Luboš KUBIK po Targach Świat Piłki: Jesteśmy pod wrażeniem imprezy na PGE Narodowym!

Autor wpisu: 10 kwietnia 2017 14:16

Wielką imprezę futbolową Targi Świat Piłki na PGE Narodowym zakończył w niedzielę kapitalny turniej z udziałem wielkich postaci futbolu – między innymi czeskich wicemistrzów Europy z 1996 roku. –  Jesteśmy pod wrażeniem – komentował wodzirej czeskiej grupy Luboš Kubik.

Luboš Kubik

Kubik przyznał otwarcie: – Czegoś takiego jak Targi Świat Piłki jeszcze nie widziałem. Przez lata doświadczałem wydarzeń futbolowych we Włoszech, w Niemczech, we Francji, w USA, w Anglii, zresztą podobnie moi koledzy, ale pierwszy raz widzimy dopiero tutaj tak wielką imprezę z tyloma atrakcjami. Dla nas to bardzo ogromna niespodzianka i bardzo nam się tutaj podoba. Wszyscy są pod wrażeniem, tym bardziej, że Tragi udało się zorganizować na PGE Narodowym. Kapitalny obiekt! To niezwykle podniosło prestiż tej imprezy.

Luboš Kubik to jedna z największych postaci czeskiego (i czechosłowackiego jeszcze) futbolu przełomu lat 80. i 90. Gracz m.in. Slavii Praga, Fiorentiny, Metz, Norymbergi, Chicago Fire, uczestnik finałów MŚ 1990 (minimalna porażka w ćwierćfinale z Niemcami 0:1) i wicemistrz Europy z 1996 roku.
Obok niego do Warszawy na Targi Świat Piłki przyjechali partnerzy z EURO 96: Karel Poborsky, Pavel Kuka, Ladislav Maier, Radoslav Latal, a także przedstawiciele ciut młodszego pokolenia: Marek Heinz, Tomaš Ujfaluši, którzy zagrali w półfinale EURO 2004.
Czeski All Stars w ćwierćfinale niedzielnego turnieju podczas trafił w przedwczesnym finale, jak to określono, na… polski All Stars, czyli reprezentację Targów Świat Piłki (m.in. Maciej Terlecki, Piotr Stokowiec, Tomasz Kłos, Radosław Majdan, Marek Saganowski, Piotr Włodarczyk) i przegrał 0:2.

FUTBOLFEJS.PL: Luboš, mówisz: fajna impreza, fajna, ale z pustymi rękoma z Warszawy wyjedziecie…
LUBOŠ KUBIK (ze śmiechem): Nie, no nie z pustymi. Moc wrażeń za nami!

Ale jak to tak z odpadnięciem w ćwierćfinale? Wicemistrzostwo Europy zobowiązuje!
Jasne, jasne. Ale trafiliśmy na… godnego rywala!

Karel Poborsky

Czyli turniej turniejem, ale najważniejsza jest zabawa?
No pewnie. W poważny futbol to już… się nagraliśmy. A teraz po prostu fajnie jest się spotkać, pogadać, pożartować, no i trochę jeszcze pobiegać za piłką. Zresztą większość z nas wciąż jest aktywna fizycznie. Ja na przykład ciągle gram nie tylko w piłkę, ale także w golfa i hokeja na lodzie!

Co z Czechem rozmawiam, to hokej i hokej…
U nas sport numer jeden to powiedziałbym i futbol, i hokej. Dużo kibiców chodzi i na te mecze, i na te. Ja teraz mieszkam w mieście hokejowym. Właśnie tak to się układa – są ośrodki tradycyjnie bardziej hokejowe, a są tradycyjnie bardziej piłkarskie.

Gadaliśmy z Adamem Hlouškiem niedawno. On zwrócił mi uwagę, że wy – mimo że jesteście jako naród stosunkowo nieliczni, potraficie być tak dobrze sportowo dzięki tradycji uprawiania od dzieciaka najrozmaitszych dyscyplin.
Oczywiście! Wiadomo, że jeszcze w czasach dzieciństwa Adama, a tym bardziej mojego nie było tylu „zabawek”, co dzisiaj, odciągających dzieci od futbolu, czy od sportu, od zabawy na świeżym powietrzu w ogóle. To jasne. Ale pomijając to, faktycznie – u nas jest taki zwyczaj, że dzieci sportowo lubią spróbować wszystkiego. Ja też jako dzieciak i grałem w piłkę, i w hokeja, i w koszykówkę, i uprawiałem tenis – i ziemny, i stołowy.

Strzela Marek Heinz, broni Radosław Majdan

Widzimy się w Warszawie, a tak w ogóle z tego, co wiem, do Polski zdarza ci się często przyjeżdżać. Jesteś z naszym krajem bardzo związany.
Jestem. Tak mam od czasu, gdy grałem w Chicago Fire z Polakami: Koseckim, Podbrożnym i Nowakiem. Tam do tego była duża społeczność polska, złapałem wasz język. Spotykałem się często z Polakami, poznałem wielu przyjaciół i dziś czuję się… na pół Polakiem. Ale tylko na pół (Luboš wybucha śmiechem).

Ale mieszkasz teraz gdzie?
Mieszkam w Pardubicach, do Polski mam 60 kilometrów. I jeżdżę do Polski, do znajomych. Do Mirka Nowickiego, do Wrocławia.

Z szefem Świata Piłki – Mirosławem Nowickim staliście się bliskimi znajomymi.
Tak, to zaczęło się od mojej przygody trenerskiej w Śląsku Wrocław. Tam się poznaliśmy, a potem zabrałem go do Anglii, gdzie razem trenowaliśmy zespół Torquay United. I potem cały czas byliśmy w kontakcie. Jak przyjaciele.

A propos – mówisz o Śląsku Wrocław, którego w 2006 roku zostałeś trenerem. Jak wspominasz tamten czas?
Poszło to wtedy bardzo szybko. Mirek zadzwonił do mnie, że Śląsk nie ma trenera i dość pilnie potrzebuje kogoś zatrudnić. Czy bym się nie podjął. Zgodziłem się, by mu pomóc. Ale przyznam, że byłem wtedy nieprzygotowany do tego zadania. Nie znałem polskiej piłki, nie znałem warunków, drużyny. Wziąłem jeszcze Jurka Podbrożnego na asystenta. Podjęliśmy się tego zadania, jakoś to zaczęło się układać, ale potem zmienił się właściciel, z którym nie za bardzo było nam po drodze (od Edwarda Ptaka pakiet większościowy wykupił wówczas Edward Mazur). Lepiej było się jednak rozstać.

Radoslav Latal

Wtedy Czesi byli dla nas wzorem. Mieliście silną reprezentację i kluby…
Tak, ale jesteśmy mały krajem i żyjemy okresami – lepszymi, gorszymi. Taka sinusoida. Mieliśmy bardzo dobrych piłkarzy, reprezentację od czasów roku ’90, potem to pokolenie ’96 aż po 2004. Jednak to pokolenie, które jeszcze potrafiliśmy zasilać młodymi, nowymi talentami, jak Rosicky chociażby, wygasło. Teraz w ligach zagranicznych nie mamy nikogo takiego pokroju jak wy macie Lewandowskiego, Szczęsnego czy Glika. Jesteśmy w dole i musimy dopiero iść do góry. Wam bardzo pomogły mistrzostwa Europy – te wasze. Macie ładne stadiony, zainteresowanie kibiców, fajnie się wam to układa. A na dodatek u was nie ma takiej konkurencji innych sportów – nie ma hokeja, który wymaga, podobnie jak futbol, bardzo szerokiego naboru, szerokiego szkolenia dzieci i młodzieży.

Jest szansa, że znów się podźwigniecie futbolowo?
Musimy w to wierzyć! Zbudowaliśmy system akademii dla młodych piłkarzy i myślę, że potrzebujemy jakiś trzech, czterech, pięciu lat, by znowu pójść do góry. I może znowu będziemy dla was… wzorem (śmiech).

Rozumiem, że elementem rozwoju jest inwestowanie obcego kapitału w klub. Jak choćby Chińczyków w Slavię Praga. To tak jakby u nas chiński kapitał wykupił taki symbol jak np. Wisła Kraków.
Dla Slavii dobrze się stało, że Chińczycy tu przyszli, bo inaczej Slavia miałaby bardzo duży problem finansowy, a dzięki tej inwestycji stała się jednym z najbogatszych klubów w Czechach. Ale to nie ma nic do jakości naszego futbolu. Musimy pracować z młodymi, wychowywać.

Doczekaliście się czasów, gdy… Słowacy was wyprzedzili. Chyba po raz pierwszy od 1976 roku – bo wtedy to, w tej słynnej drużynie mistrzów Europy, jeszcze oczywiście Czechosłowacji, to właśnie Słowacy mieli przewagę.
A widzisz! Tak jest – Słowacy w ostatnich latach poszli inną drogą niż my i dało to im znakomity efekt. Też nie mieli za wielu młodych, zdolnych piłkarzy, ale postanowili sobie z tym poradzić inaczej: gdy tylko po kimś widać, że może się nadawać do futbolu na wysokim poziomie, od razu starają się go wypchnąć za granicę, do krajów, w których mają szansę rozwoju: do Włoch, Niemiec, Anglii, także do Polski czy Czech. 50 procent z nich gdzieś tam zaginie, ale 50 procent faktycznie na tym zyska, podbuduje się, rozwinie. I klubowa piłka na Słowacji nie jest specjalnie silna, ale jakość reprezentacji im się bardzo poprawiła. Ale my też się odbudujemy, jestem tego pewien.

Inne artykuły o: Targi Świat Piłki

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli