Podgorica, czyli jak nasi piłkarze musieli podciągnąć gacie

Autor wpisu: 25 marca 2017 20:51

Petardy i krzesełka rzucane na boisko pod nogi piłkarzy, amok miejscowych kibiców – tyle było widać w telewizji. A co naprawdę działo się na stadionie w stolicy Czarnogóry w 2012 roku podczas meczu eliminacji MŚ, czego telewizja nie pokazała? Jak reagowali piłkarze i co takiego powiedział ówczesny prezes PZPN Grzegorz Lato?

Od pierwszego dnia zgrupowania reprezentacji przewijał się wątek bezpieczeństwa naszych zawodników w niedzielnym spotkaniu w Podgoricy. Obawy mają podstawy, bo ten stadion i tamtejsi kibice mają bardzo złą sławę. Przekonali się o tym nasi zawodnicy ponad cztery lata temu – w spotkaniu eliminacji mistrzostw świata 2014 zremisowaliśmy 2:2, ale mecz był gwałtowny i przerywany.
Już po kilku minutach, gdy islandzki arbiter Kristinn Jakobsson podyktował rzut karny za faul na Robercie Lewandowski (a jedenastkę wykorzystał Kuba Błaszczykowski), na boisko poleciały różne przedmioty, w tym kawałek plastikowego krzesełka. Potem leciały petardy, jedna ogłuszyła polskiego bramkarza Przemysława Tytonia.

Rzucano w kierunku polskich piłkarzy, ale też dziennikarzy. O swoich przygodach opowiada nam Marcin Feddek, reporter Polsatu Sport.

Dwa „tulipany”
– Nasze stanowisko reporterskie ustawiono w narożniku boiska od strony tej najbardziej agresywnej trybuny. Gdy tam stoisz, masz wrażenie, że kibice wiszą ci nad głową. Już w takcie meczu miałem taką sytuację, że na dół tej trybuny zbiegł jeden z kibiców, taki już nieźle zaprawiony. W rękach miał dwie butelki, które rozbił i zmierzał w moim kierunku z dwoma „tulipanami”. Oddzielał nas już tylko metrowy płotek. Wystarczyło, żeby go przeskoczył i pogonił mnie po boisku. Stwierdziłem, że to nie są to przelewki i poprosiłem organizatorów o to, by przeniesiono stanowisko w inne miejsce – wspomina.
Kilka minut po tym, gdy objęliśmy prowadzenie sędzia musiał przerwać spotkanie, bo zrobiło się niebezpiecznie. Nasi zawodnicy zaczęli obawiać się o zdrowie, zebrali się przy ławce rezerwowych. Był taki moment, że nie chcieli dalej grać. Sędzia podchodził i wręcz błagał ich, by jednak wyszli na murawę. Ogłuszony i wystraszony Tytoń kręcił głową. Wtedy z ławki wyskoczył rezerwowy bramkarz Tomasz Kuszczak i zgłosił trenerowi, że on bardzo chętnie zagra. Był chyba jedynym piłkarzem, które tak rwał się do gry w tym momencie. Po kilku minutach grę wznowiono.

Lato jak Franek Dolas
Po pierwszej połowie w naszej szatni trwała narada co robić dalej. – W przerwie poproszono mnie, żebym przyprowadził prezesa PZPN Grzegorza Latę. Siedział w pomieszczeniu pod główną trybuną. Wejścia pilnowało dwóch rosłych dżentelmenów w czarnych kurtkach, spod których wystawały tylko lufy karabinów. Gdy powiedziałem o co chodzi, wpuścili mnie. Prezes Lato świetnie się bawił w towarzystwie przedstawicieli federacji czarnogórskiej. Wyglądało to trochę jak jedna ze scen z filmu „Jak rozpętałem II wojnę światową”, gdy Franek Dolas trafił do jugosłowiańskiego baru. Brakowało tylko strzałów w sufit z karabinu maszynowego – wspomina Feddek.
– Poprosiłem prezesa na bok z takim przekazem, że może trzeba jakoś zareagować, bo dzieją się złe rzeczy. Prezes się tylko uśmiechnął i powiedział: „Niech piłkarze podwiążą jaja, podciągną gacie i grają dalej, bo nie ma mowy o przerywaniu spotkania”. Generalnie pogonił mnie z tej salki – dodaje.

Męska decyzja
Zapytaliśmy więc ówczesnego prezesa jak on wspomina to spotkanie i całe zamieszanie. – Panie redaktorze, nie przypominam sobie, żebym zabierał głos w tej sprawie, bo to nie prezesi ani piłkarze decydują o takich kwestiach. Jest sędzia, jest obserwator z ramienia UEFA, to oni ze sobą konsultują i podejmują decyzję. Moim zdaniem dobrze się stało, że mecz został dokończony. Piłkarze zachowali się po męsku. Przerwanie spotkania w takim momencie mogłoby się źle skończyć. Mogło dojść do tragedii – mówi Lato. – A tak w ogóle to powinniśmy ten mecz wygrać, bo byliśmy lepsi – dodaje był szef PZPN.
Spotkanie mimo wszystkich przeciwności zostało dokończone. Być może gdyby nasi zawodnicy nie wrócili na boisko, to trudno by im było później w ogóle opuścić stadion. A mogłoby się nawet okazać, że nie ma kto powstrzymać rozwścieczonego tłumu.
I tak opróżnianie trybun trwało długo, a miejscowi fani po opuszczeniu terenu stadionu ustawili się po bramami oraz w uliczkach nieopodal. Udało im się dopaść jeden z autokarów z polskimi VIP-ami i dość mocno go rozbujali. Na szczęście skończyło się tylko na małym strachu.

Dziś po tych strachach zostały legendy, Podgorica ponoć się cywilizuje piłkarsko, ale jak będzie w niedzielny wieczór – dopiero się przekonamy. – Nie demonizujmy kibiców gospodarzy. To jest sport i wierzę, że wszystko odbędzie się w granicach fair play. Na pewno tak będzie, bo my i Czarnogórcy jesteśmy profesjonalistami – mówił Jakub Błaszczykowski w sobotę, po przylocie do stolicy Czarnogóry. W podobne tony uderzał Adam Nawałka.
Mecz z Czarnogórą – w niedzielę o 20.45 (transmisja w Polsacie).

Skrót meczu z 2012 roku:

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli