Wyrwaliśmy punkty w Podgoricy. Przed Polską autostrada do Rosji

Autor wpisu: 26 marca 2017 23:26

Uff… Ten najbardziej nieprzyjemny, najtrudniejszy mecz w grupie eliminacyjnej mamy za sobą. I kończymy go z wynikiem, na który liczyliśmy. Przy remisie Rumunii z Danią (0:0) jesteśmy jedną nogą na mistrzostwach świata w Rosji.

Czarnogórcy mieli mocno uprzykrzyć grę naszym piłkarzom i uprzykrzali. Mieli faulować, mieli prowokować i to robili. Na szczęście biało-czerwoni nie pękli, pokazali charakter. Na szczęście obyło się bez nieprzyjemnych incydentów na trybunach (były nawet brawa przy naszym hymnie). Na szczęście zdobyliśmy trzy punkty. Rwaliśmy je momentami z bólem, jak przy wyrywaniu zęba bez znieczulenia. Ale czasem i tak trzeba. Najważniejsze, że po ostatnim gwizdku to rywal schodził z boiska z brakami w uzębieniu.

Nie był to tak dobry mecz, jak ten w Bukareszcie z Rumunią, gdzie wygraliśmy 3:0. Do ideału – a tak ten występ można potraktować – było daleko. Trudno było powtórzyć taką grę, bo rywal był inny. Taki, który nie chciał prowadzić wymiany ciosów. Czarnogórcy obrali prostą taktykę – ustawili się na swojej połowie i czekali na szybkie kontry. No i liczyli na stałe fragmenty gry, bo to ich mocna strona.
Inna była też nasza wyjściowa jedenastka. W środku boiska zabrakło kontuzjowanego Grzegorza Krychowiaka, Nawałka postawił więc na trójkę środkowych pomocników – Krzysztof Mączyński, Karol Linetty i Piotr Zieliński. Z jednej strony zagęszczenie środka miało pomóc naszej drużynie prowadzić grę, z drugiej – rozbijać ataki rywali. Z rozbijaniem nie było najgorzej, ale z płynnością w rozgrywaniu… No, inaczej to sobie wyobrażaliśmy. Było kilka dobrych momentów, ale do tiki-taki nie było żadnego podobieństwa. Linetty skutecznie przerywał akcje, kilka razy wybijał rywalom piłkę spod nóg, ale miał kłopot z tym pierwszym podaniem po przejęciu piłki. Jego grę można opisać zdaniem: trudno przyszło (odebranie), łatwo poszło. Taki był początek, w drugiej wyglądało to nieco lepiej. Nieco. Brakowało Karolkowi śmiałości. Mączyński? Niby wielu nie miał, ale czasem odnosiło się wrażenie, że przy wyprowadzaniu piłki zbyt często zabierał robotę stoperom. Brakowało zaś zawodnika w środku, który wchodziłby w wolne przestrzenie i przesuwał akcje bliżej bramki rywali. Ale być może takie było jego zadanie.

A że gospodarze odcięli też naszej drużynie skrzydła (Grosicki z Błaszczykowskim zagrali bardzo przeciętnie) – męczyli się nasi piłkarze, męczyli i stresowali się kibice. Ciężar wyniku próbował wziąć na swoje barki Robert Lewandowski. A barki miał mocno obciążone, bo – tak jak się można było spodziewać – obrońcy Czarnogóry wieszali się na nim,  starali się nie dać mu odwrócić z piłką, kopali po łydkach. Ale nawet ustawiony tyłem do bramki napastnik Bayernu Monachium jest niebezpieczny. W ten sposób w pierwszej połowie wykreował dwie sytuacje, które powinniśmy wykorzystać – najpierw Kamil Grosicki, potem Piotr Zieliński. W końcu „Lewy” wziął sprawy w swoje ręce, a właściwie nogi – najpierw wywalczył rzut wolny zza szesnastki (zadrżeliśmy, gdy Stefan Savić blokował strzał nakładką) i sam go wykorzystał. Uderzenie było perfekcyjne. Bramkarz piłkę zobaczył dopiero wtedy, gdy wpadała do siatki. Jak to zgrabnie ujął komentator Tomasz Hajto: „zostały mu telewizyjne powtórki”.

W drugiej połowie za drugi brutalny faul na Lewandowskim powinien wylecieć Aleksandar Sofranec. To była największa pomyłka sędziego Viktora Kassai. Dużo było spornych sytuacji, ale generalnie Węgier nie wypaczył wyniku, nie można powiedzieć, że ugiął się presji miejscowych kibiców. Niestety ciśnienia nie wytrzymał Kamil Glik, który ujrzał żółtą kartę za niesportowe zachowanie. Obrońca AS Monaco musi pauzować w kolejnym spotkaniu (w czerwcu z Rumunią). Szkoda, bo może nie byłoby takich nerwów, gdyby tuż po przerwie padłą druga bramka po którejś z akcji Lewandowskiego. To nie podobne do niego, ale mając przed sobą łatwiejszy łup, dwukrotnie zadrżała mu noga. Czarnogórcy najedli się strachu, ale potem złapali wiatr w żagle i strzelili wyrównującego gola (zdobyty prawidłowo).

Na szczęście kwadrans przed końcem spotkania opanowaliśmy nerwy. Z ławki trenerskiej prawdopodobnie poszedł komunikat: spokojnie przygotujmy tę jedną kluczową akcję. Przez kilka minut graliśmy wreszcie szybko i płynnie. Nie trwało to długo, na szczęście przyniosło efekty. Geniuszem błysnął trochę długimi chwilami nieśmiały  Zieliński. A jego akcję wykorzystał najlepszy obok Lewandowskiego piłkarz na boisku – Łukasz Piszczek. Obrońca Borussii Dortmund jako jeden z niewielu grał na swoim normalnym, wysokim poziomie. Zostawił w Podgoricy mnóstwo zdrowia, do akcji ofensywnych podłączał się częściej niż Błaszczykowski.  Za swoją pracę dostał nagrodę – cudowną i decydującą bramkę.
W tabeli grupy E po pięciu kolejkach Polska umocniła się na 1. miejscu (13 punktów), nad Czarnogórą i Danią mamy 6 punktów przewagi, a nad Rumunią – 7.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli