Polska ma awans w kieszeni. Plan doskonały Nawałki wypełniony

Autor wpisu: 16 czerwca 2016 23:24

Czwarty mecz Adama Nawałki przeciwko Niemcom i wciąż bilans znakomity. Po towarzyskim remisie 0:0 w Hamburgu, wygranej 2:0 w Warszawie i porażce 1:3 we Frankfurcie, na neutralnym terenie – Stade de France – znów padł remis 0:0. Oznacza on, że Polska ma awans w kieszeni. Co więcej, jest szansa, że… zajmiemy pierwsze miejsce w grupie C.

Dużo szumu, ale żadnych efektów. Mistrzowie świata trochę nas postraszyli, na pewno bardzo zmęczyli, ale gola nie wbili. Nasi piłkarze może jeszcze trochę odbiegają umiejętnościami od Niemców (no w końcu to mistrzowie świata), indywidualnie nie są tak perfekcyjni, ale za to perfekcyjnie wykonali plan trenera Adama Nawałki. Chociaż czy perfekcyjnie? Przy odrobinie szczęście mogli nawet wygrać.

Po mniej więcej 20 minutach gry wydawało się, że Niemcy rozjadą nas czołgami, a następnie wpuszczą walce i wyrównają murawę. A używając porównań bardziej sportowych – była to zabawa pod hasłem: „jest piłka, nie ma piłki”. W przypadku Niemców gra polegała na tym, że błyskawicznie wymieniali podania. Przyjęcie i zagranie do partnera trwało zazwyczaj nie dłużej niż dwie sekundy. Reguły narzucone przez mistrzów świata sprawiły, że nasze granie polegało na tym, iż żaden z zawodników nie potrafił jej przetrzymać przez dwie sekundy, bo zaraz miał na plecach trzech rywali, którzy futbolówkę mu zabierali. Jest piłka, nie ma piłki – niby hasło to samo, ale reguły dla obu zespołów zupełnie inne. Ale efekt ten sam – ani jedni, ani drudzy nie potrafili strzelić gola. Ba! W pierwszej połowie nie oddali nawet celnego strzału. Co prawda Niemcy próbowali uderzać siedem razy z czego dwa razy zostali zablokowani, pięć razy pudłowali. Biało-czerwoni dorównali im tylko w tych pierwszych statystykach (dwa zablokowane strzały).
Łukasz Fabiański, który wrócił do bramki (na skutek kontuzji Wojciecha Szczęsnego), najwięcej pracy miał przy wykopywaniu piłki. Najbardziej postraszył go Mario Götze. I to uderzając głową – zgodnie z podanymi właśnie statystykami – niecelnie.
Wystarczyła jedna akcja, żeby Niemców wybić z rytmu. Zaczął ją Robert Lewandowski wyłuskując piłkę jednemu z obrońców przy linii bocznej. Z akcji nic nie wyszło, ale pokazaliśmy, że można. Niemcy przestraszyli się strzałów znikąd i już nie byli tak pewni siebie. Wciąż kontrolowali grę, ale podopieczni Adama Nawałki przestali być tak stłamszeni, jak na początku. Coraz częściej i sprytniej zrzucali sobie rywali z pleców.

To, że nie straciliśmy gola, to… OK, od tego trzeba zacząć – to zasługa całej drużyny. A teraz indywidualne i subiektywne wyróżnienia. Przede wszystkim dla naszych stoperów, a głównie Michała Pazdana. Obrońca Legii kilka razy wyszedł z piłką będąc osaczonym przez trzech rywali. To on trzymał nas w pierwszej połowie w grze. Wyglądało, jakby całe życie przygotowywał się do tego meczu i  idealnie wstrzelił się z formą. Po drugie – Łukasza Fabiańskiego za cudowną interwencję i generalnie za całokształt.
Bo w drugiej połowie zaczęła się wymiana ciosów. Byliśmy bliżej strzelenia gola, dwa razy Arkadiusz Milik. Jak to się stało, że nie wykorzystał perfekcyjnego dośrodkowania Kamila Grosickiego? Wydawało się, że nawet jeśli trafi go w nos, to sama wpadnie do bramki. Napastnik Ajaksu tak był zaskoczony podaniem, że piłki jednak nawet tym nosem nie dotknął. Za chwilę poszła kontra, po której Mario Götze znalazł się sam na sam z Fabiańskim. Bramkarz Swansea wyczekał go i odbił piłkę.

Milik w tym spotkaniu – nie wątpimy, że niechcący – zrobił wiele, byśmy nie wygrali. Miał drugą świetną sytuację, ale skiksował. Tak nie można w takim spotkaniu! Niemcy na każdą naszą (jego) zmarnowaną sytuację odpowiadali równie groźnym kontratakiem. Za drugim  razem Fabiański ratował zespół po strzale Mesuta Özila. I to była interwencja z cyklu „stadiony świata”.
Wracając do Milika, o ile w meczu z Irlandią Północną liczbę zmarnowanych sytuacji miał identyczną, to w końcu gola strzelił – i to na wagę trzech punktów. Chwała mu za to, dostał pochwały, na jakie zasłużył. Ale na Stade de France po drugiej setce było już po nim. Starał się, ale noga drżała. Jeszcze bardziej, gdy po kolejnym złym zagraniu poszła reprymenda od Roberta Lewandowskiego. Dobrze, że przynajmniej pomagał w defensywie. Bo w ostatnim kwadransie w naszym polu karnym potrzebna była każda para nóg.

Remis z Niemcami praktycznie daje nam awans do 1/8 finału. Już na pewno nie wyprzedzą nas Ukraińcy, nawet jeśli z nimi przegramy w ostatniej kolejce, co zdaje się mało prawdopodobne – skąd mieliby wziąć siły psychiczne, skoro już odpadli z turnieju (a odpadli). Teoretycznie zagrozić nam mogą Irlandczycy, ale pod warunkiem, że pokonają Niemców. Ale nawet wtedy też jest duża szansa, że nawet zajmując 3. miejsce w grupie, to i tak z niej wyjdziemy. Ale po co ten minimalizm? Przecież z rozbitymi Ukraińcami nie będziemy mieli żadnych problemów. Czemu nie celować w pierwsze miejsce?!

Inne artykuły o: Euro 2016 | PZPN | Reprezentacja

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli