Boruc patrzył, jak strzelają do Fabiańskiego

Autor wpisu: 18 marca 2017 21:10

To miał być pojedynek polskich bramkarzy w Premier League. Z jednej strony Artur Boruc, z drugiej Łukasz Fabiański. Ale w meczu Bournemouth – Swansea (2:0) jednego z tych bramkarzy prawie w ogóle nie było widać.

Jeśli ktoś ostrzył sobie zęby na efektowne interwencje, które można zanotować, a na koniec spotkania stwierdzić: lepszym bramkarzem jest… (i tutaj wpisać odpowiednie nazwisko), to się rozczarował. Bo jeśli ktoś robił notatki, to uwagi mogły znaleźć się tylko przy jednym nazwisku: Fabiańskiego. Boruc w tym spotkaniu nie pobrudził sobie ani koszulki, ani spodenek.

Można powiedzieć, że w pierwszej połowie Artur i Łukasz dali sobie po razie. Boruc mocny cios (strzał z dystansu Gylfiego Sigurdssona) zniósł dobrze – popisał się efektowną paradą. Jak się okazało – jedyną tak wymagającą w całym meczu. Statystycy zaliczyli to uderzenie po stronie tych celnych, ale wydawało się, że w najlepszym wypadku piłka uderzy w słupek, a najprawdopodobniej minie go od zewnętrznej strony. Boruc interweniował efektownie, bo nie miał pewności i na wszelki wypadek odbił futbolówkę na rzut rożny. Potem musiał się trochę wysilić, gdy skakał do jednego z dośrodkowań. Interwencję utrudnił mu kolega z drużyny, który chciał wybić piłkę głową. Końcowy efekty był taki, że futbolówka wylądowała w rękach bramkarza.
Fabiański jedyny celny cios przed przerwą zniósł źle. Używając języka bokserskiego – dostał w twarz złapany na wykroku i padł na ziemię. Gdyby piłka po strzale Benika Afobe poszła tam, gdzie strzelający nią celował, to „Fabian” raczej nie miałby problemów z obroną. Pech Łukasza polegał na tym, że po drodze odbiła się od nogi obrońcy Alfiego Mawsona i kompletnie go zmyliła. Bramkarz Swansea nie mógł zmienić kierunku, w który chciał się rzucać.
Poza tymi dwoma uderzeniami aktualnego i byłego reprezentanta Polski oglądaliśmy tylko wtedy, gdy koledzy z drużyny zagrywali im piłkę.

Po przerwie piłkarze Bournemouth dobrze rozgrzali Fabiańskiego. Raz popisał się fantastyczną interwencją po strzale Josha Kinga. Uderzenie (głową) było mocne, odległość od bramki niewielka, ale Łukasz jakimś cudem odbił piłkę. Zasłużył na duże podziękowania od kolegów i pochwały nawet od rywali.

Pod koniec obronił groźny strzał byłego kolegi z Arsenalu – Jacka Wilshera. W międzyczasie puścił drugą bramkę. I niewiele mógł zrobić przy drugiej próbie Benika Afobe. Napastnikowi Wisienek pozwolił strzelać Mawson, który nie zdążył przeciąć prostopadłego podania, a potem runął na murawę jak długi, Afobe był sam na sam z reprezentantem Polski i nie dał mu szans.
A co w tym czasie działo się z Borucem? Liczba poważnych interwencji – 0 (słownie: zero).
Statystyki pokazały, że w kategorii „posiadanie piłki” mecz zakończył się remisem (50 do 50 procent), ale różnica w organizacji gry była bardzo duża (na korzyść gospodarzy). Można więc powiedzieć, że te 50 procent przy piłce dla Bournemouth, to był „quality time”, czas znacznie lepiej wykorzystany. Łabędzie czas bałamuciły, ich akcje kończyły się z dala od pola karnego rywali. Zneutralizowany został najgroźniejszy strzelec, czyli Sigurdsson.

Czasu do końca sezonu coraz mniej, oba zespoły walczą o utrzymanie. Ekipa Boruca zbliża się do magicznej bariery 40 punktów, która zazwyczaj gwarantuje utrzymanie (w tej chwili mają 33), Swansea znowu obsunęła się do strefy spadkowej – zajmuje 17. miejsce, a nad osiemnastym Hull City ma przewagę trzech punktów.
A skoro o Hull mowa, Tygrysy zaliczyły dziś największą wpadkę za kadencji trenera Marco Silvy, a także Kamila Grosickiego – przegrały z Evertonem 0:4. Reprezentant Polski po raz pierwszy w nowej drużynie wszedł z ławki rezerwowych – w 64. minucie przy stanie 0:1. Ale nie jego wejście okazało się katastrofalne, ale decyzja sędziego, który w 73. minucie wyrzucił z boiska serce i mózg ekipy z Hull, Toma Huddlestone’a. – To nie był faul na czerwoną kartkę, Tom nie zasłużył na taką decyzję – kręcił głową Silva.

Inne artykuły o: Zagranica

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli