Po 35 minutach nasi ruszyli w drogę powrotną. Kazachstan – Polska 2:2, choć było 0:2

Autor wpisu: 4 września 2016 20:19

Po 35 minutach rozpoczętych w Astanie eliminacji MŚ 2018 reprezentacja Polski prowadziła 2:0 i zwinęła się na lot powrotny. Zapomniała, że na boisku została piłka, sędzia i rywale. Ku jej zdumieniu okazało się, że pod jej nieobecność wynik się zmienił. Skończyło się na 2:2, co w tych okolicznościach należy uznać za wynik szczęśliwy, choć dalece niesatysfakcjonujący.

Po euforii EURO 2016 może przyda się ten drobny astański prysznic, co? Kto by uwierzył, że ćwierćfinalista EURO prowadzący ze słabym rywalem po 35 minutach 2:0, może mieć jeszcze jakiekolwiek kłopoty? I to taki ćwierćfinalista. Wiedziony przez konsekwentnego do bólu perfekcjonistę Adama Nawałkę. Nawałka, owszem, konsekwentny pozostał. Tak jak brzydził się zmianami podczas EURO, tak i ze wstrętem o nich myślał w Astanie. W końcówce mając na ławce armaty, skorzystał tylko z włoskiej beretty – Karola Linetty’ego. Efekt? Kazachstan – Polska 2:2.

Jakby kłopotów było mało, szybko zdobyliśmy dwa gole
O szczęściu EURO 2016 ta kadra miała zapomnieć. Dla swojego dobra. Eliminacje mistrzostw świata 2018 zaczęły się od nieszczęść. Do kadry nie został powołany jeden z żelaznych ludzi EURO Krzysztof Mączyński. Bo nie dość, że w słabej formie, to i nie w pełni zdrowia. Potem trzeba było się zmierzyć z głowami rozpalonymi transferowymi liczbami, czego największą ofiarą padł Kamil Grosicki – do Astany ostatecznie nie poleciał. Do tego w ostatniej chwili, już na miejscu w Kazachstanie, wypadł Michał Pazdan – z urazem. Adam Nawałka zdecydował się w jego miejsce posłać Bartosza Salamona. Za Grosika zagrał Bartosz Kapustka, za Mączyńskiego – z kolejną szansą Piotr Zieliński. Doszła jeszcze jedna zmiana taktyczna – wracający na lewą obronę Maciej Rybus miał skuteczniej od Artura Jędrzejczyka podręczyć rywali rajdami i wrzutkami w ofensywie. Niespecjalnie się popisał, za to dwa razy nie zatrzymał rywali przy traconych golach – dokładnie tak, jak mu się to zdarzało w ostatnich meczach Lyonu.
Ale to było później, bo wcześniej trzeba było się zmierzyć jeszcze z nieszczęściem katastrofalnej murawy. Nie dość, że sztucznej, to w tragicznym stanie. Z reguły sztuczną nawierzchnię kładzie się, by z murawą problemu nie było. Ale zdecydowanie w Astanie o tym nie wiedzą.
Jakby tych kłopotów było mało, to jeszcze… szybko zdobyliśmy dwa gole. W 35. minucie było 2:0. Po szybkich fantastycznych akcjach i mądrych wymianach podań. Takich a la EURO. Takich a la te fajne momenty EURO. Już w 9. minucie nabiegający na piłkę Bartosz Kapustka zamknął bezbłędnie akcję poprowadzona prawą stroną byłego tria Borussii Dortmund: Piszczek – Lewandowski – dogrywa Błaszczykowski. 1:0. Genialnie!
W 34. minucie na małej przestrzeni na granicy pola karnego pograli ze sobą Milik i Lewandowski. Ten drugi efektownie przerzucił piłkę nad głową obrońcy i został sfaulowany. Sam wykorzystał rzut karny. 2:0, czyli cud miód. Czyli kończymy tę zabawę i idziemy do domu.
Właśnie chyba tak pomyśleli nasi. Wszystko to, mimo wspomnianych powyżej nieszczęść, ułożyło im się przez pół godziny bardzo fajnie. Zdawało się, że paru piłkarzy wymieniono, ale automatyzm został. I została siła pozwalająca uporać się z takim rywalem jak Kazachstan miło, łatwo i przyjemnie – do dwóch goli dodajmy jeszcze poprzeczkę i słupek Milika.

Nasi poszli do domu. Za szybko
No i nasi poszli sobie do domu. A skoro poszli, a zabawki zostawili, no to bawić się zaczęli rywale. Na całego. Sygnał dał kapitan Islamchan Bauyrżan. 23-letnie „pokrętło” z błyskiem w oku i turbodoładowaniem. Oj, Islamchan zostanie zapamiętany w Polsce, choć wydawało by się, że nikogo z Kazachów zapamiętać nie będziemy w stanie.
Kazachowie przegrywali 0:2 i się nakręcali z minuty na minutę. Im mniej grali Polacy, tym bardziej ich rywale – co zresztą oczywiste. Jedna, druga sytuacja, wyjścia sam na sam, ale strzał obok słupka, potem strzał głową z czystej pozycji, który musiał bronić w sobie tylko wiadomo sposób Łukasz Fabiański.
W 51. minucie Kazachowie wdusili 1:2, gdy piłkę w środku pola stracił Milik, na naszej lewej stronie dośrodkowania nie zatrzymał Piszczek, a piłka przeleciała nad głowami Salamona i Rybusa. Chiżniczenko zaś przechytrzył Fabiańskiego. Ten sam Chiżniczenko doprowadził do wyrównania 7 minut później, gdy z kolei dośrodkowania z prawej strony nie zablokował Rybus, a piłka minęła i Salamona, i Glika.
Naszym puściły nerwy. To był mecz-szarpanina. Co chwila ktoś z kimś bawił się w „kogucika”, ktoś leżał na murawie, ktoś się z kimś przepychał. Lewandowski zobaczył żółtą kartkę, gdy zdzielił łokciem rywala (pod koniec sędzia był łaskawy, bo mógł pokazać drugą za wrzucenie piłki do siatki po gwizdku). Glik, gdy butem potraktował leżącego rywala. Sędzia pokazał 10 kartek – więcej Kazachom, ale naszym też się należało.
Polacy nie opanowali nerwów już do końca. Mieli sytuacje – znów Milik (najczęściej pudłujący piłkarz meczu), w słupek trafił Błaszczykowski, w bramkarza Karol Linetty. Ale mieli je i Kazachowie. Ostatni kwadrans to było szaleństwo z obu stron, ale tylko w szaleństwie Kazachów była metoda.
Bo to oni się z tego remisu cieszą. Wyrwali go „wielkiej” Polsce, ćwierćfinaliście EURO.

Kazachstan – Polska 2:2 (0:2)
Chiżniczenko 51′, 58′ – Kapustka 9′, Lewandowski 35′ (karny)
Kazachstan: Pokatiłow – Bejsebekow, I. Achmetow (61. Abdulin), Małyj, Kislicyn, Szomko – Mużikow, Bajżanow (69. Nurgalijew), Kuat – Islamchan (79. Tagibergen) – Chiżniczenko.
Polska: Fabiański – Piszczek, Glik, Salamon, Rybus – Błaszczykowski, Krychowiak, Zieliński, Kapustka (83. Linetty) – Milik, Lewandowski.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli