I znów na kłopoty Lewandowski. Który to już raz? Błyszczał też Piszczek

Autor wpisu: 18 lutego 2017 18:56

Ponieważ Robert Lewandowski ratował Bayern już raz, i drugi, i sto piętnasty, więc jak w dobrej grze platformowej koledzy stopniują mu stopień trudności. I jesteśmy już na poziomie, gdzie jest naprawdę ciężko.

Bayern idzie tropem PSG. Wszystko, co najlepsze zostawia sobie na Ligę Mistrzów. W Bundeslidze bywa, że stęka i kwęka, choć na koniec punkty i tak zdobywa. W końcu z 21 meczów przegrał tylko jeden i aż 15 wygrał. Oczywiście, tak znakomitego bilansu nie ma nikt inny. Hasło, że Borussia „naciska” Bayern (Lipsk to w ogóle ostatnio jakoś tak słabuje) oznacza, że ni mniej ni więcej ma… 13 punktów straty.

Tydzień temu z Ingolstadt było ratowanie zwycięstwa w doliczonym czasie gry. Teraz z Herthą Berlin w 21. kolejce mało brakowało, by Bayern zaliczył drugą porażkę w sezonie. „Mało” to mało powiedziane. To było o włosek rozdzielony na czworo od porazki. Ten włosek rozdzielił arbiter, bo mimo doliczenia aż pięciu minut nie przerwał akcji Bayernu lewą stroną, gdy ta piąta minuta doliczonego czasu już przeleciała.
I tu się zaczął splot zdarzeń niesamowitych. Rezerwowy Kingsley Coman zdecydował się iść do linii końcowej, a Peter Pekarik zdecydował się zatrzymać go wielce ryzykownym wślizgiem. Mogło się skończyć nawet karnym, ale skończyło się rzutem wolnym zza linii bocznej pola karnego. Co kombinował Pekarik pozostanie jego skrytą tajemnicą. To był absurd numer jeden.
Z wolnego Thiago wypatrzył Arijena Robbena z niewiadomych przyczyn zostawionego zupełnie wolnym gdzieś na 13. metrze narożnika pola karnego. Robben był jak na pustyni, co było absurdem numer dwa, bo defensywa Herthy przez wcześniejszych blisko już 96 minut tak rażącego błędu nie popełniła!
Robben strzelił oczywiście celnie (przy fajnym uniku będącego na linii strzału Manuela Neuera), ale trafił w stojącego na linii jednego z rywali. To oczywiście nie absurd, ale kolejne z piętrzących się zdarzeń. Bo odbita piłka trafiła wprost na nogę stojącego dokładnie na wprost broniącego – tym razem rezerwowego Roberta Lewandowskiego. I temu jeszcze mógł futbolówkę zdjąć jeden z obrońców, ale nie dość energicznie zamachnął się nogą. A Lewy jak to Lewy – lekki wygibasem strzelił a 1:1, po czym sędzia odgwizdał koniec spotkania.

Jak zauważyli natychmiast statystycy z Opta, był to najpóźniej strzelony gol (96. min.) w Bundeslidze od sezonu… 2004/2005 (95:59)

Wymyślić taką końcówkę? A ją przebić? Będzie ciężko. Kto śledził „Westworld” wie, że tylko Anthony Hopkins mógłby temu podołać. Ale cóż, w świecie futbolu kreatywnych scenarzystów też nie brakuje, więc będziemy czekać z niecierpliwością na ciąg dalszy.

Acha, a na marginesie trzeba dodać, że świetny mecz w tej kolejce rozegrał też Łukasz Piszczek. Strzelił 5. gola w tym sezonie i miał udział przy obu pozostałych bramkach drużyny. Ale działo się to w daleko mniej dramatycznych okolicznościach. Borussia wygrała z Wolfsburgiem 3:0, Piszczek strzelił na 2:0, a tylko ostatni kwadrans grał przeciwko swojemu przyjacielowi – Kubie Błaszczykowskiemu, no bo ten wszedł na boisko dopiero w 75. minucie. „Wilki” jak dołowały jesienią, tak dołują dalej. Mają tylko trzy punkty przewagi nad strefą spadkową.

sklep vitasport.pl
forBET

Inne artykuły o: Zagranica

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli