Kolejny Messi pojawi się w Chinach, czyli jak wygląda piłka w Państwie Środka

Autor wpisu: 2 lutego 2016 13:23

W czołowych europejskich ligach okno transferowe już zamknięte, ale w Chinach wciąż otwarte na oścież. To tam padły styczniowe rekordy – Jiangsu Suning za Ramiresa zapłacił 28 mln euro, a w środę rano (już po przeprowadzeniu poniższego wywiadu) Guangzhou Evergrande, czyli triumfator azjatyckiej Ligi Mistrzów, ogłosiło transfer Jacksona Martineza z Atletico za… 42 miliony euro.

O przyszłości futbolu za Wielkim Murem, o mentalności Chińczyków rozmawialiśmy z Radosławem Pyffelem, prezesem think tanku Centrum Studiów Polska – Azja, zawodnikiem Reprezentacji Piłkarskiej Dziennikarzy.

FUTBOLFEJS.PL: Kilka lat temu napisałeś książkę pt. „Chińska ruletka. Olimpiada i co dalej?” No i co dalej? Chińczycy wzięli się poważnie za piłkę nożną?
RADOSŁAW PYFFEL: Od czasów, kiedy napisałem tamtą książkę, czyli od 2008 roku, Chiny bardzo się zmieniły. Stały się dużo bogatszym krajem. Spora grupa Chińczyków ma już pieniądze i tym samym oczekiwania są większe. Nie idą już na ilość, tylko poszukują jakości. Chcieliby odnosić sukcesy w takich prestiżowych sportach, jak tenis ziemny czy piłka nożna. Trzeba przyznać że Chińczycy mają kompleks futbolu, bo w wielu dyscyplinach odnosili sukcesy, ale nie w piłce. Futbol miał w Chinach złą markę i reputację. Był problem z korupcją, ustawianiem meczów przez bukmacherów. Piłkarz uchodził za przepłacanego lenia i nie było to bezpodstawne. Momentem przełomowym była porażka z Kuwejtem w eliminacjach mistrzostw świata 2006. To był wielki dramat narodowy – mocarstwo przegrało z malutkim państwem z Zatoki Perskiej. Od tamtej pory wzięli do roboty. To, na co warto zwrócić uwagę, to fakt, że w tej cywilizacji przywódca zawsze wyznacza jakiś cel. Cel ten jest z reguły dosyć ogólny. Europejczycy często więc tego nie rozumieją i często się z tego śmieją, ale taka jest licząca kilka tysięcy lat tradycja i kultura tego kraju. Na przykład przywódca mówi: zbudujmy Jedwabny Szlak 2.0, zbudujmy połączenia kolejowe między Chinami a Europą i wyznacza w ten sposób kierunek. A że Xi Jinping jest fanem piłki nożnej, to powiedział też – stawiamy na futbol.  I teraz wszyscy się zastanawiają jak odczytać i zrealizować tę myśl.

Wszyscy czyli kto?
Działacze piłkarscy, biznesmeni. Pamiętajmy, że biznes w Chinach w dużej mierze przenika się z władzą. Żaden wielki biznes nie jest możliwy bez poparcia władzy. Biznesmeni i władza to często ten sam krąg ludzi. To jest jeden aspekt, który dla Europejczyka nie jest oczywisty. Druga kwestia – Chiny wypracowały ogromny kapitał. Do igrzysk w 2008 roku miały za sobą trzy dekady rozwoju, którego nikt nigdy nie dokonał w przeszłości i zapewne nikt już nigdy nie powtórzy w przyszłości. A przynajmniej na taka skalę. Przeprowadzono tam kilkaset milionów ludzi z biedy do relatywnego bogactwa. Wygenerowano przy tym ogromne nadwyżki. Chiny nie mają teraz za bardzo co zrobić z pieniędzmi. Wrzucili na giełdę – to im wyparowało. Wrzucili w nieruchomości – też nie była to dobra inwestycja. Infrastrukturę zbudowali imponującą, sieć szybkich kolei jeżdżących 300km/h i oplatających cały kraj. Nie można autostrad i kolei budować w nieskończoność. Dlatego od 2013 roku zaczęli inwestować w innych krajach. Z powodu tych nadwyżek dla nich nie jest problemem wydać 20 czy 30 mln euro na piłkarza. To są dla nich śmieszne pieniądze. Podam dwie liczby – szacuje się, że nadwyżki w walucie amerykańskiej wynoszą 4 biliony dolarów. Pakiet antykryzysowy, w który zainwestowali w 2008 roku, by rozruszać rynek wewnętrzny blisko 600 mld dolarów. Przy tych liczbach 20 czy 50 mln euro na piłkarza, to żaden problem.

Czyli 30 mln za Ramiresa to drobne?
Może nie drobne, ale nie są to duże pieniądze patrząc przez pryzmat skali  gospodarki chińskiej. A dla nich taki Ramires jest dobrą inwestycją. Bo giełda niesie za sobą ryzyko, a amerykańskie papiery wartościowe sprawiają, że uzależniają się od gospodarki USA. Muszą więc dywersyfikować kapitał. Czemu wiec zamiast dolara, amerykańskich czy chińskich akcji, nie kupić sobie topowego piłkarza?

Tyle wydali zima na transfery1

 

Jak trwałe są te trendy, które wyznacza przywódca? Nie będzie tak, że za rok powie: odpuszczamy piłkę nożną, teraz stawiamy na krykieta albo golfa?
Mam złą wiadomość dla fanów europejskiej piłki: Chiny nie są krajem, który po roku czy dwóch zmienia trendy. Tam jest nieco inna perspektywa czasowa – zazwyczaj planuje się przynajmniej na 10 lat. To jest problem w relacjach między Polską a Chinami, bo nasze firmy pracują w perspektywie rocznej, ewentualnie w perspektywie kadencji, a chińskie – dziesięcioletniej, jeśli nie piećdziesięcioletniej, bo np. taki wynegocjowano okres przejściowy dla Hongkongu i Makao, zanim staną się częścią Chin. Jeżeli ruszyli z piłką i zaczęli bić rekordy transferowe, potrwa to kilka dobrych lat. Trzeba się na to przygotować. Chiny zmieniają oblicze współczesnego świata w różnych dziedzinach – gospodarce, polityce, turystyce, dziennikarstwie i było jasne, że prędzej czy później zmienią współczesny futbol. To się właśnie dzieje. Obecna ekipa rządząca ma czas do 2022 roku i trendy narzucone przez Xi Jinpinga mają obowiązywać co najmniej do tego roku. To, co może pokrzyżować plany, to krach gospodarczy, bankructwo. I tylko to.

A jest niebezpieczeństwo krachu?
Zawsze jest takie ryzyko. Chiny w obecnych latach to Chiny „in between”, Chiny transformujące się. Po 35 latach taniej gospodarki, kiedy były fabryką świata produkującą tanie skarpetki i mnóstwo innych produktów, teraz wchodzą na wyższy poziom. Stawiają na jakość, markę, skupują wielkie firmy: Volvo, IBM. Tak ma być przez najbliższych kilka lat. I albo ten proces się uda, albo nie.  Jeśli się uda, to staną się gospodarką wysokorozwiniętą. Nie ma oczywiście gwarancji, że to wyjdzie, ale jeśli wyjdzie…

Jak wygląda w Chinach budowa futbolu? Czy jest to na zasadzie – przenosimy cały cyrk z Europy i Ameryki Południowej, a od siebie dajemy tylko infrastrukturę, czy chcemy się uczyć i tworzyć coś swojego? Czy, jeśli zatrudniamy Luiza Felipe Scolariego, to jego chiński asystent uczy się z założeniem, że za kilka lat on będzie robił to samo równie dobrze?
Warto wspomnieć kilka kwestii. Po pierwsze, Chińczycy są narodem, który bardzo chce się uczyć. Wiedzą, że wiedza to bogactwo. Że jeśli się czegoś nauczą, to będą później coś robili sami i nie będą musieli się opłacać komuś innemu. Po drugie – uczą się tylko od najlepszych. To jest kultura, w której kocha się mistrzów. Pamiętam, gdy w 2000 roku przyjechałem do Chin na studia. Kochano tam szwedzkiego  pingpongistę Jan-Ove Waldnera, który ogrywał chińskich mistrzów. Kochano go za to, że był taki dobry. Było to dla mnie nie do pomyślenia, bo w Polsce przecież nienawidzimy sportowców i drużyn, które pokonują naszych. Jak Svena Hannavalda, w którego rzucaliśmy  w Zakopanem śnieżkami, bo był w stanie rywalizować z Adamem Małyszem (śmiech). W Chinach natomiast mistrz budzi wielki respekt, podziw. Uważają, że niebiosa sprzyjają mistrzom. Ich sukces podczas IO w Pekinie oparty był między innymi na tym, że ściągali najlepszych trenerów obcokrajowców, w tym też Polaków.

Kto jest ich wzorem piłkarskim?
Był czas, że uczyli się od Anglików. Chińczycy uważali, że skoro Anglia jest ojczyzną piłki nożnej, to Anglicy są w tym najlepsi. Ale angielski styl, oparty głównie na sile fizycznej, nie przypadł im do gustu, nie dał żadnych efektów. Nie odnajdywali się w nim dlatego przerzucili się na Hiszpanów i Portugalczyków. Decyzja zapadła w w czasach ekspansji tiki-taki, która zbiegła się z wielka smutą w chińskim futbolu. Chińczycy doszli do wniosku, ze ich naturalne predyspozycje, to gra techniczna, finezyjna z mnóstwem fajerwerków. Oni uwielbiają cwaniactwo, satysfakcję sprawia im oszukanie rywala. Czasami mam wrażenie, że bardziej chcą założyć siatkę, niż strzelić gola. Ale własnego stylu Chińczycy jeszcze nie odnaleźli, co można już powiedzieć o walecznych i żywiołowych Koreańczykach i Japończykach. Jeśli go w końcu wynajdą, to jestem pewien, że bliżej im będzie to Brazylii czy Hiszpanii niż Anglii.

Miałeś kontakt z Dongiem Fangzhuo, Chińczykiem, który był moment w Legii. Dlaczego mu się nie udało ani w Manchesterze United, ani w Warszawie?
Chłopak miał niesamowitą technikę, drybling, szybkość, ale dla niego w grze liczyło się tylko to, żeby kogoś nabrać, oszukać. Gra w zespole była na dalszym planie. Myślę też, że po latach spędzonych w Manchesterze United trochę brakowało mu motywacji, by się kopać i walczyć gdzieś w ekstraklasie. Dong to był błyskotliwy piłkarz o unikalnych umiejętnościach, których niestety nie pokazał. Szkoda, bo to świetny gość i na pewno złożę mu życzenia po 8 lutego z okazji Nadchodzącego Roku Małpy.

Mentalnie Chińczycy wolą piękno od siły?
Zdecydowanie. Siła, nieustępliwość, boisko piłkarskie jako arena wojenna – to Japonia. Dla Chińczyków futbol jest sztuką. Zdarzało mi się grywać amatorsko z Chińczykami i co rzuciło się w oczy to fakt, że mimo kolektywnej kultury i tego, że uczeni są od małego grupowych zachowań, nie potrafili grać zespołowo. Każdy coś tam chciał pokazać wielkiego na boisku, zamiast grać prostą piłkę do najbliższego partnera. Dziwiło mnie też to, że gdy im nie szło, bardzo szybko załamywali się, rezygnowali. Nie potrafili się poderwać. Na poziomie reprezentacyjnym, moim zdaniem to była kwestia głowy. Po tylu porażkach zrodziła się społeczna presja, że chiński piłkarz to przepłacany leń. I coś w tym było. Byli wychowywani w cieplarnianych warunkach. Potem konfrontowali się na arenie międzynarodowej i jak coś zaczynało nie iść, to szybko się wycofywali.

RP3Kiedy kilka lat temu do Chin poszedł grać Krzysztof Mączyński, Adam Nawałka był krytykowany, że powołuje zawodnika z ogórkowej ligi. Od tamtej pory minęły dwa lata i nagle do Chin przenoszą się takie tuzy, jak Ramires, Gervinho. Nie ma już nawet miejsca dla Miroslava Radovicia. Szybko to postępuje.
W Polsce wciąż jeszcze dominuje nieuzasadnione poczucie wyższości, lekceważenie „śmiesznych Azjatów” itd. To już zemściło się na nas w 2002 roku w meczu z Koreą Płd, gdy okazaliśmy się bezradni w meczu z gospodarzami. Sędziowanie pozostawiało wiele do życzenia, ale przecież przed mundialem na stadionie Widzewa na luzie ograli nas Japończycy i to powinno nam dać do myślenia. Gdy Mączyński przenosił się do Chin, już wtedy była to przyzwoita liga. Szedł do drużyny (Guizhou Renhe), która grała w azjatyckiej Lidze Mistrzów.  To jest w miarę wysoki poziom. Nie wiem, dlaczego mamy w Polsce przekonanie, że liczą się tylko takie reprezentacje jak Niemcy, Hiszpania, Anglia, Francja, Brazylia i Argentyna. Tylko je szanujemy i czujemy respekt, a pozostałe, zwłaszcza azjatyckie to według nas ubodzy krewni, mimo ze w od 20 lat nie potrafimy awansować do Ligi Mistrzów. Byłem szczerze zdziwiony, że tak wiele osób uważało transfer Mączyńskiego za degradację. Największy problem, jaki napotykają zawodnicy z Europy, to aklimatyzacja. Z moich doświadczeń prywatnych wynika, że połowa przyjezdnych w Chinach się odnajduje się świetnie, a druga połowa nie odnajduje się wcale.

Rozmawialiśmy kilka miesięcy temu, gdy Chińczycy kupowali akcje Manchesteru City. Powiedziałeś wtedy, że za 20 lat to w Chinach będą grać największe piłkarskie gwiazdy, a kibice w Europie będą oglądać Ligę Mistrzów o godzinie 13.45, bo ta azjatycka będzie atrakcyjniejsza od europejskiej.
Nie będę odkrywczy, jeśli powiem, że los chińskiej i jednocześnie światowej piłki rozstrzygnie się na parkietach giełdy w Szanghaju i Shenzhen, rozstrzygnie się wewnątrz chińskiej gospodarki. Jeżeli Chiny utrzymają obecne tempo rozwoju, to podtrzymuję tę prognozę.

Czyli, jeśli dalej będziemy lekceważyć to, co się dzieje z piłką w Chinach, obudzimy się z ręką w nocniku?
Myślę że takie ligi, jak polska, po prostu będą musiały się dostosować do zmieniającego się układu sił w globalnym futbolu. Ale taka Barcelona, Real czy Bayern mogą i będą na pewno jakoś reagować. A co może zrobić Legia? Mieliśmy już przykład Radovicia, którego nie dało się zatrzymać. Jedyna pociecha jest taka, że Chińczycy zaczynają rywalizować na innym poziomie – z Chelsea, z Romą. Nas w tej konkurencji już przeskoczyli. Za kilka lat żadna chińska drużyna nie będzie wyrywała z Legii Radovicia, skoro stać ja na Ramiresa czy Gervinho.

Wiemy, że mnóstwo czołowych europejskich klubów jeździ do Chin w celach marketingowych. Chińczycy kochają wielkie europejskie kluby. A jak odbierają rodzime drużyny? Czy piłka nożna może stać się jednym z najważniejszych sportów w Chinach?
W Chinach futbol ma olbrzymi potencjał. Jedyne czego brakuje, to sukcesów. Chińczycy od 15 lat mają świetne obiekty, ale brakowało im po prostu dobrego piłkarskiego produktu. Była korupcja, byli rozpuszczeni, leniwi piłkarze. To się zmienia, reprezentacja zaczyna wygrywać, kluby coraz lepiej radzą sobie w azjatyckiej Lidze Mistrzów, jest coraz więcej gwiazd. A że jest to plan rozwoju na wiele lat, rodzima piłka nożna stanie się produktem wysokiej jakości i te stadiony będą się coraz bardziej zapełniać. W Chinach jest olbrzymi rynek na oryginalne koszulki europejskich gwiazd. Ale zaczynają już myśleć w ten sposób: po co mamy to kupować od Europejczyków, jeśli możemy mieć własne gwiazdy. Stać nas na to. Jeszcze chwilę to potrwa, ale idzie to w tym kierunku.

Oprócz transferów z Europy do Chin wrażenie robią też kwoty płacone za piłkarzy, którzy przechodzą z jednego klubu chińskiego do drugiego.
Powiedziałbym, że już teraz można zrobić światową karierę nie grając w Europie ani Ameryce Łacińskiej. Przykład Brazylijczyka Elkesona, który niedawno przeszedł z Guangzhou Evergrande do Shanghai SIPG za prawie 20 mln euro. Jak się okazuje, tam też można osiągnąć status jednego z największych piłkarzy globu. I będą kolejni, którzy wypływać będą w Chinach omijając Europę. Dotychczas było to nie do pomyślenia. Niewykluczone, że kolejny Messi albo Ronaldo pojawi się w Chinach i nigdy nie zagra w Europie. Być może doczekamy dni, w których to finał azjatyckiej Ligi Mistrzów będzie najważniejszy, a jego zwycięzca będzie faworytem w Klubowych Mistrzostwach Świata. I być może doczekamy tego szybciej niż wszyscy się spodziewamy.

ROZMAWIAŁ: Piotr Wierzbicki

RP1Radosław Pyffel (po chińsku: Rui De Xing) – publicysta, socjolog.  Prezes think tanku Centrum Studiów Polska-Azja (CSPA), a prywatnie fan futbolu i członek Reprezentacji Piłkarskiej Dziennikarzy. W Chinach spędził ponad pięć lat. Autor kilku książek na temat tego kraju (m.in. „Chiny w Roku Olimpiady. Państwo Środka od Środka”, „Chińska ruletka. Olimpiada i co dalej?”) oraz kilkudziesięciu artykułów dotyczących Azji w polskiej prasie. Często pojawia się w polskich i międzynarodowych mediach jako komentator d/s Azji i Chin.

 

 

 

 

Inne artykuły o: Zagranica

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli