Wskazana pokora i powrót na ziemię

Autor wpisu: 4 września 2016 21:30

Nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że nie daliśmy rady Kazachstanowi, bo rywale na koniach jeździli. A jednak nie. Szabel co prawda nie odłożyli, ale z koni przecież zeszli… Fakt, że całkiem niedawno.

Są takie mecze, że człowiekowi siedzącemu przed telewizorem gotuje się krew i zaciskają się pięści. Patrząc jak Kazachowie grają w piłkę – a raczej w kości! – chciało się złapać tasak, topór i co tam jeszcze pod ręką i dołączyć się do tej „wojny”. Ale tak to może myśleć kibic. Szczególnie jak do meczu wypije lufę albo dwa piwka.
Ale już piłkarz – poważny pan piłkarz – tak myśleć nie ma prawa. Musi wiedzieć, że nie jest ani pod Grunwaldem ani w dzikich stepach. Choć okoliczności na boisku rzeczywiście takie, że brakowało tylko białych namiotów polowych, koni i surowego mięsa. A i tak podejrzewam, że jakby któremu z rywali koszulkę rozedrzeć na piersi, to tam znalazłyby się  – ani chybi – dwie ryby siną barwą kłute…
Dobra, żarty żartami, ale trzeba też się pochylić nad tym co reprezentacja Polski w Astanie zagrała.
Kadra Nawałki to jest poważna drużyna, co przecież potwierdziły francuskie mistrzostwa Europy. I nie ma prawa nie poradzić sobie z ekipą, w której najskuteczniejszy jest piłkarz taki jak Siergiej Chiżniczenko. Facet, dla którego gra nawet w naszej lidze to były zbyt wysokie progi. Gdzie Korona Kielce, a gdzie Bayern, PSG, Monaco, Napoli, Lyon, Borussia Dortmund i tak dalej.
Zaczęło się dobrze. Podobały mi się pierwsze próby bezpośrednich podań do napastników od obrońców – od Glika do Lewandowskiego, od Piszczka do Milika. Prosta gra na trudnym boisku. To się mogło sprawdzić. A gdy biało-czerwoni strzelili dwa gole, uspokoiłem się: „Zaraz im pokażemy jak Kozacy w piłkę grają!”.
Ja tak pomyślałem przed telewizorem, ale chyba też paru facetów w czerwonych koszulkach w Astanie. Całkiem błędnie.
Po drugiej bramce zrobiło się jakieś zaskakujące odpuszczenie, zbytnie samozadowolenie i się zaczęło…
I to już jeszcze przed przerwą. Dostaliśmy kilka ostrzeżeń, ale chyba je Polacy zignorowali.
Kwadrans po przerwie to był już zupełny dramat w wykonaniu biało-czerwonych. Oddaliśmy inicjatywę gospodarzom, a ci jak złapali wiatr w żagle, to się okazali dla Polaków zespołem zbyt niewygodnym.
Szkoda. Cholernie szkoda, że zespół Nawałki nie poradził sobie z futbolem nawet nie prostym, a wręcz prostackim. Kopniaki, kosy, kuksańce, boksy. Nie mieliśmy prawa wejść w wymianę ciosów na tym poziomie. Jakby nasi nie wiedzieli, że kopniak piłkarza za 100 milionów euro jest warty tyle samo, co kopniak faceta, który na śniadanie je surowe mięso… No ludzie złoci – jak mawia Smuda.
Z Astany wracamy z kacem i niesmakiem. Warto się bliżej zaprzyjaźnić z hasłem: P-O-K-O-R-A.  I nie chodzi o tego aktora – Wojciecha Pokorę.
Kilku piłkarzy musi uderzyć się w piersi i zastanowić nad tym, co zagrali w Astanie.
Gdzie jest na przykład mentalnie Grzegorz Krychowiak? Zresztą nie tylko mentalnie… Dużo elegancji w grze… Tylko mu tego kołnierza z nutrii brakowało. Z siłami i odbiorami, to chyba u niego nie było tak źle od dekady…
Liderzy kadry łapali głupie żółte kartki, wdawali się w kopaniny, uderzenia łokciami, przepychanki…
Najlepszy w polskiej drużynie był chyba Piotr Zieliński. Nareszcie pokazał, że warto na niego stawiać, że rzeczywiście ma ten potencjał, że potrafi. No i że chce grać w piłkę, a nie w kości. Choć jeden jasny punkt na ciemnej mapie niemocy.
Teraz trzeba się trochę w swoim gronie pokłócić, poszarpać, pospierać. Trener Nawałka powinien pomyśleć czy nie zrobić trochę przeciągu w pierwszej jedenastce. Przydałoby się. Dlaczego – gdy jest niekorzystny wynik – robimy tylko jedną zmianę? Nie rozumiem. Chyba nie tylko ja.

  • Yano Sik

    To już takie pisanie w angielskim stylu. Barwnie i trafnie. Po takim meczu trochę to poprawia humor. Jest źle ale przynajmniej można się trochę pośmiać. Co do boksu na boisku to z jednej strony racja. Z drugiej jeśli sędzia nie karze przeciwnika za ciągłe faule to trzeba wziąć sprawy w swoje ręce….. Dla mnie kluczowe jest to „odpuszczanie” kiedy już prowadzimy. Pomimo ostrzeżeń i zagrożenia gramy statycznie bo….. prowadzimy. A Nawałka siedzi i chyba myśli sobie że zmiany byłyby nie na miejscu w tak eleganckim towarzystwie.

  • ursynów

    Panie redaktorze- po takim meczu to człowiek nie ma siły by walnąć piwo, nie mówiąc już o lufie. Ja się zdobyłem na cydr.Tego nie można na spokojnie oglądać, nasi wielcy piłkarze cały czas myśleli o swych wielomilionowych transferach, lecieli jeszcze samolotem ze zgrupowania podpisywać intratne kontrakty, a Kazachstan to dziki kraj, gdzie na boisku nawet trawy nie ma.Myślę,że po części to wasza wina, panowie dziennikarze, bo słuchając niektórych komentarzy, analiz,itp. odnosiło się wrażenie,że przed naszą drużyną klękajcie narody. A tu dupa blada, słabiutki Kazachstan wyprostował naszych mistrzów.Zresztą trenerowi Nawałce też chyba sodówa pomału uderza do głowy. Nie wiem co mu przyświecało,by zestawić taką obronę.Może kierował się teorią,że z pustego to i Salamon nie naleje, a na bezrybiu to i Rybus dobry. A tu proszę, taki mikry człowiek Chiżniczenko,pokazał,że i na stepie można nauczyć się grać w piłkę,mieć charakter i ambicję, a tego naszym panom graczom zabrakło.
    Na koniec chciałbym to podsumować dowcipem o blondynce.
    Blondynka ogląda mecz – co za bzdury mówi ten sprawozdawca?Mówi ,że widział piłkę na aucie, gdzie on tam widzi auto? No właśnie ja tak jak blondynka auta nie widziałem, ale i piłki w wykonaniu naszych orłów, też.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli