Kto tu dokonał rzeczy niemożliwej – Barcelona czy raczej PSG? Po tym wszystkim szkoda nawet Krychowiaka

Autor wpisu: 8 marca 2017 23:35

Wyobrażacie sobie, co musi czuć Unai Emery? Jezu, jak mi szkoda tego faceta, tak po ludzku, choć w zasadzie ani mi on brat, ani swat. Szkoda mi nawet Krychowiaka, który zdążył jeszcze wziąć udział w tej „klęsce stulecia”, choć trudno powiedzieć, by zdążył w niej jakoś znacząco maczać palce. Nie wiem, czy dla Paryża to był piłkarski koniec świata, ale to na pewno był piłkarski koniec świata w takiej formie, w jakiej ten świat znaliśmy do tej pory.

Pierwsze, co przyszło mi do głowy po golu Sergio Roberto na 6:1, było pytanie, czy to Barcelona zrobiła coś, czego zrobić się nie dało, czy raczej PSG? Jasne, wiadomo było, że Barca od pierwszej minuty siądzie na rywalach, będzie próbowała ich zdusić, nie wypuścić sprzed własnego pola karnego i w zasadzie sprawić, by sami sobie strzelali gole. Co najmniej cztery w ciągu 90 minut, a piątego w dogrywce. Scenariusz łatwy do przewidzenia dla każdego z nas, więc co dopiero dla takiego speca jak Emery. No i niby Emery i jego PSG było na to wszystko przygotowane. Barcelona faktycznie siadła na Francuzach, dociskała i dociskała. Goście zrobili sobie przed własnym polem karnym zasieki, gdzie było tak ciasno, że nawet – za przeproszeniem – komar kuśki by nie wcisnął. I wybijali tych gospodarzy z rytmu, jak tylko się dało. No to powiedzcie, jakim cudem ta Barcelona schodziła na przerwę z połową odrobionych strat?

Dwa momenty zawahania. Takie drobne, wręcz niedostrzegalne, ale wystarczyły. Najpierw Trappa, który zachował się jak – nie przymierzając – Damian Podleśny z Wigier w półfinale Pucharu Polski z Arką. Suarezowi to wystarczyło, by skierować piłkę do bramki. A potem Marquinhosa, który dał się ograć Inieście w sytuacji, w której każdy inny piłkarz dałby sobie już spokój z walką o piłkę, tylko akurat nie Iniesta. Barcelona dostała dwa prezenty, na które oczywiście pracowała, które wielkim sprytem swoich gwiazd wykorzystała, ale które na takim poziomie graczom takiego klubu jak PSG nie miały prawa się przytrafić (bo Marquinhos powinien wybić piłkę na róg, a wcześniej Trapp ją złapać). I to był początek końca Emery’ego i całego Paryża, bo Barcelona poczuła krew. Nawet gol Cavaniego na 3:1 niewiele tu pomógł, bo padł… za szybko, czyli akurat wtedy, gdy Barca miała jeszcze wystarczająco minut, by powalczyć o awans. I powalczyła, choć przez dobry kwadrans po stracie tej bramki wyglądał na taką, która już przestała w to wierzyć. Ale nie przestał Neymar…

Barcelona właśnie szaleje ze szczęścia, bo dowiedziała się, że był do pobicia kolejny wyczyn, którego ta drużyna dotychczas nie pobiła. Bo dowiedziała się, że można zrobić coś niemożliwego nawet wtedy, kiedy traci się wiarę, że da się to zrobić. A my dowiedzieliśmy się, że tak naprawdę g… się na tej piłce znamy. I jeśli ktokolwiek kiedykolwiek mówił, że w piłce już wszystko widział, to wiadomo, że kłamał.
A Paryż? Ten oszaleje za chwilę, jak dotrze do niego to, co się stało. Nie ma słów, które mogłyby usprawiedliwić tę „klęskę stulecia”. Ale w Paryżu tych słów usprawiedliwień będą się oczywiście domagać. Tak samo jak kozłów ofiarnych. I jak to wszystko wytłumaczyć? Nie da się…

Inne artykuły o: Zagranica

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli