Piorunujący gol Lipskiego na początek i… falstart! Na dzień dobry z EURO U-21 Polska – Słowacja 1:2

Autor wpisu: 16 czerwca 2017 23:10

Miała być euforia. I była. Przez dwie minuty. Bo Polacy błyskawicznie objęli prowadzenie ze Słowacją. Potem było już gorzej. Mecz zaczynający EURO U-21 na własnych stadionach kończymy wynikiem 1:2. Z rywalem, który w potocznej opinii miał być najłatwiejszym do pokonania w grupie.

Problemu z naszą młodzieżówką nie było do… drugiej minuty meczu inaugurującego EURO U-21 ze Słowacją. W drugiej minucie to była nawet euforia. Bo Polacy to tak ważne, prestiżowe EURO zaczęli na murawie w Lublinie piorunująco. Mariusz Stępiński w środku pola – na skrzydło do Przemysława Frankowskiego – ten do Tomasza Kędziory – genialna wrzutka – Patryk Lipski jak torpeda podrywający się w górę i, potocznie mówiąc, pakujący futbolówkę do słowackiej bramki. Brawo, brawo, brawo.

Jeśli ktoś miał wątpliwości, jeśli komuś kołatało w głowie, że nasza młodzieżowa reprezentacja ma trochę kłopotów, że jednak paru piłkarzy pauzowało w klubach (szczególnie ostatnimi czasy), że jednak kilku nie było – ulubione słowo trenerów – w „rytmie”, to musiał pod nosem sobie bąknąć: „Eee, zdawało mi się. Chłopaki są na medal!” Na medal młodzieżowych mistrzostw Europy, oczywiście.
I jeśli faktycznie ktoś sobie tak bąknął, to… nie powinien w gruncie rzeczy mieć do siebie większych pretensji. Bo kadra młodzieżowa nas przekonywała w ostatnich dniach przed turniejem, że ma w sobie pokłady dobrej energii. Że jest świetna atmosfera, że chłopaki się rewelacyjnie rozumieją, motywują, dadzą z siebie wszystko. A trener Marcin Dorna ma w pełni profesjonalny sztab, jakiego Adam Nawałka by pozazdrościł (niemal). Jak do tego dodać pierwszą perfekcyjną akcję w meczu, jej szybkość i polot – naprawdę jawił się obraz barwnych i smakowitych emocji.

No dobra, tylko obrazy obrazami, a potem trzeba grać następne 88 minut. I tu klapa. Nie wiadomo dlaczego. Bo można sobie podrwić z tego, co powyżej, ale… tak naprawdę było! Te chłopaki nie dość, że piłkarsko całkiem sprytne, to jeszcze pozytywnie nakręcone. Byłem, widziałem.
I nie wiadomo dlaczego ta pierwsza, tak udana akcja, ich… wyłączyła. Zamiast dodać pewności, zamiast nieść jak na skrzydłach, skonfudowała.
– Fajnie, fajnie, ale tak łatwo nie miało być – jakby sobie powiedzieli. – Gdzieś tu czai się podstęp. Acha, nie pójdziemy za ciosem, nie damy się porwać euforii.
No i nie poszli. Strzelili gola na 1:0 i stracili koncept, co mają grać. Za to doskonale wiedzieli, co mają grać Słowacy. Oni nad naszymi mieli tę przewagę, że sprawdzili się w eliminacyjnych bojach. Na osiem wygrali sześć, strzelili 21 goli w 8 meczach w grupie z Holandią i Turcją. – Słowacy musieli przejść przez mecze, których zdawało się, że już nie mają prawa wygrać jak z Holandią od 0:2 do 4:2. To pokazuje potencjał zespołu. Widzieliśmy ich wszystkie mecze z ostatnich dwóch lat i wiemy, że to drużyna, która potrafi walczyć od pierwszej do ostatniej minuty – mówił u nas ostatnio asystent Dorny Andrzej Juskowiak (TUTAJ).

Absolutnie – trzeba przyznać, że sztab trenerski rozpracował tych Słowaków bez pudła. Tu akurat żadnej pomyłki nie było. Słowacy pokazali przez 88 minut od straty gola, że są pewni swego, wiedzą, co mają grać i faktycznie w eliminacjach dojrzeli. Nasi przez 88 od strzelenia, że… nie dojrzeli. Niestety. W meczach towarzyskich graliśmy z naprawdę mocnymi rywalami. Wygraliśmy jesienią Ukrainą, Czarnogórą, przede wszystkim z Niemcami, co nas podbudowało. Wiosną przegraliśmy z Włochami i Czechami, co nas zaniepokoiło.
I to drugie doznanie było bardziej prawdziwe. Słowacy jeszcze w pierwszej połowie wyrównali, po świetnej akcji Jaroslava Mihalika i Martina Valjenta, w której źle zachowali się ci, którzy odpowiadali za czyszczenie naszego przedpola, głównie Paweł Dawidowicz, źle zachował się Bartosz Kapustka, który na radar asekurował to, co działo się za jego plecami na prawym skrzydle Słowaków, źle i Jakub Wrąbel, któremu piłka przeszła pod rękami. Do kompletu i Paweł Jaroszyński, który gdzieś się… zapodział.
Rywale gola na 2:1 wbili po błyskawicznej kontrze Matuša Bero i Pavla Safranko, gdy źle zachował się znów środek defensywy: i Jarosław Jach, i Jan Bednarek – Wrąbel znów tu niczego nie uratował.

W przeciwieństwie do bramkarza Słowaków Adriana Chovana, który w genialny sposób w drugiej połowie wyciągnął uderzenie głową Dawidowicza. Paradoksalnie Polacy najlepiej grali do drugiej minuty, a potem dopiero, gdy już stali pod murem. Okazje mieli i Frankowski i Karol Linetty. Nie trafiali w bramkę. – Wyszła nasza przewaga z meczów eliminacji, których Polacy nie grali – przyznał po meczu selekcjoner Słowacji Pavel Hapal.

Polska przegrywając ze Słowacją postawiła się w bardzo trudnej sytuacji już na początku. W drugim meczu grupy Szwecja zremisowała z Anglią 0:0. Pamiętajmy, że z grupy do półfinałów awansuje tylko zwycięzca. Plus najlepszy zespół z drugich miejsc, ale do tego trzeba mieć bardzo dobry bilans.

Inne artykuły o: Reprezentacja

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli