Zmiany w wyjściowej jedenastce wyszły nam bokiem

Autor wpisu: 4 września 2016 21:12

W porównaniu z żelazną jedenastką, którą wystawiał trener Adam Nawałka podczas mistrzostw Europy we Francji, na stadionie w Astanie wyszło czterech nowych piłkarzy. Wyszło, jak wyszło – raczej lekko pół średnio.

Bartosz Salamon za Michała Pazdana, Piotr Zieliński za Krzysztofa Mączyńskiego, Maciej Rybus za Artura Jędrzejczyka i Bartosz Kapustka zamiast Kamila Grosickiego – to „nowe” twarze w ekipie biało-czerwonych. Nowe piszemy w cudzysłowie, bo oczywiście piłkarze ci są w kadrze Nawałki od dłuższego czasu. Trzy z tych zmian były wymuszone przez okoliczności. Niestety zmiany wyszły nam bokiem.

Salamon jak Szukała
Po przylocie i pierwszym treningu w Kazachstanie okazało się, że kłopot z mięśniem czworogłowym ma nasza tarcza antyrakietowa, czyli Michał Pazdan. Zastąpił go Salamon, który we Francji nie zagrał ani minuty. Od początku spotkania widać było, że obrońca Cagliari w dwójce stoperów będzie tym, który musi się skupić przede wszystkim na asekuracji. Trochę przypominało to grę, do jakiej przyzwyczaił nas Łukasz Szukała. Ze wszystkimi atutami (tutaj wymienić można przede wszystkim warunki fizyczne), jak i wadami – ostrożna gra, krycie na radar. Sprawdzało się to do czasu, gdy prowadziliśmy grę. W pierwszej połowie Salamon miał jedną bardzo dobrą interwencję, gdy wybił spod nóg piłkę rywalowi, który wychodził oko w oko z Łukaszem Fabiańskim. Kiedy gospodarze przy stanie 0:2 przycisnęli, gałąź zaczęła się mocno uginać. Brakowało tych wyprzedzeń i poświęcenia, czyli znaków firmowych Pazdana.

Rybus dwa razy spóźniony
Salamon bezpośrednio nie maczał palców przy żadnym z goli. Przy obu trafieniach błędy popełniał za to Maciej Rybus. Jego obecność w pierwszej jedenastce, to było spore zaskoczenie nawet dla niego. Lewy obrońca Olympique Lyon przyjechał na zgrupowanie do Warszawy i pierwszego dnia przyznał, że nie jest w najwyższej formie. Wiadomo, kontuzja przed EURO, kilka kontuzji po mistrzostwach – to nie pozostało bez wpływu. A jednak selekcjoner postawił na niego, a nie Artura Jędrzejczyka, który (przypomnijmy: pod nieobecność Rybusa) był jednym z najlepszych naszych zawodników. Być może Nawałka uznał, że w Astanie ważniejsze będzie atakowanie, a nie bronienie. Początek wyglądał obiecująco – Rybus często podłączał się do akcji ofensywnych, przerywał akcję rywali w okolicach linii środka boiska. Niestety dwukrotnie spóźnił się z interwencjami z tyłu (raz nie zdążył wybić piłki z głową, za drugim razem nie zdążył zablokować podania) i dwukrotnie konsekwencją tych błędów były gole dla gospodarzy.

Zieliński to nie był Tarantino
Po raz kolejny rolę reżysera gry naszej drużyny Nawałka powierzył Piotrowi Zielińskiemu (o czym pisaliśmy już w piątek). Nie była to reżyseria klasy Quentina Tarantino, ale pomocnik Napoli miał dobre momenty. Najbardziej ośmielił się pod koniec spotkania, gdy rywale doprowadzili do remisu, a naszym zawodnikom powrót z jednym punktem nie uśmiechał się. Kilka razy sprytnie zrzucił rywali z pleców, kilka razy ruszył środkiem boiska. Największym jego problemem było to, że… w kiepskiej formie jest Grzegorz Krychowiak. Pomocnik Paris Saint-Germain jest zawodnikiem, który w kadrze chciałby ustawiać partnerów. To trochę onieśmiela Zielińskiego, po którym wszyscy spodziewają się, że to on pociągnie grę. W Astanie kompleksów nie powinien mieć, bo Krycha jest wyraźnie pod formą i to rozgrywający Napoli miał pełne prawo postawić go do pionu. Zieliński nie spalił się jak w meczu z Ukrainą w Marsylii, ale też na kolana nie rzucił kibiców.

Kapustka – gol to za mało
Na kolana nie rzucił tym razem także Bartosz Kapustka zastępujący kontuzjowanego Grosickiego. Owszem, strzelił gola. Znalazł się tam, gdzie powinien po znakomitym podaniu Jakuba Błaszczykowskiego i odpowiednio ustawił nogę. Grał jak zwykle bez kompleksów, co u niego jest już normą. Czy to jest mecz towarzyski, czy o stawkę, na sztucznej murawie czy równej jak stół boisku trawiastym – wszędzie Kapustka wygląda podobnie – luz, spryt, szybkość. Zarzuty? Przede wszystkim nie dał odpowiedniego wsparcia w defensywie Rybusowi, zwłaszcza w tych trudnych momentach, gry rywale cisnęli. Brakowało też rajdów, po których okazję mieliby jego koledzy z drużyny. A koledzy z obrony trochę oddechu. W sumie nie było źle, pewnie recenzje byłyby lepsze, gdybyśmy wywieźli wygraną, ale w tym przypadku należało oczekiwać więcej.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli