Bereszyński maczał palce przy straconej bramce, ale tym razem ograł Szczęsnego

Autor wpisu: 29 stycznia 2017 17:57

Sampdoria, przy wydatnej pomocy Bartosza Bereszyńskiego i w nieco mniejszym wymiarze Karola Linettiego, pokonała Romę, czym skomplikowała jej trochę sytuację w pogoni za Juventusem. Wojciech Szczęsny wpuścił aż trzy bramki, ale przy żadnej błędu nie popełnił. I pomyśleć, że dziesięć dni temu w Pucharze Włoch ta sama Roma wygrała z tą samą Sampdorią 4:0.

Po pięciu minutach wydawało się, że scenariusz może się powtórzyć. Roma prowadziła już 1:0. Potem co prawda gra mocno się wyrównała, a czasami przewaga była po stronie Sampdorii, to jednak, gdy w 66. minucie Dżeko trafił na 2:1, nic nie zapowiadało, że rzymianie wrócą do domu bez punktu. Jednak finisz Sampdorii był niesamowity. Najpierw do wyrównania doprowadził Patrick Schick, a potem wynik kapitalnym strzałem z wolnego ustalił bohater spotkania Luis Muriel (gol i dwie asysty). Szczęsny tylko się przyglądał, jak piłka ląduje w bramce.

Polak miał w tym spotkaniu pełne ręce roboty niemal od samego początku. Szalał pod jego bramką Muriel, szalał Bruno Fernandes, dużo zamieszania robił też Quagliarella. Te sytuacje, które mógł, Szczęsny wybronił. No, ale sam meczu Romie nie wygra, choć w tym sezonie jest bezsprzecznie jednym z najlepszych golkiperów Serie A.

Cały mecz rozegrał też Bartosz Bereszyński (ligowy debiut w barwach Sampdorii) i wypadł dużo lepiej niż dziesięć dni wcześniej w Pucharze Włoch z tym samym rywalem, kiedy co chwila bywał podtapiany przez piłkarzy Romy. Wtedy skończyło się zresztą klapą w postaci czterobramkowej porażki. Nie dość, że był wówczas bezlitośnie ogrywany przez kolegów Szczęsnego, to jeszcze pod koniec meczu wyraźnie było widać, że podpiera się nosem.
Tym razem dotrwał do końca już bez tego powolnego „umierania” na boisku. Ale żeby nie było tak różowo, maczał palce przy golu na 2:1 dla Romy. Tak dał się ubiec Dżeko:

Trochę też się nam ten Bereś pogubił w końcówce spotkania, gdy Roma przegrywając 2:3 szaleńczo atakowała napędzana przez rezerwowych Francesco Tottiego i El Shaarawy’ego. Zwłaszcza ten drugi dał się Bereszyńskiemu mocno we znaki na lewej stronie ataku Romy. Uciekł raz, uciekł drugi – w najgroźniejszej sytuacji skórę polskiemu obrońcy uratowała skuteczna interwencja Puggioniego.
A najbardziej uratował go… boczny arbiter. W ostatniej akcji spotkania Bereszyński kopnął w polu karnym wychodzącego do prostopadłego podania Dżeko. Na szczęście w sytuacji stykowej boczny machnął chorągiewką – gdyby nie to, kroił się ewidentny karny.

A jednak w sumie, przymykając lekko oko, ten debiut w Serie A Bereszyńskiemu możemy zapisać na plus. Wygrana z wyżej notowanym rywalem, jednym z najpoważniejszych kandydatów do mistrzostwa, w dodatku po tak szalonym meczu – to coś, co powinno dodać mu pewności siebie. Na dodatek jego drużyna w skowronkach, bo wygrała pierwszy raz od 4 grudnia, po 6 meczach bez zwycięstwa.
W 67. minucie na boisku pojawił się też Karol Linetty. Były lechita zmienił Dennisa Praeta, piłkarza, z którym rywalizuje o grę w pierwszym składzie. Praet zagrał przeciwko Romie bardzo dobry mecz, no i strzelił pięknego gola na 1:1, co pewnie spowoduje, że akcje Polaka, przynajmniej na razie, nie pójdą w górę.

Poniżej skrót meczu:

Inne artykuły o: Zagranica

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli