Real Madryt zaczyna sezon od trofeum

Autor wpisu: 9 sierpnia 2016 23:44

Jeśli grają Superpuchar Europy to znak, że na Starym Kontynencie wystartował poważny futbol. Real zwyciężył 3:2 i już wraca z pierwszym trofeum, a Sevilla jak zwykle go nie wygrała. W Trondheim zobaczyliśmy piłkarskie ciacho pod względem emocji, mecz z dogrywką i na dobrym poziomie. Zagrany na – to ważne – polskiej murawie, która w Trondheim wytrzymała ponad dwie godziny gry w deszczu. Ot, takie nasze małe zwycięstwo.

Człowiek się naczytał kogo to w tym Realu nie brakuje (Cristiano Ronaldo, Gareth Bale, Toni Kroos, Pepe), a tu trener „Królewskich” Zinedine Zidane (na marginesie: takiego płaszcza to w Madrycie nawet w zimie nie zakłada!) miał jeszcze takie pole manewru, że zaprosił jedynie na ławeczkę gwiazdorskie trio: Lucę Modricia, Jamesa Rodrigueza (wcześniej pokazali się w tym sezonie zaledwie w jednym meczu okresu przygotowawczego) i Karima Benzemę.
Zrobiło się miejsce w składzie dla 20-letniego Marco Asensio i Mateo Kovacicia. Od razu okazało się, że Zizou miał rację. I intuicję. Gol Marco Asensio – uderzenie z dystansu, z lewej nogi, „zewniakiem”, w samo okienko – już jest kandydatem do gola sezonu, choć przecież ten sezon dopiero się zaczął.
A strata bramki przez Sevillę będzie znakomitym materiałem szkoleniowym dla trenerów na całym świecie, o tym jak łatwo można stracić gola, jeśli się źle wykona aut na własnej połowie.
Mecz miał pokazać trenerowi Realu na kogo może liczyć, gdy w pełni sezonu trzeba będzie dać odpocząć gwiazdom. O ile bardzo przekonał do siebie Asensio, to trochę mniej Kovacić, a już kompletnie nie przekonał Alvaro Morata.
Hiszpan ma być lekiem na wahania formy Karima Benzemy, ale na razie jest bez formy. Choć trzeba przyznać, że Francuz (wszedł za Moratę) też nie zachwycił, ale jednak był dużo groźniejszy od swojego konkurenta do miejsca w ataku Realu.
Moratę – choć do klubu z Madrytu de facto wraca po dwóch latach –przedstawia się jako ten wielki, letni transfer, jaki zawsze o tej porze Real musi zrobić. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że Real kupił dobrego zawodnika, ale nie kupił jakości z najwyższej półki. Tej półki, z której ma skrzydła – Cristiano Ronaldo i Gareth Bale. Nie da się ukryć, że taki Robert Lewandowski – w formie! – to byłoby to…

Był taki moment, że to Sevilla mogła wygrać ten mecz. Przy karnym dla tej drużyny Jewhen Konoplanka pokazał, że bezczelności piłkarskiej ma nie mniej niż umiejętności. Pozwolił bramkarzowi Realu Kiko Casilli zapoznać się bliżej z komfortem i miękkością polskiej trawy położnej na Lerkendal Stadionie w Trondheim i posadził go na cztery litery. Chyba było miękko, ale bramkarz Madrytu jakoś nie miał zadowolonej miny.
Real został uratowany przez kapitana drużyny. O Sergio Ramosie – wybranym przez UEFA najlepszym piłkarzem meczu – wiadomo to, co było wiadomo już dawno: nadal będzie przyciągał uwagę kibiców na całym świecie. Facet w jednej połowie potrafi zrobić karnego dla rywali i strzelić bramkę wyrównującą w doliczonym czasie gry. Jeszcze zdobył nieuznanego gola w dogrywce, ale show i tak mu skradł Carvajal kończąc fantastyczny rajd decydującą bramką.
Jorge Sampaoli, nowy trener Sevilii – którą się nadal dobrze ogląda, także bez Grzegorza Krychowiaka i Evera Banegi – nie utopił się w butach Unaia Emery’ego.
Argentyński „profesor” na ławce Sevilli pokazał, że ma swój pomysł na rekonstrukcję jednej z najsilniejszych i najciekawszych drużyn w Europie w ostatnich latach. Duże wyzwanie. Za chwilę ten pomysł zweryfikują, w dwóch meczach, piłkarze Barcelony w walce o Superpuchar Hiszpanii. Na razie dla Sevilli ważne jest to, że choć nie ma już w tej drużynie starych filarów i byłego trenera, to nadal jest charakter. Nawet grając w „dziesiątkę” Sevilla wcale nie musiała przegrać. Kulejący Pareja, który wyprowadza kontratak w końcówce dogrywki, jest symbolem tej drużyny. Sevilla nie wygrała Superpucharu po raz trzeci z rzędu. A skoro ta drużyna jest tuż przed remontem generalnym, to trudno sobie wyobrazić by za rok znów miała szansę gry o to trofeum.
Na koniec jeszcze polskie akcenty meczu o Superpuchar.
Miło, że Szymon Marciniak jest już stałym bywalcem sędziowskiej elity (tym razem jako arbiter techniczny). W Europie zadomowiła się już także polska murawa. We wtorek w Trondheim przez ponad dwie godziny piłkarze biegali w sporym deszczu po płycie zrobionej przez nasza firmę Trawnik Producent. I co? Jak boisko? Bez zarzutu!
Murawa hybrydowa na Lerkendal Stadionie jest – upraszczając – „siostrą” tej, którą firma spod Szczecinka zainstalowała dwa tygodnie temu na Ergo Arenie w Gdańsku. Ta w Norwegii ma dodatkowo wzmocniony sztucznymi włóknami system korzeniowy, bo i warunki tam trudniejsze. Mamy więc w Superpucharze Europy polskiego sędziego i polską trawę od polskiego producenta. W jednym i drugim przypadku nie ma… przypadku właśnie. Ale już polską drużynę trudno sobie w tym meczu o Superpuchar Europy wyobrazić. I bez przypadku i nawet przypadkiem.

Zobaczcie nasz reportaż z wizyty w firmie Trawnik Producent:

Inne artykuły o: Wideo | Zagranica

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli