Piotr CZACHOWSKI: Legii brakuje dowódcy, takiego lidera z prawdziwego zdarzenia

Autor wpisu: 30 kwietnia 2016 08:26

Z boiska pamięta boje Legii z Sampdorią i Manchesterem United. Warszawiak z krwi i kości, więc los tego klubu wciąż jest mu bliski. Ale Piotr Czachowski mówi nie tylko o Legii. Tej obecnej i tej z początku lat 90. Bo z nim o piłce, szczególnie włoskiej, rozmawiać można bez końca. No więc na tapetę wzięliśmy też kadrowiczów Adama Nawałki występujących w Serie A.

FUTBOLFEJS.PL: Gra Legii jest nie do przyjęcia – powiedziałeś jakieś pół roku temu. Od tego czasu coś się zmieniło? Już jest do przyjęcia?
PIOTR CZACHOWSKI: Chciałbym widzieć ten zespół co najmniej tak grający, jak z Celtikiem, kiedy nieszczęsny Bereszyński niepotrzebnie pojawił się na boisku – nie ze swojej winy – zaprzepaszczając szansę na awans do Ligi Mistrzów. Nie było to przecież tak dawno. Dlatego porównując tamtą Legię z tą obecną, widać, że wciąż tej drużynie czegoś brakuje. Coś tam się w kilku elementach poprawiło przez ostatnie pół roku, ale ta Legia wciąż nie jest tym, czego oczekujemy.

A czego oczekujemy? Półfinału europejskich pucharów, jak za twoich czasów?
Ha, ha… Coś mi się zdaje, że szybko to się nie wróci.

Na to potrzebny jest cud?
Na dziś pewnie tak.

A na to, by zagrać wreszcie w Lidze Mistrzów, też?
Legią ściąga najlepszych piłkarzy, ma największy budżet. W związku z tym na pytanie, czy Legia jest naszą najlepszą drużyną, odpowiem: „Tak, jest”. Ale nie na tyle, by móc powiedzieć, że tym razem już o awans do Champions League możemy być spokojni. Choć oczywiście to jest celem. Awans, no i ugranie choć kilku punktów w fazie grupowej, bo przecież jak już się awansuje, to nie po to, by przegrać sześć meczów. Potrzeba jeszcze kilku takich Nikoliciów i Prijoviciów – piłkarzy, którzy coś wniosą do tej drużyny, a nie będą tylko jej uzupełnieniem. Legia musi poszukać takich właśnie graczy. Którzy podniosą rywalizację na każdej pozycji. Graczy, którzy będą sobą coś reprezentować, nawet siadając na ławce rezerwowych. Takim fajnym przykładem jest Hämäläinen.

Uważasz, że to był dobry transferowy strzał Legii?
Oczywiście. To piłkarz, który może tej Legii jeszcze wiele dać. Nawet wchodząc z ławki rezerwowych. Zespół, który myśli o grze w Europie dłużej niż do sierpnia, musi się przygotować na długi sezon i musi mieć również na ławce piłkarzy takiej właśnie klasy. Krótko mówiąc, by realnie myśleć o Champions League, Legia potrzebuje latem co najmniej trzech, czterech bardzo dobrych piłkarzy na każdą pozycję.

Na razie jednak, żeby w ogóle myśleć o Champions League, trzeba odzyskać mistrzostwo, a z tym – jak widać – wcale nie jest tak prosto. Zdziwiony jesteś, że kwestia tytułu nie została do tej pory rozstrzygnięta.
Tak. Bo wydawało się, że w tym sezonie w lidze Legia nie będzie miała z kim rywalizować. I gdyby nie Piast, pewnie tak by było. Dlatego tylko i wyłącznie zasługą Piasta jest to, że kwestia mistrzostwa nie jest jeszcze rozstrzygnięta.

Wróćmy jeszcze na chwilę do poprzedniej myśli – mówiłeś, że tej drużynie wciąż czegoś brakuje. Czego?
Raczej kogo. Faceta, który potrafiłby zarządzać nią na boisku. Lidera. Takiego dowódcy, jakim kiedyś był chociażby Leszek Pisz. Zresztą uważam, że każdy zespół, który chce uchodzić za klasowy, potrzebuje takiego gościa. Piłkarza, który ma talię kart w ręce i w każdej chwili wie, z której karty skorzystać, by przechytrzyć rywala.

Widzisz kogoś w obecnej kadrze Legii, kto mógłby takim dowódcą się stać?
Takim zawodnikiem był Vrdoljak, ale z tego, co czytam i słyszę, już nie będzie. Poza nim ciężko mi kogokolwiek innego wskazać, kto nadawałby się do takiej roli. A bez kogoś takiego myślę, że Legii bardzo trudno będzie odnaleźć się w poważniejszych rozgrywkach niż nasza liga.

TUTAJ O TYM, ŻE SZYKUJE SIĘ BURZLIWY ROZWÓD VRDOLJAKA Z LEGIĄ

Jak bardzo od poprzedniego finału Pucharu Polski zmieniły się Legia i Lech?
Legia chyba niewiele – wciąż walczy o mistrzostwo. Rok temu też o nie walczyła. Wciąż ma największy budżet, wciąż może pozwolić sobie na sprowadzenie najlepszych piłkarzy w kraju albo takich z zagranicy, na których żadnego innego klubu w Polsce nie stać. Dziś Legia jest zdecydowanie lepszym zespołem od Lecha niż rok temu. Za Janka Urbana Kolejorz zaczął się jakoś tam pomału odbudowywać, ale piłkarsko do Legii na dziś dużo mu brakuje. Lech – tak mi się wydaje – udowadnia, że nie jest drużyną gotową rok w rok bić się o mistrza. Coś tam pękło. A Legia taką drużyną jest.

Czerczesow to jest trener na miarę Legii?
Trochę ten zespół odmienił. Widać, że chce grać po swojemu, ma jakiś tam pomysł na drużynę i choć jeszcze nie zawsze, to w kilku spotkaniach ta drużyna gra tak, jak on tego chce. Ale czy jest trenerem na miarę sukcesów, jakich w Legii oczekują? Nie wiem. Nie spodziewam się, by w niecały rok udało mu się zbudować fantastyczny zespół. Natomiast na pewno wydaje się, że – jak na polskie warunki – ma komfortowe warunki pracy. Natomiast pierwszą weryfikacją będzie to, czy wywalczy mistrzostwo i Puchar Polski, a drugą – jak Legia poradzi sobie w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów.

Jako byłego defensora i eksperta od gry z tyłu, chciałem cię zapytać o obronę Legii. Słyszałem wiele opinii, że wbrew laurkom, jakie się ostatnio wystawia Pazdanowi, Lewczukowi i Rzeźniczakowi, to piłkarze tylko i wyłącznie formatu ligowego. Też tak uważasz?
Pazdan po przyjściu z Jagiellonii zrobił duży krok do przodu, ale ostatnio faktycznie się zatrzymał i pewnego poziomu przeskoczyć nie jest w stanie. Przyhamował, co widać gołym okiem. No i pewnie wielu zadaje sobie pytanie, czy będzie w stanie zrobić kolejny krok i z klasy ligowej przeskoczyć na klasę reprezentacyjną. Nie wiem. Trudno mi powiedzieć, czy osiągnął już swój pułap, czy jeszcze drzemią w nim jakieś rezerwy. Może na to pytanie uzyskamy odpowiedź podczas EURO. Z kolei Lewczuk jeszcze w tej reprezentacji, w przeciwieństwie do Pazdana, nie zaistniał i podejrzewam, że z taką grą jeszcze długo nie zaistnieje. Choć on też w Legii się rozwinął. Pamiętam, jak zaraz po przyjściu z Zawiszy nie mógł sobie wywalczyć miejsca w pierwszym składzie, bo popełniał mnóstwo szkolnych błędów. Dziś jest już dużo lepszym obrońcą. Nabrał doświadczenia i potrafi je sprzedać. Ale do pierwszego składu reprezentacji chyba wciąż mu daleko.

Mówiłeś, że Legii brakuje lidera prawdziwego znaczenia i to chyba na dziś jest jej największy minus. A plus?
Drużyna. Paradoksalnie właśnie dlatego, że nie ma lidera, nie ma tam jakichś wybitnych indywidualności. Legia tworzy drużynę, to widać. Drużynę, która ma wspólny cel i wszyscy ten cel starają się realizować. To jest największy na dziś największy jej atut.

Powiedz, jak to się stało, że ty, warszawiak, który marzył o grze w Legii, trafiłeś do niej dopiero ze Stali Mielec.
W latach 80. młodemu chłopakowi dostać się do Legii nie było łatwo. To był klub wojskowy i kaperował najlepszych z całego kraju pod pretekstem odbycia służby. Na młodego chłopaka z Okęcia nikt nie zwracał uwagi. Jedynym wyjątkiem z piłkarzy mojego rocznika był Tomek Cebula, który z Agrykoli przeniósł się od razu na Łazienkowską. Może jeszcze dostać się do Legii nie było aż takim problemem, ale dostać się i w niej regularnie grać, to już co innego. Dlatego najlepszym sposobem było wyrobić sobie drogę do Legii występami poza Warszawą. Wybić się w innym klubie, który stwarzał możliwości regularnej gry. Mnie stworzono w Mielcu. Ale też nie od razu wskoczyłem tam do pierwszej drużyny. Czekałem na to dwa lata. Dopiero w sezonie 1987/88 wywalczyłem stałe miejsce w pierwszej jedenastce. No i od tego czasu krok po kroku jakoś szło. Dostrzegł to Wojciech Łazarek, po raz pierwszy powołując mnie w 1988 roku do reprezentacji na mecz z NRD w Lipsku. Można powiedzieć, że to był taki przełom. Pamiętam do dziś, bo Andrzej Iwan grał wtedy w Bochum i na kadrę przyjechał taką piękną beemwicą. Wycofywał i ją rozbił. Zawadził o wysoki krawężnik i rozwalił całą miskę olejową. Był zrozpaczony.

Ale wtedy jeszcze nie zagrałeś w kadrze, bo twój debiut, z tego co pamiętam, to mecz z ZSRR – ostatni w historii z tą reprezentacją. No i przy okazji selekcjonerski debiut Andrzeja Strejlaua.
Zgadza się. 1:1 w Lubinie. No i potem ruszyło. Legia mnie dostrzegła i znalazłem się z powrotem w Warszawie. No i dzięki temu brałem później udział w niezapomnianych bojach z Sampdorią i Manchesterem United w Pucharze Zdobywców Pucharów.

W pucharach graliście znakomicie, ale w lidze zupełnie wam nie szło. Dlaczego?
To był czas upadku komunizmu i transformacji ustrojowej. Ogólnie wszystkie kluby sportowe miały mniejsze lub większe problemy finansowe, Legia te większe. Organizacyjnie było fatalnie. A w pucharach naszą największą motywacją były pieniądze. Nie ma co ukrywać. Nie było lepszej szansy na pokazanie się zachodnim klubom i ewentualny transfer zagranicę. Zresztą nas wtedy było chyba tylko 16 do grania. Jak któryś wypadał z powodu kontuzji czy kartek, to trzeba było łatać dziurę, problem w tym, że nie za bardzo było kim.

O dwumeczu z Sampdorią powiedziano i napisano już wszystko. A z perspektywy czasu, już prawie ćwierćwiecza, jak na to patrzysz, to ten Manchester był do łyknięcia w półfinale?
Był. Nawet przy absencjach Maćka Szczęsnego, Darka Kubickiego, Krzyśka Budki. W Warszawie prowadziliśmy 1:0 po gola Jacka Cyzio, ale zgubiły nas dwie rzeczy. Po pierwsze, zbyt długo cieszyliśmy się po tej bramce, wpadliśmy w hurraoptymizm, już widzieliśmy się w finale, tyle że nasza świetlana przyszłość trwała bardzo krótko. Ten piękny film szybko został przerwany, bo Manchester ruszył od środka i natychmiast dostaliśmy gonga. No i do tego za chwilę czerwona kartka dla Marka Jóźwiaka i było pozamiatane. Teraz to już jest oczywiście gdybanie, ale jestem pewien, że grając 11 na 11 o korzystny wynik byliśmy w stanie powalczyć. Wyeliminowanie Sampdorii dało nam takiego kopa, że hej. Byliśmy tak na ten Manchester niesamowicie zmobilizowani. Ale ugrać coś w dziesiątkę przeciwko Anglikom na tak wysokim poziomie, nie da się.

Potem wyjechałeś do Udinese. Nie kusiło, by zostać we Włoszech?
Mój kontrakt z Udinese do dziś wiąże się z pewnymi nie do końca wyjaśnionymi okolicznościami. Może Marek Koźmiński wie coś więcej na ten temat?

A co, nie utrzymujecie kontaktu? Graliście razem w Udine.
Taki luźny.

To co z tą umową?
Po wygaśnięciu pierwszej drugą miałem zaklepaną na trzy lata, wszystko już było ustalone. Ale że było to tuż po igrzyskach w Barcelonie, prezydent Pozzo wpadł na pomysł zatrudnienia Darka Adamczuka, który z Markiem zdobył olimpijskie srebro. Obowiązywał wówczas limit czterech obcokrajowców i w ostatniej chwili dowiedziałem się, że przychodzi Polak za Polaka. No i na krótko wróciłem do Legii, zagrałem w dwóch spotkaniach, ze Stalą Mielec doznałem kontuzji – Lonia Tereszczenko tak mnie potraktował w kolano, że do dziś mam ślad. Na szczęście obyło się bez operacji, ale przez miesiąc nie mogłem chodzić. W tym czasie przyszła oferta ze Szkocji, ale z rozwalonym kolanem raczej nie miałem co tam szukać. Poprosiłem swojego menedżera, by spróbował ich przekonać, by dali mi czas na powrót do zdrowia. Zgodzili się. Po miesiącu wyjechałem do Szkocji.

A powiedz, co robiłeś, zanim wypłynąłeś jako komentator Eleven? Piotr Czachowski na długo zniknął z piłkarskiego horyzontu.
Wróciłem do swojego Okęcia w 1998 roku po finale Pucharu Polski Aluminium – Amica.

To ten słynny finał. Ty byłeś wtedy piłkarzem Aluminium.
Zgadza się. Smutne było to wszystko, co się wówczas działo na naszych boiskach. No, ale już nie ma co do tego wracać. Tak więc zdawałem sobie sprawę, że ten mecz to ostatnie poważne spotkanie w mojej karierze. Że po nim rozstaję się z wielką piłką i wracam do domu.

A do trenerski cię nie ciągnęło?
W niższych ligach trochę się w to bawiłem. Problem w tym, że dobrze było tylko w momencie podpisywania umów, ale gdy przychodziło do ich dotrzymywania, wyglądało już to inaczej. Za dużo w to wszystko wkładałem, by pozwolić sobie na to, by potem ludzie, którzy wiele obiecywali, stwarzali mi problemy. Krótko mówiąc, zniechęciłem się. Większość działaczy, na których natknąłem się w tych niższych ligach, to oszuści i bałaganiarze. Jak w pewnym momencie podliczyłem, ile na tym straciłem kasy, powiedziałem „pas”. I zajmuję się odtąd tylko pracą z grupami młodzieżowymi. Wystarczy.

Porozmawiajmy jeszcze o naszych kadrowiczach grających we Włoszech. Mało kto wie o nich tyle, ile ty. Zdziwiłeś się, patrząc, w jakim gazie jest Kuba Błaszczykowski w meczu z Serbią, biorąc pod uwagę to, jakie wiosną ma problemy w Fiorentinie?
Nie. Kuba ma za sobą tyle poważnych meczów, że można się było spodziewać, jak bardzo zmotywowany podejdzie do tego spotkania. Był głodny piłki, przygotowany profesjonalnie, więc zagrał znakomicie. Teraz już wszyscy wiedzą, dlaczego Nawałka powołuje go i nadal powinien powoływać, mimo iż Kuba ma problemy z grą w klubie. Facet ma takie umiejętności i bagaż doświadczeń, że mimo iż ma już trójkę z przodu, to wciąż może naszej reprezentacji wiele dać. Myślę, że tym występem Kuba zamknął dyskusję, czy powinien być w kadrze na EURO. Taki ktoś będzie nam we Francji bardzo potrzebny. Nawet jak wypadnie mu rola rezerwowego, to jestem przekonany o tym, że jak wejdzie na boisko i będzie musiał pomóc chłopakom, to pomoże.

Zimą rozmawialiśmy o tym, że Kuba będzie miał w klubie problemy i się nie pomyliliśmy. Ale według ciebie, mógł w tej Florencji wycisnąć coś więcej?
Był taki moment, na początku, jak tylko przyszedł do Fiorentiny, że grał i to bardzo dobrze. Ale wszystko popsuła kontuzja. I myślę, że gdy zimą klub ściągnął Cristiano Tello i Mauro Zarate, Kuba zdał sobie sprawę, że ciężko będzie miał z regularną grą. Tym bardziej, że dotychczasowy jego konkurent Federico Bernardeschi ma świetny sezon. Kuba wiedział, że zostanie odstawiony i że latem trzeba będzie wrócić do Dortmundu i szukać nowego pracodawcy, bo nie czarujmy się, w Borussii też nie znajdzie dla siebie miejsca. Mimo to pokazał, że na EURO na pewno będzie dobrze przygotowany.

Pawła Wszołka zabrałbyś na EURO?
Oczywiście. Ostatnie pół roku miał bardzo udane. Po odejściu z Sampdorii, w której nie dostawał szans od Mihajlovicia, w Weronie się odnalazł. Gra bardzo dobrze, jest jednym z najjaśniejszych punktów drużyny. I mimo że już wiadomo, iż Hellas zleci do Serie B, to myślę, że postawą w tej rundzie Wszołek zasługuje na to, by sięgnął po niego inny klub z Serie A. Jego największym minusem było to, że nie pracował w defensywie. Dlatego miał problemy. Grając na flance, masz działkę do ogarnięcia i z przodu, i z tyłu. Musisz być wszędzie, a on sobie z tym nie mógł poradzić. Do tego musiał nadrobić braki fizyczne i wydolnościowe. Ale dziś okrzepł, złapał wiatr w plecy i zasługuje na dużo lepszą drużynę. I na to, by być w kadrze na EURO. Zresztą kto wie, czy nie zobaczymy go w meczu z Irlandią Północną w pierwszym składzie.

A Piotrek Zieliński to jest chłopak na pierwszy skład reprezentacji?
Ma na to ogromne szanse. Tym bardziej że Mączyński dopiero co wrócił do gry po kontuzji i nie wiadomo, w jakiej za miesiąc będzie formie. Piotrek zrobił w tym sezonie bardzo duży postęp. We Włoszech mówi się, że Pozzo chce za niego 15 mln euro. To najlepiej świadczy o tym, z jakim piłkarzem mamy do czynienia. Jeżeli rzeczywiście ktoś zapłaci tyle za 23-letniego Polaka, to będzie to hit hitów. To już dziś zawodnik bardzo dobrze ułożony taktycznie, wszystko widzący i technicznie grający na najwyższym poziomie.

Na miejscu Kamila Glika zmieniałbyś klub?
Nie. Mimo iż ten sezon ma słabszy niż poprzedni. Zresztą jak całe Torino. Choć w kadrze cały czas gra na bardzo wysokim poziomie. Tak czy inaczej na jego miejscu nigdzie bym się nie wybierał. Chyba że skusi się na jakiś ostatni transferowy strzał. Słyszy się o Besiktasie, który ma kilka groszy do wydania i którego interesuje coś więcej niż faza grupowa Ligi Europy. Mają podobno chrapkę m.in. na Kamila. Na razie Glik dostał w Torino podwyżkę, źle tam nie ma, więc chyba nie powinien niczego zmieniać.

Wojtek Szczęsny powinien zostać w Romie? Bronił regularnie i całkiem przyzwoicie.
Ciągnie go z powrotem do Arsenalu, na Wyspy. To widać. Ale w Romie radzi sobie super. Nie mam takiego kontaktu z ligą angielską, by móc porównać Szczęsnego do Łukasza Fabiańskiego. Słyszę tylko i czytam, że Łukasz też radzi sobie znakomicie. Natomiast jeśli chodzi o Wojtka, to oglądam każdy jego mecz i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to bramkarz wielkiej klasy. Będzie miał Nawałka ból głowy, wybierając między nimi. Dwóch nie wystawi. Jestem bardzo ciekaw, na kogo postawi.

Jacek Kazimierski mówił mi niedawno, że on na miejscu Nawałki rzucałby chyba monetą.
No więc widzisz. Jacek to wie najlepiej, bo przecież z oboma pracował, obu prowadził w kadrze. Tak czy inaczej wygląda na to, że z bramką kłopotów mieć nie powinniśmy. Kto w niej stanie, ten będzie gwarantował najwyższy poziom.

Cionek zaczął wreszcie grać w Palermo.
Rzeczywiście i to bardzo dobrze. Tam był taki deal, że ten prezydent wariat Zamparini miał do trenera pretensje za to, że ten w swoim debiucie wystawił Cionka. Potem Cionek przez dwa mecze nie powąchał trawy. Teraz wrócił do składu i zebrał bardzo pozytywne recenzje. Niewykluczone więc, że jak do końca sezonu Cionek będzie prezentował taką formę, to Nawałka zabierze go do Francji.

Ugramy coś w tej Francji?
Mamy niesamowicie twardy kręgosłup. Byle tylko wszyscy byli zdrowi i w miarę wypoczęci. W związku z tym powiem szczerze, choć nieładnie to zabrzmi, że w rewanżu Bayern – Atletico kibicował będę Hiszpanom. Niech to Atletico wyeliminuje Bayern, niech ten Lewandowski trochę odpocznie, niech się zresetuje. Jestem przekonany, że po takiej intensywności meczów o wysoką stawkę, będzie odczuwał ogromne zmęczenie. On w pewnym momencie nie będzie mógł na piłkę patrzeć. A my na EURO będziemy potrzebować Roberta świeżego i wypoczętego. Tak więc niech Atletico awansuje i gra w finale, a Lewandowski niech odpoczywa i zbiera siły na EURO. Wtedy myślę, że wychodzimy z grupy, w 1/8 finału ogrywamy Szwajcarię, a potem w ćwierćfinale z Hiszpanią gramy o półfinał. Dobry scenariusz?

Bardzo dobry.
No to niech taki się rozegra.

Rozmawiał Krzysztof Budka

Inne artykuły o: Ekstraklasa | Legia Warszawa | Reprezentacja

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli