Kapustka wreszcie zagrał w pierwszym składzie Leicester. No i dał radę

Autor wpisu: 8 lutego 2017 23:17

Bartosz Kapustka doczekał się w końcu meczu w wyjściowym składzie pierwszej drużyny Leicester. Że „tylko” w Pucharze Anglii i przeciw „zaledwie” Derby County? Nie ma co marudzić. Na razie na więcej pewnie go nie stać (przynajmniej w opinii Claudio Ranieriego), ale to i tak coś, co warto odnotować.

Bo może nadchodzą wreszcie dla Bartka nieco lepsze czasy w tej Anglii. Na razie krok w tę stronę został zrobiony. Kapustka pokazał się w wyjściowym składzie i co ważniejsze, absolutnie nie odstawał od całej reszty tych, którzy wybiegli na boisko w barwach mistrza Anglii. Leicester niemiłosiernie męczyło się z drużyną z Championship (do awansu potrzebowało dogrywki), ale dla nas te męczarnie były nieważne, zeszły na dalszy plan, bo najistotniejsze było to, w jakiej formie na tle nieco lepszych kolegów, niż tych, z którymi dotychczas grał w barwach drużyny U-23, wypadnie reprezentant Polski. No i wypadł bardzo poprawnie. Może nie był to występ-marzenie, nie było szału ani fajerwerków, ale też nie ma najmniejszego powodu, by Kapustkę za ten mecz skrytykować.
Owszem, widać było, że jest nieco spięty i stremowany, że nie ma w nim tego luzu, jakim czasami imponował jeszcze w naszej lidze, czy nawet w reprezentacji, że mocno pracuje nad tym, by realizować wszystkie taktyczne polecenia Ranieriego. Czasem można było odnieść wrażenie, że aż za bardzo jest przywiązany do swojej pozycji (zagrał jako środkowy ofensywny pomocnik), że za rzadko zbiega na skrzydła, za rzadko stosuje niekonwencjonalne zagrania, których wymaga się od graczy na tej pozycji, a które nie są Kapustce wcale obce, ale nie chodzi o to, by się czepiać. Bartek ostro zasuwał w defensywie, wracał przed swoje pole karne, atakował rywali po każdej stracie piłki – widać, że to jest to, na co włoski trener Lisów zwraca szczególną uwagę i za co miał długo do Kapustki zastrzeżenia.
Pod względem motorycznym też nie było źle – gdy w 80. minucie Polak schodził z boiska zmieniany przez Mahreza, nie wyglądał na takiego, który słaniałby się na nogach. Wręcz przeciwnie – przypominał kogoś, kto spokojnie dałby radę pobiegać jeszcze drugie tyle. Nie było też dramatu w jakichś ostrzejszych starciach, czy pojedynkach bark w bark – nikt Kapustki nie połamał, nie zrobił mu krzywdy, Polak nie odbijał się od rywali jak od ściany. Czyli co? Gotowy już na tę Premier League? Oby. Bo czas ucieka.
Na razie Kapustka jeszcze Lisów nie zbawi, bohaterami są inni, ale dobrze by było, gdyby tym występem na tyle przekonał Ranieriego do siebie, by ten zaczął mu wreszcie dawać jakieś poważniejsze szanse w lidze.

Pełny mecz, łącznie z dogrywką, zagrał w barwach Leicester drugi Polak, czyli Marcin Wasilewski. „Wasyl” był pewnym punktem obrony niemal przez całe spotkanie. Niemal, bo w 88. minucie kilka metrów przed własną bramką fatalnie się zagapił, co o mały włos skończyłoby się dla Lisów katastrofą. Było wtedy 1:1, a polski obrońca tylko wyjątkowej nieporadności gości w tej sytuacji zawdzięcza to, że skończyło się jedynie na strachu. Potem „Wasyl” brał jeszcze czynny udział pod bramką Derby – jego strzał z kilkunastu metrów w 90. minucie został zablokowany, a w dogrywce znów był pewnym punktem obrony.
Leicester ze sporym trudem, ale awansowało do 1/8 finału Pucharu Anglii. To kolejna nadzieja na to, że jeszcze zobaczymy obu Polaków w tym sezonie na boisku.

Inne artykuły o: Zagranica

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli