystentami i tak by na to nie pozwolił. Takie sędziowanie, na tym poziomie, to po prostu wstyd.

Tydzień temu, tuż po końcowym gwizdku w meczu na Allianz Arenie, wszyscy zadawali sobie tylko jedno pytanie: czy na rewanż wykuruje się Lewandowski. Pierwsze spotkanie Bayernowi nie wyszło. Zmarnowany karny, pół godziny gra w osłabieniu. Ale przede wszystkim brakowało „Lewego”, choćby przy tym nieszczęsny karnym.
Nic dziwnego, że każdego dnia w Niemczech nasłuchiwano wieści z treningów i przede wszystkim sztabu medycznego Bayernu – będzie gotowy, zdąży? W sumie niesamowite, tak potężny klub, gigant w Niemczech, uwiesił się jednej myśli – za wszelką cenę postawić na nogi Polaka. Nie ma w tej chwili dla niego alternatywy. W poniedziałek „Lewy” zapewnił, że jest fit i całe Monachium odetchnęło z ulgą.
– Hasta la vista, Real. Nadchodzi „Lewynator” – donosił „Bild”.
Zapowiadało się na wojnę totalną. I taka była. Choć w pierwszej połowie goli nie było, ba, Bayern miał zaledwie jeden celny strzał, na dodatek zblokowany, to oba zespoły zagrały futbol kosmiczny. Pierwsze 25 minut dominacja gości, potem inicjatywę przejęli „Królewscy”. No i stworzyli sobie kilka świetnych sytuacji, ale albo dobrze bronił Neuer, albo piłka kilkadziesiąt centymetrów mijała słupek.
Po przerwie te gole paść już musiały. Najpierw fantastyczną okazję miał Robben, ale jego strzał, fakt faktem zbyt lekki, wybił z linii Marcelo. Reakcja na angielskojęzycznym koncie Twittera Bayernu mówi sama za siebie. To powinna być bramka.

Chwilę później Robben został sfaulowany w polu karnym. Gospodarze protestowali, stadion wrzał, ale sędzia wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł oczywiście Robert i po raz kolejny przekonaliśmy się, że ten facet ma po prostu nerwy ze stali. Tak jak w reprezentacji, jak w Bundeslidze, tak teraz na Santiago Bernabeu, ze spokojem, zwodem. 1:0 dla Bayernu i mecz rozkręcił się na dobre. Bayern nie poszedł jednak za ciosem. Wyrównał za to ten, który do tej pory był niewidoczny w meczu – Ronaldo. Spokój w szeregach Realu? Nic z tego. Kilkadziesiąt sekund później kuriozalna sytuacja i samobój Ramosa.

I na tym można by zakończyć podsumowanie tego co działo się w tym meczu w takim czysto sportowym aspekcie. Potem na przebieg spotkania ogromny wpływ, wręcz decydujący, miał sędzia Viktor Kassai. Węgier ma dobre notowania w UEFA, ale po tym meczu należy się nagana. Kilka decyzji fatalnych, które przesądziły o wyniku meczu. W 84. minucie drugą żółtą kartkę pokazał Arturo Vidalowi. To, że Chilijczyk grał ryzykownie, cały czas na pograniczu kartki to jedno, ale kiedy wyleciał z boiska, zrobił czysty wślizg. Bayern musiał więc kończyć mecz, a potem rozegrać dogrywkę w osłabieniu. W zeszłym tygodniu im się to nie udało. Teraz też nie. Dodajmy, że wcześniej mógł, a nawet powinien, drugą żółtą kartę zobaczyć po przeciwnej stronie Casemiro…
Zanim doszło do kolejnych mega błędów arbitra, błąd popełnił Carlo Ancelotti. Tuż przed końcem regulaminowego czasu zdjął Lewandowskiego. Że po kontuzji? Że pewnie na blokadzie i nie dałby rady w dogrywce? Żarty. Zresztą po minie Roberta można było odczytać spore zdumienie, gdy schodził z boiska. Nie wiemy na co liczył szkoleniowiec Bayernu. Dociągnąć dogrywkę i czekać na karne? No to na karne Lewandowski był niezbędny. Skoro „Lewy” miał nie dać rady, to co powiedzieć o borykających się ostatnio z kontuzjami Hummelsie i Boatengu. Oni zapewne też grali na jakiś blokadach.
Wróćmy do arbitra i jego asystentów. Ktoś jeszcze jest przeciwny systemowi wideopowtórek (VAR)? Po takim gwizdaniu jak dzisiaj, sędzia Kassai powinien być pierwszym, który by lobbował za wprowadzeniem go jak najszybciej, we wszystkich międzynarodowych rozgrywkach. Po prostu szkoda futbolu, szkoda kibiców, szkoda samych piłkarzy.
Gol na 2:2 Ronaldo? Ewidentny spalony.

I tu już było de facto po meczu. Bayern został dobity i praktycznie nie było szans, żeby się podniósł. Nie miał z czego.
Kolejny gol Ronaldo (trzy bramki Portugalczyka!), po fantastycznym rajdzie Marcelo. Ekspert Canal+ nie miał wątpliwości, także spalony (tu piłka wyznaczała linię spalonego).

Czwarta bramka Asensio ustaliła wynik na 4:2. Wynik, który nie tylko nie oddaje różnicy między zespołami, ale który trzeba po prostu zapisać na konto Kassaia.

Real Madryt zagra w półfinale. Bayern ma prawo być sfrustrowany. Zresztą nie tylko Bayern, ale wszyscy, którzy to spotkanie oglądali. Czekamy na VAR! Czas najwyższy. Takie sędziowanie to już strata czasu. I pieniędzy.
– Ciężko było awansować, gdy ktoś nam w tym przeszkadzał. Decyzje arbitra miały duży wpływ na mecz – powiedział po meczu smutny Lewandowski. – Czuję duży niedosyt. To będzie jeszcze długo bolało. Czegoś zabrakło.

Inne artykuły o: Liga Mistrzów | Zagranica

  • Golbi

    Bramka na 2:1 spalony i Vidal powinien wyleciec z boiska wczesniej. Mowiac krotko mecz powinien sie skonczyc po 90 minutach. Bayern nie ma prawa byc wsciekły. Na moje sedzia sie przestraszył ze rzeczywiscie Bayern moze przejsc co byłoby przekretem.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli