Ibrahimović – chuligan czy poszkodowany? Boruc zepchnął Fabiańskiego na samo dno

Autor wpisu: 31 grudnia 2016 19:21

Już, już zdawało się, że Jose Mourinho na koniec roku dokona spektakularnego linczu na arbitrze meczu z Middlesbrough. Ale skończyło się na eksplozji radości. Szampana można pić spokojnie, bo Martial i Pogba w dwie minuty MU załatwili trzy punkty.

To mógł być spektakularny popis Mourinho na koniec roku, a był po prostu spektakularny mecz. Piłkarze Middlesbrough potwierdzili, że bywają absolutnie nieobliczalni. Jeszcze w 85. minucie prowadzili na Old Trafford 1:0, co robiło atmosferę cokolwiek nerwową. Na dodatek prowadzili 1:0, mimo że jako pierwsi piłkę do siatki rywali wbili… gospodarze, a konkretnie Zlatan Ibrahimović, który do futbolówki wrzuconej przez Anthony’ego Martiana poszedł, no trudno to nazwać inaczej, kopem kung-fu:

Interpretować można różnie. Sędzia uznał zagranie Ibrahimovicia za niebezpieczne i odgwizdał rzut wolny dla Middlesbrough, nie uznając oczywiście gola. Ale większość komentatorów uznała to za błąd arbitra. Gary Lineker pokusił się nawet o stwierdzenie „przerażająca decyzja”, ale za Ibrą ujął się także przedstawiciel światka bramkarzy – Peter Schmeichel, który napisał na Twitterze, że Zlatan nie zrobił nic złego, a Valdes był po prostu spóźniony.

I Zlatan, i Mourinho w pierwszej chwili okazali bardziej ironiczne rozbawienie z decyzji arbitra, ale pod koniec meczu jasne było, że temperatura emocji rośnie i to bardzo. Gdyby na oczach obchodzącego 75. urodziny Aleksa Fergusona MU przegrał na koniec roku nieoczekiwanie dla siebie, w meczu, w którym stworzył sobie naprawdę wiele okazji do gola, bez awantury na środku boiska by się nie obeszło. I bardzo ciekawej konferencji prasowej. No ale, jako się rzekło, Martial i Pogba (poniżej) w ostatnich minutach jednak dali gospodarzom te trzy punkty po bardzo ładnych akcjach linii ofensywnej Manchesteru Utd.

W tej sytuacji Mourinho po meczu poprzestał na ironii. „Strzeliliśmy trzy gole” – powiedział przepytywany przez reportera Sky, a potem konsekwentnie się upierał: „Wygraliśmy 3:1”.

W Manchesterze działo się wiele, ale dla nas ciekawy był mecz na walijskiej ziemi. Swansea podejmowała Bournemouth i ktoś z naszych bramkarz musiał przegrać. Przegrał niestety Łukasz Fabiański. „Niestety” nie dlatego, że ważniejszy, tylko dlatego, że jego sytuacja na koniec roku stała się tragiczną. Jego i Swansea, ma się rozumieć.
Sylwester dla walijskiego klubu okazał się rozczarowująco symboliczny. Swansea dołowała, dołowała (o ciosach otrzymanych w Boxing Day TUTAJ), a na koniec roku Boruc i kumple wbili jej gwoździa do trumny. Wygrali to wyjazdowe spotkanie 3:0! I znowu piłka bezlitośnie obijała Fabiańskiego i jego kolegów z obrony, i znów w absurdalny sposób wszystko, co mogło w polu karnym iść „nie tak”, szło „nie tak”.
Swansea City w ten sposób kończy rok na ostatnim miejscu w tabeli. Po pięciu porażkach w ostatnich sześciu meczach 2016 roku (w każdym z tych przegranych meczów Fabiański wpuszczał co najmniej trzy gole). Po zwolnieniu w tygodniu amerykańskiego menedżera Boba Bradleya, klub szuka nowego… Życzenia noworoczne w tej sytuacji – oczywiste.

Inne artykuły o: Zagranica

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli