Reprezentacja Nawałki, czyli ile w tej drużynie zostało potwora z EURO?

Autor wpisu: 7 października 2016 09:38

Trudno oprzeć się wrażeniu, że ta drużyna zamiast potwora, jaki jeszcze niedawno pożerał rywali, zaczyna przypominać kółko wzajemnej adoracji.

Pytanie jak najbardziej na czasie, bo jakoś trudno oprzeć się wrażeniu (nie tylko mi), że ta drużyna zamiast potwora, jaki jeszcze niedawno pożerał rywali, zaczyna przypominać kółko wzajemnej adoracji. Co wróży, niestety, nie najlepiej… Oby więc było to wrażenie mylne.

Szkoda, że ta konferencja w ogóle się odbyła…

Nawałka wrócił z Francji z drużyną, która mordowała swoją grą każdego kolejnego rywala i puściła w świat sygnał, że jest zespołem, który nie przegrywa. Przynajmniej w meczach o punkty. Jedyna porażka w całym cyklu mistrzostw Europy – na wyjeździe z Niemcami – to akurat coś, co przytrafić mogło się każdemu. Zresztą warto sobie uświadomić, że biorąc pod uwagę wszystkie mecze kadry Nawałki o punkty (a było ich już 16), tylko trzy razy zdarzyło się, by Polacy gonili wynik. Dwa razy dogonić się udało (oba ze Szkocją), raz nie (właśnie z Niemcami). Niby statystyki potrafią zamydlić oczy, ale ta naprawdę wiele mówi o zespole Nawałki. Cholernie trudno tę drużynę pokonać. Napisałem wówczas, że pan Adam stworzył najobrzydliwszy zespół na świecie. Najobrzydliwszy dla każdego, kto musi się z tym zespołem zmierzyć. Bo potwór Nawałki był w stanie obrzydzić życie każdemu – Niemcom, Szwajcarom, Portugalczykom, ale i Szkotom czy Irlandczykom (obu zresztą). Do perfekcji potrafił wybijać rywali z uderzenia, zamęczać i mordować – siebie, przeciwnika. I przy okazji kibiców, ale to szczegół. Ta drużyna była bezlitosna w swoim zimnym wyrachowaniu. Doskonale ustawiona, w każdej chwili wiadomo było, kto gdzie kiedy i za co odpowiada. Każde zagranie miało być podporządkowane jednemu – wynikowi.

Myśmy się do takiego obrazu biało-czerwonych przyzwyczaili, ale przyzwyczaili się do niego również piłkarze. A że, jak wiadomo, przyzwyczajenie drugą naturą człowieka, czasami może ono tego człowieka zgubić.

Niby teraz powodów do niepokoju być nie powinno. No bo co się przez te trzy miesiące zmieniło? Tym bardziej że po pierwsze, zimny prysznic w postaci straty punktów w Kazachstanie powinien co niektórym już dawno uruchomić w głowie alarm z napisem „Limit głupich błędów wyczerpany”. Czujność więc winna być wzmożona. Po drugie, tak dobrze jeszcze chyba nie było, bo grają i strzelają już chyba wszyscy wybrańcy Nawałki. Nawet Wilczek i Teodorczyk, o Miliku i Lewandowskim nie wspominając. Kłopotów w klubie nie ma wreszcie Kuba, do normy wrócił Grosicki, po zmianie barw imponują Glik, Lewczuk i Linetty, nawet Krychowiak podniósł się w Paryżu z ławki, o co na początku sezonu było trudno. O bramkarzach nawet nie ma co pisać, bo to wciąż światowa czołówka. Generalnie, gdzie spojrzysz – tam bajka (prócz sytuacji Kapustki, ale w zasadzie i on gra, tyle że w rezerwach). Sielanka, miód i czekolada.

Grosicki: Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni

To czemu więc przeczucie podpowiada, by zawczasu się nie cieszyć? By zachować czujność, choć Duńczycy to, za przeproszeniem, zespół, który na razie powinien nam buty wiązać? Nam, ćwierćfinalistom EURO 2016!

Z przekory? Z prawa Murphy’ego mówiącego, że jeśli coś ma się spieprzyć, to na pewno się spieprzy? A może dlatego, że w głowie wciąż siedzi to drugie 45 minut meczu z Kazachstanem, kiedy z nawałkowego potwora migiem uleciało powietrze. Jak z balona przekłutego szpilką. Organizacyjnie i mentalnie biało-czerwonym posypało się niemal wszystko tylko dlatego, że zostali przez tych Kazachów lekko przyparci do muru. Nawet pan Adam, którego trudno czymkolwiek zaskoczyć, albo o którym trudno powiedzieć, że na coś może być nieprzygotowany, kompletnie nie wiedział, co z tym fantem zrobić. Albo wypadek przy pracy, albo coś dużo bardziej gorszego. Zobaczymy. Czarnowidztwa nie ma co jeszcze uprawiać, ale czujność zachować należy jak najbardziej. Nawet wzmożoną. Bo tutaj trzeba być przygotowanym na wszystko.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli