Pomysł z Teodorczykiem nie wypalił. Niestety

Autor wpisu: 11 października 2016 23:23

Łukasz Teodorczyk dostał od Adama Nawałki pierwszą poważną szansę gry w wyjściowej jedenastce, ale następnym razem selekcjoner zapewne nie dwa, ale nawet trzy razy zastanowi się, czy dać mu kolejną.

Trzy gole Roberta Lewandowskiego w meczu z Duńczykami, jeden z Ormianami (ten drugi był… pół samobójczy). Reprezentacja Polski chyba nigdy w historii nie była tak uzależniona od jednego napastnika. Niestety. Kroku próbował mu dotrzymywać Arkadiusz Milik. Mecz z Armenią pokazał jednak, że za plecami tych dwóch zawodników jest przepaść. A przynajmniej przepaść dzieli od nich Teodorczyka, bo Kamila Wilczka tak na dobre nie mieliśmy okazji obejrzeć. 10 minut to zbyt mało, by wydać sensowny werdykt.
Największą zasługą Teodorczyka w tym spotkaniu było to, że po dwóch faulach na nim dwie żółte kartki (i w konsekwencji czerwoną) – i to w pierwszej połowie – zobaczył Gael Andonian. Aż strach pomyśleć, co by było, gdy goście do końca grali w jedenastu…
Napastnik Anderlechtu zagrał, co było już wręcz narodowym postulatem: „sprawdzić jednego z napastników”. Nawałka długo się zastanawiał (albo tylko udawał) – zmieniać system i wzmocnić środek boiska kreatywnym pomocnikiem, który szukałby podaniami Roberta Lewandowskiego, czy zastąpić napastnika innym napastnikiem.
Z jednej strony to dobrze, że nie bał się sprawdzić formy rezerwowego. Musimy mieć przecież jakąś opcję na wypadek kontuzji. A przynajmniej musimy wiedzieć, czy inną opcję mamy. Teoretycznie ryzyko eksperymentu było niewielkie. No bo kiedy sprawdzać, jeśli nie z takimi rywalami? Słabszych nie dobieramy sobie już nawet w meczach towarzyskich.
Że nie ma co porównywać Teodorczyja z Lewandowskim, wiedzieliśmy przed meczem. Liczyliśmy jednak, że z upływem czasu napastnik Anderlechtu znajdzie z napastnikiem Bayernu chociaż nić porozumienia. Nie znalazł, chociaż trudno mu zarzucić, że się nie starał.
Zaczęło się nawet obiecująco – sprytne zagranie piętą  do Macieja Rybusa, a za chwilę doskonała okazja bramkowa (po dośrodkowaniu Grosickie). Znalezienie się w dobrej sytuacji to jedna sprawa. Druga – to jej wykorzystanie. Niestety, nie trafił w piłkę głową, a za to trzeba już skarcić. Ok, pierwsza okazja, może się zdarzyć. Liczyliśmy, że kolejne to kwestia czasu. Problem polega na tym, że kolejnej nawet w połowie tak dobrej już nie miał.
Ormianie mogą mieć pretensje tylko do siebie, że się osłabili. Dwa ataki od tyłu w nogi i sędzia się nie wahał. My widzieliśmy, co się działo, gdy Teodorczyk nie był faulowany i z piłką się odwracał. No… nie działo się nic groźnego dla rywali. Raz Lewandowski sprytnie przepuścił do niego piłkę, licząc że kolega odegra mu lekko na strzał, ale wyszło z tego nieporozumienie.  To znaczy Łukasz intencji kolegi nie zrozumiał. „Lewy” próbował pomagać koledze, pokazywał mu gdzie ma się ustawić, gdzie pobiec, gdzie zagrać. W drugiej połowie chyba już zwątpił, zajął się swoją grą. Wydawało się, że zaraz poprosi Nawałkę o zmianę. To znaczy zmianę Teodorczyka na Wilczka.
Były napastnik Polonii Warszawa i Lecha Poznań oddał jeden celny strzał, ale bramkarz złapał piłkę bez żadnych problemów. Groźniej robiło się pod bramką rywali, gdy bliżej Lewandowskiego podchodził Piotr Zieliński i próbował sklepać z napastnikiem Bayernu. Po jednej takiej wymianie podań zawodnik Napoli wyszedł sam na sam z bramkarzem. Strzelił tam, gdzie na piłkę czekał Arsen Beglarian.
Być może zgranie Teodorczyka albo Wilczka z Lewandowskim to kwestia czasu. Być może. Obaj strzelają przecież gole w swoich klubach. Wiadomo,  trzeba nauczyć się nawyków, tak jak przez lata poznawali się „Lewy” z Milikiem. Problem polega na tym, że czasu na to zgranie nie ma i trzeba je łapać w lot. A to się okazuje nie takie łatwe.
Po tym meczu zgrupowania rywalizację wśród rezerwowych napastników wygrał… nieobecny na zgrupowaniu pierwszej reprezentacji Mariusz Stępiński. Piłkarz Nantes w poniedziałek zagrał meczu z Czarnogórą w drużynie U-21. Polacy wygrali 6:0, a on strzelił gola, o jakim Teodorczyk może najwyżej pomarzyć.

  • szamot

    Nie Rybus dośrodkowywał a Grosik.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli