Wybitni sportowcy zasługują na pożegnanie z klasą. I takie to pożegnanie Boruca było. Artur, dziękujemy!

Autor wpisu: 10 listopada 2017 22:20

To miał być show jego i tylko jego. Szczególnie pod nieobecność Roberta Lewandowskiego. No i był. Taki teatr jednego aktora. Mecz, po którym nie pamięta się nieudanych interwencji, złych zagrań czy wpuszczonych bramek (tym bardziej że takich nie było). Mecz, który ma się zapamiętać do końca życia z zupełnie innego powodu. Mecz, na który Artur po prostu sobie zasłużył.

Takiego pożegnania – z pompą, na którym ponad pięćdziesiąt sześć tysięcy ludzi co chwila skanduje „Artur Boruc”, jeszcze kilka miesięcy temu, gdy ogłaszał swoje rozstanie z kadrą, pewnie się nie spodziewał. Przecież chwilę wcześniej został w propezetpeenowskich mediach oskarżony o współudział w słynnej aferze dywanowej, a następnie skazany. „To koniec Boruca w reprezentacji” – pisano. Oczywiście ten koniec prędzej czy później musiał nastąpić. I nastąpił, ale w jakże innych okolicznościach niż wtedy wieszczono…

To był koniec z klasą. Nie takie dożynki, jakie kilka lat wcześniej urządzono na pożegnanie Jurkowi Dudkowi, kiedy ten na moment (a konkretnie mecz z Liechtenstienem) musiał wznowić karierę, którą zakończył półtora roku wcześniej. Boruc to wciąż czynny piłkarz i bramkarz z absolutnie górnej półki, a i rywalem na do widzenia nie był żaden europejski outsider, tylko jedna z najmocniejszych reprezentacji świata. Lekko osłabiona, to fakt, ale nie wybrzydzajmy, bo nie każdy na pożegnanie z reprezentacją ma okazję stawać naprzeciwko takiego grajka jak Edinson Cavani. Nawet jeśli ten Cavani gra na pół gwizdka… Artur taką okazję dostał.

Jak wyszło to pożegnanie? Z organizacyjnego punktu widzenia bardzo fajnie. Ze sportowego zresztą również, bo przecież skończył z czystym kontem. Boruc z kapitańską opaską wyprowadził biało-czerwonych, po raz ostatni z murawy jako czynny reprezentant zaśpiewał Mazurka Dąbrowskiego, przyjął okolicznościową paterę z okazji 65. występu i pożegnania z drużyną biało-czerwonych i zaczął robić to, co najlepiej potrafi, czyli bronić.

Urugwajczycy długo sprawiali wrażenie takich, którzy nie chcą Borucowi wyrządzić krzywdy, ale zupełnie niepotrzebnie, bo ten kilka razy udowodnił, że forma wciąż na reprezentacyjnym poziomie. Co prawda w 5. minucie nawet nie drgnął, gdy sprawdzić postanowił go Kamil Glik, nie trafiając w piłkę mocno wstrzeloną w pole karne (na szczęście o centymetry minęła lewy słupek), ale potem Boruc zaskoczyć się już nie dał. Nikomu. Nawet Glikowi…

Był taki moment – między tą 5., a 25. minutą, gdy Boruc musiał sobie trochę poskakać w polu bramkowym, bo inaczej by zmarzł. Ale gdy tylko trafiła się okazja – pewny chwyt w zupełnie niegroźnej sytuacji – kibice już wiedzieli, jak go rozgrzać. Ten chwyt wywołał jeden wieli zachwyt na trybunach. Dwie minuty później było jeszcze głośniej, bo Boruc obronił dużo groźniejszy strzał z dystansu. No, ale w 34. minucie to już była jedna wielka eksplozja. Robinsonada po strzale Gastona Silvy, gdy piłka zmierzała w okno – to była interwencja klasy światowej. Parada meczu. Silva z niedowierzaniem złapał się za głowę, jakby nie wiedział, że już nie tacy łapali się za głowy po swoich strzałach, gdy piłce na drodze stawał Boruc. Artur tą jedną interwencją potwierdził, że ze sportowego punktu widzenia wciąż spokojnie mógłby w tej kadrze bronić.

No a potem to już była ta słynna 44. minuta, gdy na trybunach pojawiło się ponad pięćdziesiąt sześć tysięcy kartek z napisem „Król Artur 65 Dziękujemy”. Gdy koledzy Boruca z reprezentacji zrobili mu szpaler, gdy wzruszony kilkoma oklaskami podziękował kibicom za 13 lat – lepszych, gorszych, ale na pewno wyjątkowo barwnych – w reprezentacji, przeszedł przez ten szpaler, oddał opaskę Łukaszowi Fabiańskiemu, wyściskał się z nim, podszedł jeszcze na moment do ławki rezerwowych, po czym od razu pomaszerował do szatni, nie czekając na gwizdek kończący pierwszą połowę.
Tak się zastanawialiśmy, czy na twarzy Boruca pojawi się łza, ale nie dostrzegliśmy. Cóż, prawdziwi twardziele nie płaczą…

„Artur Boruc – dla nas i tak jesteś wybitny” – widniało na jednym z transparentów rozwieszonych przez kibiców. Wybitnym sportowcom należą się wybitne pożegnania. I takie to pożegnanie było. Będzie nam brakować Artura w reprezentacji. Jemu pewnie też będzie tej reprezentacji brakować. Natomiast na pewno nikt o tych 13 latach „epoki Boruca” nie zapomni. Bo po prostu się nie da. Dzięki, Artur. Za wszystko.

Inne artykuły o: Reprezentacja

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli