Remis, w bólu i we łzach, a nawet przy gwizdach. Wymagamy więcej

Autor wpisu: 11 września 2018 23:24

Z rezerwową Irlandią (bez dziesięciu graczy podstawowego składu) reprezentacja Polski musi grać lepiej niż we wtorek we Wrocławiu. Z wielkim trudem – jak mówił Tomasz Hajto: w bólu i we łzach –  zremisowaliśmy z drużyną, która do zaproponowania nie miała nic innego niż walkę, bieganie i upór. Na kiepskich Biało-czerwonych to wystarczyło. Potwierdziło się, że wybór kandydatów do kadry jest ubożuchny. Potwierdziło się, że nie potrafimy zagrać dwóch dobrych meczów w odstępie kilku dni. Jak zatem pokazać się dobrze na jakimkolwiek turnieju? Jak wygrać dwa mecze październikowe Ligi Narodów w Chorzowie, jeden po drugim (z Portugalią 11.10, z Włochami 14.10)?

Co było w meczu z Irlandią złe? Sporo tego. Już samo wejście w mecz. Zaczęliśmy źle: nerwowo, niedokładnie, głupio. Pierwsze zagranie Krychowiaka? Silnie, do przodu, ale do nikogo. Milik wali chaotycznie na bramkę. Po chwili Reca podaje do Szczęsnego, w taki sposób, że piłka skacze przed nim jak kangur. Glik kopie w aut. Skąd ten stres? Skąd ta nerwowość i panika? To chyba brak koncentracji, bo przecież nawet grając bez Piotra Zielińskiego i Roberta Lewandowskiego, jakości od Irlandczyków mamy dużo, dużo więcej. Praca nad mentalnością to jest coś, nad czym Jerzy Brzęczek i jego sztab muszą następnym razem mocniej popracować.
Ci  nowi zawodnicy – jak już wychodzą na boisko w koszulce reprezentacji – to nie mogą się czuć nie na miejscu. A w kilku przypadkach takie wrażenie było. Na przykład Tomasz Kędziora. Jakieś granie z pierwszej piłki na alibi, byle gdzie, na oślep, żeby tylko nie było straty. No przecież dość szybki boczny obrońca musi umieć pociągnąć rywala w jedną stronę, a pójść w drugą! Wejść w buty Łukasza Piszczka nie będzie łatwo, a kandydatów kilku (Bereszyński, Olkowski, Jędrzejczyk). Czas się pokazać albo przestać zawracać głowę. Mam wątpliwości czy Kędziora to jest zawodnik na reprezentację Polski. Krychowiak? We Wrocławiu wyjątkowo niechlujny i… słaby. Ilekroć bierze się za rozgrywanie, tylekroć widać, że to nie jest jego rola. On Piotrem Zielińskim nie jest i nigdy nie będzie. Dobrze by było, by miał tego świadomość. W drugiej połowie Krychowiak człapał, chyba warto było mu dać odpocząć i wcześniej wpuścić na boisko Damiana Szymańskiego.

Co było dobre? Choćby to, że tak wielu nowych zawodników dostało szansę. Bo dzięki temu widzimy, kto ma potencjał na reprezentację, a kogo ten poziom jednak przerasta. Na przykład łatwiej byłoby wystawić od początku Jana Bednarka na stoperze obok Kamila Glika, ale w ten sposób nie dowiedzielibyśmy się niczego o Marcinie Kamińskim. Chłopak jest wokół kadry od lat, no ale właśnie… wokół. Czas w końcu wyjaśnić czy w ogóle możemy na niego liczyć. Szczególnie teraz, gdy ma szansę grać w klubie, po wypożyczeniu z VfB Stuttgart do Fortuny Düsseldorf.
Co jeszcze było dobre? Może szukamy na siłę, ale warto dostrzec dobrze wykonany aut: wrzuca daleko w pole karne Reca, przedłuża głową Kamiński, uderza z bliska – również głową – Milik. Niestety niecelnie, ale kolejne auty dla Polaków potwierdziły, że jest to schemat wypracowany.
Co jeszcze na plus? Ano to, że nikt nie dostaje miejsca w kadrze za darmo. Szczęsny musi udowodnić, że jest lepszy od Fabiańskiego, Milik że zasługuje na pierwszą „jedenastkę”, Linetty, że nie jest piłkarzem, którego wozi się po turniejach, ale zawsze trzyma w rezerwie. Jak im to wyszło? Średnio. Do bramkarza nie ma się za co czepiać, ale Linetty zbyt bierny przy stracie gola, a Milik przez niemal cały mecz (aż do asysty) wyglądał jak wyjęty z „raportu Nawałki” przed Senegalem: „nieskoncentrowany w czasie meczu i rozgrzewki” (swoją drogą to chciałbym się kiedyś dowiedzieć co ten Milik na tej rozgrzewce w Rosji wyczyniał, że tak go opisali? Piwo okiem otwierał czy co?).
Mając w pamięci ten fragment „raportu Nawałki”, w którym mówiło się, że w drużynie powstały napięcia, to dobrze dla przyszłości reprezentacji Brzęczka, że we Wrocławiu drużynę na boisko – jako kapitan – wyprowadził Kamil Glik. Bo trzeba rozbrajać bomby zanim wybuchną. Glika warto chwalić, głaskać, dopieszczać. Strasznie tej drużynie potrzebny, mimo że nie ustrzegł się błędu przy golu dla Irlandii.

Jakie wrażenia po dwóch meczach kadry Brzęczka? Różne: czasem słońce, czasem deszcz.
Głupia sprawa z tym piątkowym remisem z Włochami. Im więcej mija od niego czasu, oceniamy go coraz gorzej. Najpierw, przed meczem, baliśmy się tęgiego lania od Azzurrich. Bo przecież kadra Adama Nawałki wróciła z Rosji w kompletnej rozsypce.
Ale dobra gra Biało-czerwonych w Bolonii dała nam trochę radości i szczyptę optymizmu: że może nie wszystko legło w gruzach, może nie trzeba całej reprezentacji budować na nowo. Podział punktów przyjęliśmy w piątek z niedosytem i poczuciem, że byliśmy na boisku lepsi. Mimo to rezultat z Bolonii uznaliśmy za sukces. No bo Włosi to jednak Włosi, mają markę.
Tymczasem, mecz Italii z Portugalią, potwierdził, że zespół Roberto Manciniego jest w głębokim kryzysie. To na pewno nie jest team na mistrzostwo świata czy Europy, raczej stado wyleniałych tygrysów i remis z nimi (nawet na wyjeździe) to jest bardziej strata dwóch punktów niż zyskanie jednego. Już widać, że o historyczny sukces w Lidze Narodów będziemy walczyć z Portugalczykami, a Włosi muszą na razie uporać się z przebudową swojej reprezentacji. Opieranie jej na „wysłużonych” dziadkach albo gwiazdach tupu Marco Balotelli, nie ma sensu. Ten ostatni, po powrocie do swojego klubu Nicei – jak podał dziennik „L’Equipe” – ważył… 100 kilogramów! Były selekcjoner włoski Arrigo Sacchi zauważył, że reprezentacja potrzebuje ludzi inteligentnych.
No i oczywiście przygotowanych. Ale ta zasada, w takim samym stopniu, powinna dotyczyć także reprezentacji Polski. Stawiajmy na inteligentnych i przygotowanych. I dajmy sobie spokój z wyleniałymi tygrysami, które nie są już głodne sukcesu. Dlatego trzeba próbować kolejnych piłkarzy, a tym, którzy są bez formy mówić wprost, żeby się zgłosili, gdy już będą w formie. Kadra to nie jest przechowalnia bagażu, tu nie można przeczekać trudnego momentu w karierze, licząc że ktoś się w końcu zgłosi, zaproponuje kontrakt, zabierze do klubu.
Mecz z Włochami pokazał – niezależnie od tego, jak oceniamy końcowy rezultat – że nie święci garnki lepią. Trzeba brać chłopaków w formie i dawać im szansę. Pokazał to w Bolonii w największym stopniu Arkadiusz Reca, a po części Mateusz Klich i Damian Szymański. Z Irlandią potwierdził to już tylko Klich.
Po Irlandii wiadomo, że trzeba kontynuować ten przegląd kadr i szukać nowych rozwiązań. Np. taki Jan Bednarek został szybko okrzyknięty partnerem Kamila Glika na środku obrony. Zbyt szybko. Miejsc w reprezentacji się nie rozdaje, trzeba je wywalczyć. Bednarek wskoczył w buty pełnoprawnego stopera reprezentacji na mundialu i się w tych butach utopił. Były zbyt duże. Zrobił klopsy w meczach z Senegalem i Kolumbią.
Mądrość trenera polega na tym, że takiego zawodnika nie wyrzuca się do „śmietnika” historii. Daje mu się kolejne szanse, buduje się go następnymi meczami, wierząc, że facetowi przy mniejszych krokach nie poplączą się nogi. Ale jeśli tak by się stało, to jest następny: Marcin Kamiński, Adam Dźwigała czy któryś z legionistów Michał Pazdan albo nawet Artur Jędrzejczyk – jeśli wrócą do formy.
Damian Kądzior długo czekał na swój reprezentacyjny debiut. Nawałka mu się przyglądał i przyglądał, ale szybciej iskrę bożą w chłopaku dostrzegł Nenad Bjelica i zabrał go Dinama Zagrzeb. Kądzior we Wrocławiu pokazał, że nie boi się grać w piłkę. Wchodził w pojedynki, próbował strzelać, szukał gry kombinacyjnej, wrzucał. Obiecujący debiut.
O reprezentacyjnym ataku słów kilka. Wokół Krzysztofa Piątka zrobiło się u nas ostatnio trochę histerii. Tak to jest z napastnikami: walną kilka bramek i robi się lawina zachwytów. Takie swoje pięć minut mieli Teodorczyk, Wilczek a nawet Świerczok, ale reprezentacji nie zbawili. I chyba już nie zbawią. Do Piątka też trzeba mieć zdroworozsądkowe podejście. Facet gra w poważnej piłce bardzo krótko, dajmy mu szansę potwierdzić swoją klasę. Nie koronujmy zbyt wcześnie. Potencjał jest, ale nie wariujmy.
Kuba Błaszczykowski? No tych, którzy po meczu z Włochami byli do niego nieprzekonani, to występem we Wrocławiu nie przekonał tym bardziej. Jest reprezentacji potrzebny, bo potrzebujemy liderów, ale liderów w formie.
Dla Brzęczka teraz czas analiz. Oceny po październikowych meczach z Portugalią i Włochami. Takich spotkań jak z Irlandią jak najmniej. Bo i ludzi przychodzi coraz mniej na stadion. Nie bez przyczyny.

Inne artykuły o: Reprezentacja

  • ursynów

    Polska piłka jest chora.Myślę,że jeszcze nie wróciliśmy do żywych. Meczu nie oglądałem, chciałem zobaczyć czy do żywych wrócili Hiszpanie.Po zwycięstwie z Anglią,dali koncert z Chorwacją. Przegnali demony niemocy z Mundialu. Super gra,Saul, Asensio,Isco – dali koncert.Można grać efektownie i efektywnie.Tak grała Hiszpania z wicemistrzem świata.A u nas ? Tylko pomarzyć można.Zmiennicy jak wynika z relacji pomeczowych grali słabo, bez wyrazu .No ale ma rację redaktor,że ci zmiennicy nie nadają się nie tylko do reprezentacji, ale jako statyści do serialu Zmiennicy.
    Ludzie przyszli zobaczyć(było ich tragicznie mało) Lewandowskiego w jego 100 meczu. A tu du.a blada.Nie ma Lewandowskiego, ale są gwizdy. Pociąg z napisem reprezentacja mimo,że ma nowego maszynistę Brzęczka wjeżdża na ślepy tor, oby się nie wykoleił.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli