Zagra Szczęsny, Fabiański jest zły i wściekły

Autor wpisu: 10 czerwca 2016 17:13

Kraków, mixed-zona po meczu Polski z Litwą. Dziennikarze czekający na biało-czerwonych próbują zatrzymać Łukasza Fabiańskiego. Ten jednak nie zwalnia nawet na chwilę. Chyba nawet przyśpiesza. Na prośby reporterów odpowiada nawet nie odwracając w ich kierunku głowy: „Nie! Nie chcę! Dziękuję, nie!”. Ale mówi to w taki sposób, iż widać, że jest po prostu wściekły. Naprawdę wkurzony.

Zagrał zaledwie 45 minut z Litwą (tak jak Artur Boruc), ale ważniejsze było to, że w bardziej prestiżowym spotkaniu z Holandią całe spotkanie rozegrał Wojciech Szczęsny, a tym samym, hierarchia w bramce na mecze mistrzostw Europy została ustalona.
W poprzednią środę – w Gdańsku, po meczu z Holandią – miała miejsce podobna sytuacja do tej z Krakowa. Łukasz nakłada na głowę kaptur i przemyka obok dziennikarzy. Próbuje być niewidzialny, nie chce kontaktu z mediami. Nie w tym momencie.
Adam Nawałka był zwolennikiem dania komfortu pierwszemu bramkarzowi, który musi być pewny siebie i czuć wsparcie ze strony selekcjonera. Dlatego chciał, by kwestia tego, kto w wejdzie do bramki w meczu z Irlandią Północną, nie rozstrzygała się w sobotę. Szczęsny wie od meczu z Holandią (a może nawet od ostatniego dnia zgrupowania w Arłamowie), że to on jest pierwszym bramkarzem reprezentacji Polski na EURO 2016. A Fabiański wie, że to miejsce – trochę niespodziewanie – właśnie utracił.

O urazie Szczęsnego w meczu z Irlandią Płn. TUTAJ
O Szczęsnym panuje opinia, że jest takim bramkarskim „kotem”, który nie tylko zrobi to, czego się oczekuje od dobrego golkipera, ale że obroni także coś więcej, np.: strzały do obrony, teoretycznie – niemożliwe. I zdaniem wielu ekspertów, Adam Nawałka stawia na Szczęsnego, bo właśnie chodzi mu o to „coś więcej”. Pamiętamy to dokonale. Szczęsny bronił np. w meczu z Niemcami w Warszawie. Wyjmował piłki wręcz beznadziejne.
Fabiański przez ostatnich kilkanaście miesięcy nie dał podstaw do tego, żeby pozbawić go miejsca w podstawowej jedenastce kadry. Świetnie bronił we wszystkich sześciu meczach do końca eliminacji EURO 2016, a również w angielskiej Premier League, w barwach Swansea grał bardzo równo. Jeszcze w marcu w meczu z Serbią w Poznaniu wyszedł w podstawowej jedenastce, a dopiero po przerwie zmienił go Szczęsny.
Mało tego. „Fabian” także teraz jest w wysokiej formie. To profesjonalista najwyższej klasy, sportowiec – ale i człowiek – bardzo rzetelny. Dba o swoją formę fizyczną, mentalną, dba o swoje zdrowie, o przygotowanie fizyczne. Jego w czasie treningów nie trzeba pilnować. Nie boi się ciężkiej pracy. Przez lata pobytu w Anglii bardzo pracował nad swoją sylwetką. Kiedyś wypominano mu, że jest chucherkiem, którego przestawiają obrońcy w fizycznej walce w powietrzu, co w Premier League jest szczególnie istotne. Ale to przeszłość. Dziś Fabiański ma muskulaturę jak kulturysta, pancerz mięśni pozwala mu być śmielszym przy wyjściach na przedpole.
W La Baule mówił polskim dziennikarzom: – Ja wierzę, że rywalizacja o miejsce w składzie wcale się jeszcze nie skończyła.
I patrząc na Łukasza, odniosłem wrażenie, że to nie jest wypowiedź jedynie dyplomatyczna. On naprawdę w to wierzy, a dokładniej: chce w to wierzyć.
Wie, że pracował uczciwie, że nie popełnił błędu, nie nawalił, a jednak stracił miejsce w bramce kadry tuż przed samym turniejem. Kiedy to się stało? Czy mogły zdecydować same treningi w Arłamowie?
Trochę to wątpliwe, bo gdy oglądaliśmy treningi kadry na zgrupowaniu, to jakościowo nie było różnicy nie tylko pomiędzy Fabiańskim i Szczęsny, ale także między nimi a Borucem. Co prawda w wewnętrznym sparingu (kadra na A na kadrę B), który kończył zgrupowanie w Bieszczadach, to Wojtek był pierwszym bramkarzem kadry A, a Łukasz tylko jego zmiennikiem, ale to jeszcze nie musiało nic znaczyć.
Także w meczu z Litwą „Fabian” pokazał, że Szczęsnemu nie ustępuje. Już w 1. minucie spotkania musiał bronić w sytuacji sam na sam z rywalem i pokazał znakomity refleks i przede wszystkim koncentrację. Nie dał się zaskoczyć, choć przecież to my mieliśmy ruszyć na Litwinów, a nie oni na nas.
A mimo to, po meczu Łukasz unikał mediów. Przemknął niemy przez mixed-zonę, a przecież wiemy, że zazwyczaj tak się nie zachowuje. „Fabian” jest wściekły, jest zły. Tego się nie spodziewał. Za chwilę zaczyna się wielki turniej, a wszystko wskazuje na to, że obejrzy go z perspektywy ławki rezerwowych. Z perspektywy, z której musiał oglądać – przez wiele, wiele meczów – innych bramkarzy. Także Wojtka Szczęsnego.
Właśnie po to, żeby grać, Fabiański wyjechał z Londynu do walijskiego Swansea. Zrobił to, mimo że był bardzo mocno związany emocjonalnie z „Kanonierami”. Arsenal to był jego dom. Zdecydował się – z londyńskiej perspektywy – na prowincję, na niewygodę, bo chciał ratować swoją karierę pod względem sportowym. Mimo że zarobki w Londynie były dużo atrakcyjniejsze.
Po swej decyzji o wyjeździe do Walii był bardzo konsekwentny. Pracą robił systematyczne postępy. W reprezentacji Polski umiał wykorzystał moment, gdy miejsce w Arsenalu stracił Szczęsny. Wskoczył za Wojtka do bramki biało-czerwonych i miejsca mu nie oddał. Aż do ostatniej prostej…
Choć trzeba przyznać, że to Szczęsny – swoimi przenosinami do Rzymu i dobrymi występami w Romie – odbudował konkurencję w bramce kadry  Sprawił, że Nawałka – zachowując się przy wyborze bramkarza trochę niekonsekwentnie – jest w pełni usprawiedliwiony.
Co nie zmienia faktu, że Łukasz Fabiański ma prawo czuć się pokrzywdzony. Nikt mu się nie powinien dziwić. To nawet lepiej, że pokazał emocje, że ta sytuacja go boli, że drażni jego ambicję. Nieraz słyszał, że nie potrafi walczyć o swoje tak, jak to robił… właśnie Wojtek Szczęsny. Cel reprezentacji jest oczywiście wspólny i Łukasz potrafi to uszanować, a jednak każdy ma swoje własne ambicje i to też trzeba zrozumieć.
Wreszcie widać, że nasi kadrowicze to są ludzie, że buzuje w nich krew, że ambicja nie pozwala się poddać. Że trudno im się pogodzić z decyzją o miejscu jedynie na ławce rezerwowych.
Czyż nie o takiej kadrze, z krwi i kości, marzyliśmy?

Inne artykuły o: Euro 2016 | Reprezentacja

  • JANUSZ

    Tak na siłę pisaliście ten tekst, że aż ciężko się czyta. Ktoś musiał wyrobić wierszówkę? To mogło być o połowę krótsze.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli