Przyda się trochę lodu na rozpalone głowy

Autor wpisu: 14 listopada 2016 22:55

Jeśli po efektownym zwycięstwie w Rumunii ktoś zastanawiał się, czy już jesteśmy potęgą Europy i mamy ze dwudziestu piłkarzy światowej klasy, to musiał się po meczu ze Słowenią rozczarować i zejść na ziemię. Reprezentacja Nawałki stoi na Lewandowskim. Co prawda na nim się nie kończy, ale bez niego wiele traci. A gdy we Wrocławiu od początku na boisko nie wyszli Grosicki, Błaszczykowski i Zieliński, zrobiło się trochę biednie.

Reprezentacja długo nie mogła złapać swojego rytmu. Biało-czerwoni byli bezradni w ofensywie, a pod swoją bramką zdarzył im się błąd, który skończył się golem. Przy 0:1 zawsze gra się ciężko, a gdy zespół składa się głównie z dublerów, którzy muszą udowadniać Nawałce swoją przydatność do drużyny, to gra się podwójnie ciężko.
Dlatego publiczność we Wrocławiu głośno domagała się wejścia na boisko prawdziwych gwiazd – Grosickiego i Błaszczykowskiego. Tak to już jest, że ludzie lubią na koncertach te piosenki, które już znają. I mają rację. Właśnie akcja Kuby (po „ciastku” od Bereszyńskiego) skończyła się golem Teodorczyka. Najbardziej podpadnięty bohater afery dywanowej podziękował za miłosierdzie Nawałce najlepiej, jak mógł.
Swoje pięć minut ma też Jacek Góralski. Wystawienie go w podstawowym składzie było niemal absolutnym zaskoczeniem ze strony selekcjonera. Piszemy niemal, gdyż Futbolfejs.pl zapowiedział występ „Górala” w podstawowym składzie. Nikt inny poza nami nie wyobrażał sobie, że pomocnik Jagiellonii może zmieścić się w pierwszej jedenastce. To oznacza tylko tyle, że musiał zrobić piorunujące wrażenie na Nawałce.
Wcale to nie dziwne, bo Góralski ma taki styl, który kochają trenerzy. On się nie zatrzymuje. Nieduży, ale zawzięty. Dobiega do rywala i nie zastanawia się, czy się w rywala wpieprzyć, tylko jak mocno się wpieprzyć.
Z tą agresją tak przesadzał, że zirytował nawet klubowego trenera Michała Probierza, który – jeszcze we wrześniu, czyli bardzo niedawno – zesłał Góralskiego do rezerw. „Góral” miał sobie przemyśleć, czy jego nadgorliwość (faule, kartki) nie kosztują drużynę zbyt dużo.
Atmosfera wokół chłopaka zrobiła się gęsta. Góralski pojechał z drugą drużyną Jagiellonii do Nowego Miasta Lubawskiego i przegrał aż 0:6. Wyjeżdżał stamtąd jak zbity pies: przegrany, odsunięty od pierwszej drużyny, z obrażonym na niego trenerem. Nie mógł nawet przypuszczać, że dwa miesiące później zadebiutuje w podstawowym składzie reprezentacji Polski.
Nie wiem, co wtedy – w smutnym autobusie jadącym z Nowego Miasta Lubawskiego – sobie myślał, ale ta droga – z peryferii polskiej piłki na jej szczyt była jak winda. Do Ekstraklasy wrócił mądrzejszy. Utrzymał liczbę odbiorów przy znacznym zmniejszeniu liczby fauli. Podaje, strzela i podgląda grającego obok niego starego mistrza Kostję Wasiljewa.
W 24. minucie gry widzieliśmy firmowe zagranie „Górala”. Przyczepiony do rywala jak pirania odebrał mu piłkę, po czym oddał ją Krychowiakowi i ruszył do przodu. Pomocnik PSG oddał strzał zbyt lekki, bramkarz Vid Belec z łatwością złapał piłkę. Ale gdyby się pomylił i piłka wyskoczyłaby mu z rąk, to tam już był… No kto? Tak! Oczywiście Góralski.
Góralski swoje w tym meczu zrobił: odbierał, czyścił, a gdy trzeba było – faulował. Ale mądrze. Jednak kreacji akcji ofensywnych od niego oczekiwać raczej nie należy. To nie jest jego podstawowa praca. Tę robotę wziął na siebie Grzegorz Krychowiak. Szczerze mówiąc, niepotrzebnie. Najczęściej szukał zagrania w drugie lub trzecie tempo, jakby zatrzymał się na futbolu lat 70-tych, gdy kręcenie kółeczek wokół własnej osi było przejawem maestrii.
Dziś w piłkę gra się szybciej i Krychowiak widzi to na co dzień w PSG. We Wrocławiu jednak piłkę przytrzymywał, dotykał mnóstwo razy, poprawiał, aż w końcu miał pozamykane wszelkie opcje do zagrania. Raz zagrał celnego crossa na kilkadziesiąt metrów, ale trudno nie odnieść wrażenia, że dla drużyny byłoby lepiej, gdyby grał szybciej. Jedynym usprawiedliwieniem dla „Krychy” jest fakt, że skrzydłowi, czyli Kapustka i Wszołek, nie brali na siebie gry tak, jak robi to na co dzień w kadrze podstawowa para, czyli Grosicki z Błaszczykowskim.
Kapustka dużo w ostatnich miesiącach stracił. Od piłkarza, którym na Euro zachwycał się Gary Lineker, do faceta, o którym cała Polska myśli, jak mu tu pomóc. Jest na zakręcie kariery i żal patrzeć, jak tak olbrzymi talent zatrzymał się w rozwoju. Zmiana klubu zimą (wypożyczenie do Championship) konieczna.
Rozwinął się za to Bartosz Bereszyński. Niesamowit,e ile nabrał pewności po dwumeczu z Realem, gdy musiał grać przeciwko Cristiano Ronaldo. Ta rywalizacja tak go podpompowała, że kadrze zmienników, jaka wyszła na Słowenię, imponował pewnością siebie. Na pewno zostawił po sobie dobre wrażenie. Przy nieco wyeksploatowanym zdrowiu Łukasza Piszczka legionista może być cennym zmiennikiem w kadrze.
Świetny rok kadry kończy remis ze Słowenią po średnim meczu. Przyda się trochę lodu na rozpalone głowy.

Inne artykuły o: Reprezentacja

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli