Sześć goli? Mało! Mimo że rywale zagrali jednak dla nas

Autor wpisu: 6 października 2017 10:13

No, dobra będzie trochę marudzenia. Może dlatego, że od tego słodkiego 6:1 w głowach (a jak wolą niektórzy – w d…) się już poprzewracało. Sześć goli to w istocie… za mało. Nie za mało do efektownej wygranej, ale za mało, by zmienić cokolwiek w tabeli grupy.

Tomasz Hajto komentując mecz Armenia – Polska w Polsacie w jego końcówce rzucił: „Tu każdy gol może mieć znaczenie”. No nie do końca to precyzyjne. 6:1 to wynik mający znaczenie w sferze mentalnej, bez dwóch zdań, mający wpływ na poziom ogólnego zadowolenia i w szatni, i w narodzie. Ale nie mający istotnego wpływu na tabelę.

Z punktu widzenia regulaminowej rywalizacji w grupie ma taką samą wagę jak… 1:0. Czyli liczą się trzy punkty, gole niczego nie dają. Dlaczego? Bo w tej chwili i my, i Dania mamy różnicę bramek na plus 12. Jedyna sytuacja, w której Dania nam zagrozi, to jej wygrana przy jednoczesnej porażce Polski z Czarnogórą, co oznacza, że Polska pogorszy swój bilans, Dania go poprawi. Siłą rzeczy – każde zwycięstwo Danii przy każdej porażce Polski (niezależnie od wyników bramkowych) odbiera nam awans.
Sytuację zmieniłoby, gdyby biało-czerwoni wbili Armenii gola więcej i gdyby sami go nie stracili. Czyli od różnicy siedmiu goli. Wtedy nawet, tfu, tfu, porażka z Czarnogórą niekoniecznie musiałaby odbierać pierwsze miejsce w tabeli! Zostawałoby jeszcze liczenie goli.

Jasne – to takie matematyczne „pitu pitu”, bo w gruncie rzeczy przecież porażki z Czarnogórą nikt z nas nie dopuszcza do myśli. Zwłaszcza po tym. co Czarnogórcy pokazali w czwartek z Duńczykami – a w zasadzie po tym, czego nie pokazali. Tak rozbity i bezbarwny zespół, pozbawiony na dodatek dwóch kluczowych zawodników (Stefan Savić – kartki i prawdopodobnie Stevan Jovetić – kontuzja) nie jest w stanie realnie zagrozić euforycznie nastawionym Polakom. Wiele rzeczy w futbolu można sobie wyobrazić, ale akurat tę wyjątkowo trudno. Przegrać z taką Czarnogórą TAKI mecz w niedzielę na Narodowym to byłaby futbolowa pornografia kręcona amatorską kamerą.
Wynik z Podgoricy jest dla nas jednak wynikiem bardzo dobrym – bo, choć awans przyklepany wciąż nie jest, dostajemy na tacy rywali rozbitych i fizycznie, i mentalnie.

Choć… Ku przestrodze – jedna z najsłynniejszych wtop w dziejach europejskich eliminacji: 1993 rok i „numer” Francuzów. Prowadzeni przez Gerarda Houlliera z takimi gwiazdami w składzie jak choćby Eric Cantona, Jean-Pierre Papin, Marcel Desailly, Laurent Blanc, Didier Deschamps, David Ginola na koniec eliminacji MŚ 1994 grali na Parc des Princes (nie było jeszcze Stade de France) najpierw z Izraelem, potem z Bułgarią. Do awansu wystarczało zwycięstwo z przeciętnym do bólu, nie walczącym o nic Izraelem (skończyło się 2:3, choć Francja prowadziła jeszcze w 83. minucie). A nawet jeszcze po tej porażce wystarczyłby nawet choćby i sam remis z Bułgarią. Skończyło się 1:2 po golu straconym w… 90. minucie (Emil Kostadinow). Francja na finały do USA nie pojechała.

Inne artykuły o: Reprezentacja

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli