Borussia w finale, Lewandowski na hamulcu ręcznym

Autor wpisu: 26 kwietnia 2017 23:09

Piranie z Dortmundu dopadły Bayern i go z Pucharu Niemiec wyeliminowały (3:2), co trzeba uznać za sporego kalibru niespodziankę. Szczególnie biorąc pod uwagę to, że po pierwszej połowie nic na to nie wskazywało. Tak czy inaczej Łukaszowi Piszczkowi gratulujemy czwartego z rzędu finału DFB Pokal. Na Roberta Lewandowskiego zaś patrzyliśmy z niepokojem i po meczu ten niepokój wcale nie jest mniejszy.

Piszczek jak to Piszczek – naharował się za trzech, toczył mordercze pojedynki z Riberym i choć błędów się nie ustrzegł, to można powiedzieć, że swoje zrobił. Gdy w 80. minucie schodził z boiska, wyglądał jak zamęczone Zombie. I ten obrazek w zasadzie najlepiej oddawał to, jak bardzo ten mecz potrafił wycieńczyć nawet takiego tarana, jakim jest Piszczek.
Wtedy Borussia prowadziła już 3:2 i Thomasowi Tuchelowi zależało na tym, by za wszelką cenę dotrzymać z tym wynikiem do końca, bo w dogrywce jego chłopaki mogliby już nie przetrzymać naporu Bayernu. A ten napór niby z minuty na minutę był coraz większy, ale w decydujących momentach brakowało mu konkretów. Niemniej potwornie zmęczony Piszczek mógł być w ostatnich minutach pięta achillesową BVB.

Inna sprawa, że gdyby piłkarze z Monachium wykorzystali choć połowę okazji, spośród tych, jakie stworzyli sobie w tym spotkaniu, to i trzy gole strzelone przez Borussię nie dałyby jej awansu. Ale cóż, jak to uwielbiają powtarzać klasycy: „niewykorzystane sytuacje lubią się mścić”. Te niewykorzystane sytuacje najczęściej prowokował niestety Robert Lewandowski.
Niestety, bo Robert od jakiegoś czasu ewidentnie jest jakiś taki nieswój. Być może to efekt tego niedawnego urazu barku, który skutecznie wybił go z rytmu meczowego, być może co innego – na przykład lekki kryzys spowodowany przemęczeniem materiału. Nie zmienia to faktu, że dawno tak nieporadnego, niedokładnego i nijakiego Lewandowskiego, jakim jest ostatnio, nie widzieliśmy. W sobotę z Mainz nie zrobił sztycha i cierpiał jak cały Bayern. Teraz z Borussią już do przerwy mógł załatwić Bawarczykom finał Pucharu Niemiec, ale co miał świetną okazję, to ją marnował. Dwie setki – za pierwszym razem dał się „dogonić” Benderowi, który w ostatniej chwili zablokował strzał Polaka, za drugim przegrał pojedynek z bramkarzem BVB – sprawiły, że zamiast „pozamiatane”, w drugiej połowie gra tak naprawdę zaczęła się od początku.
Po 45 minutach powinno być 4:1 dla Bayernu, a na ekranach telewizorów pojawić się napis „jest już po zabawie”. A tak Borussia przetrwała napór z minimalną stratą (1:2), przetrwała początek drugiej połowy, w której prym w marnowaniu sytuacji dla Bayernu wiódł już nie Lewandowski, ale Robben, i zadała dwa zabójcze ciosy, po których Bayern się już nie podniósł. Szczególnej urody był ten drugi autorstwa Dembele.

Wielki szacunek dla tej drużyny, nie tylko dlatego, że czwarty raz z rzędu wywalczyła awans do finału krajowego pucharu, nie tylko dlatego, że zrobiła to na boisku odwiecznego rywala, przegrywając do przerwy 1:2, ale przede wszystkim dlatego, że już otrząsnęła się z traumy, jaka spotkała ją dwa tygodnie temu. Jeśli ktoś po przegranym dwumeczu z Monaco w Lidze Mistrzów miał wątpliwości, czy ekipa Tuchela zdoła się jeszcze w tym sezonie podnieść, to w środowy wieczór dostał najlepszą odpowiedź.

sklep vitasport.pl
forBET

Inne artykuły o: Zagranica

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli