Piątek trafił nie tylko gola, ale i… kontrakt z Playem! I wszyscy na tym wygrali

Autor wpisu: 21 marca 2019 23:37

Pierwsze zwycięstwo Jerzego Brzęczka w roli selekcjonera przyszło w najlepszym momencie. Statystyki podań i posiadania piłki w meczu z Austrią były dla reprezentacji Polski niekorzystne. To rywale prowadzili grę. Mieliśmy kupę szczęścia, że Marc Janko nie trafił do bramki po uderzeniu głową z trzech metrów i że Wojciech Szczęsny wybronił strzał Davida Alaby w końcówce. Ale to wszystko już nieważne. Bo wygraliśmy po golu niesamowitego Krzysztofa „Pio” Piątka i ze stylu nikt nie będzie Polaków rozliczał. Choć wnioski trzeba wyciągnąć, bo dużo niepokojących rzeczy działo się w Wiedniu.

Czy to był mecz, który – tak przynajmniej liczono – zbuduje tę kadrę, który przyniesie jej przełom? Być może. Bo czasem brzydkie są początki tego, co na koniec jest piękne. Ważne trzy punkty w eliminacjach. I obrazek z Wiednia, że choć w pierwszej „jedenastce” wyszli Lewandowski z Milikiem to gola strzelił wchodzący z ławki Piątek. Zresztą to co ważne: Piątek nie tylko strzela, on ma dużo dobrych kontaktów z piłką. Co zagranie to konkret.
A z tego co udało się dowiedzieć Futbolfejsowi, to nie było ostatnie ważne trafienie napastnika AC Milan w tych dniach. Wróble ćwierkają, że lada moment, Piątek podpisze swój pierwszy duży kontrakt reklamowy w Polsce, z siecią komórkową Play. I ma to sens. Jeśli Piątek to… Play. Czyli panie selekcjonerze: play znaczy grać! Piątek ma grać!
A tak na poważnie, to będzie to kontrakt win-win. Dziś nie wiadomo czy to Piątek ma być szczęśliwy, że ma Playa czy Play ma być szczęśliwszy, że ma Piątka. Obie strony są wygrane, a jak przy okazji wygrywa reprezentacja Polski, to nie mamy nic przeciwko temu.
Piątek i Kamil Grosicki byli bohaterami naszej reprezentacji. Choć trzeba powiedzieć, że „Pio” powinien strzelić jeszcze jedną bramkę, gdy piłkę na tacy wystawił mu Robert Lewandowski. Cała gra ofensywna reprezentacji opierała się na „Grosiku”. Kamil szarpał, szarżował, wrzucał, dośrodkowywał, wykonywał rożne. Duże brawa. Szkoda, że koledzy się do niego nie dostosowali poziomem.
Bo bądźmy szczerzy: liczyliśmy, że zobaczymy reprezentację Polski, która będzie zupełnie inna niż ta, którą nam Jerzy Brzęczek pokazał jesienią. Wtedy „Biało-czerwoni” nie dość, że grali słabo, to na dodatek nie przypominali zespołu. Kompletną klapę w Lidze Narodów wytłumaczono tym, że to był jedynie poligon doświadczalny, czas eksperymentów i wręcz trzeba było popełniać błędy, żeby zbudować na wiosnę nową drużynę. W ten sposób Jerzy Brzęczek i PZPN sami postawili się pod ścianą. Stało się jasne, że w razie niepowodzenia żadne usprawiedliwienia nie będą akceptowane.
Tymczasem zaczęliśmy w Wiedniu bardzo słabo i mało odważnie. Jakby reprezentacji Polski zabrakło wiary we własne siły, jakby w głowach zawodników został lęk, że w eliminacjach do mistrzostw Europy 2020 jesteśmy w stanie pokazać jedynie to samo, co graliśmy jesienią w Lidze Narodów.
Bagatelizowanie jesiennych niepowodzeń miało ten efekt uboczny, że nawet sami reprezentanci nie wiedzieli na co ich stać. Stąd pewnie ten dygot łydek z początku meczu, chaos i panika.
A przecież przed meczem w Wiedniu przyjęto nową taktykę. W drużynę – a może jednak w kibiców – starano się tchnąć nową wiarę. Selekcjoner mówił, że ma silną zespół i piłkarzy w formie. Zbigniew Boniek podkreślał publicznie, że liczy iż zobaczy w oczach piłkarzy prawdziwy entuzjazm, którego na próżno szukał u reprezentantów podczas mundialu w Rosji.
No, ale w Wiedniu – przez całą pierwszą połowę meczu – nic wspólnego z entuzjazmem zobaczyć nie mógł.
Austriacy od początku mocno nas przycisnęli. Szczęsny interweniował w pierwszych 10-ciu minutach więcej razy niż sam się tego mógł spodziewać. W tym raz odbił z wielkim trudem silną „bombę” Marcela Sabitzera. Tomasz Kędziora nie radził sobie zupełnie na prawej obronie z Alabą, któremu zostawiał zbyt dużo miejsca. Od razu pojawiła się wątpliwość, czy nie lepiej na prawej obronie było wystawić Bartosza Bereszyńskiego i mieć przynajmniej jeden silny bok defensywy. Bo tak (z „Beresiem” z konieczności na lewej obronie) zamiast przynajmniej jednej silnej strony, mieliśmy dwie co najwyżej średnie. Z przerażeniem patrzyliśmy na to, jak Kędziora pozwala Alabie na uderzenia z dystansu, wiedząc, że facet ma młot w lewej nodze.
Szkoda Bereszyńskiego na lewą obronę. I to powinien wiedzieć Brzeczek już po nieudanej próbie takiego ustawienia „Beresia” choćby po meczu z Czechami w Gdańsku.
Właściwie to nie wiadomo dlaczego tak bardzo daliśmy się Austriakom stłamsić, skoro było widać, że wystarczy ich trochę przycisnąć i od razu się gubią. – To nie są europejskie gwiazdy, to tylko reprezentacja Austrii – dziwił się komentujący mecz dla Polsatu Artur Wichniarek. – Dlaczego nie gramy wyższym pressingiem, pewnie Austriacy kopali by piłkę w aut – wtórował mu Mateusz Borek.
Niewiele dobrego da się powiedzieć o grze Polaków w pierwszych godzinie gry. Panika, brak składnych akcji, niepotrzebne faule (Kędziora i Krychowiak), niedokładności. Daleko od rywali (zbyt daleko) grał nasz defensywny pomocnik Grzegorz Krychowiak. Raz nawet Arnautović założył mu bezczelnie – blisko naszej bramki – siatkę… No niby mieliśmy zobaczyć w kadrze „nowego” Krychowiaka, takiego „odbudowanego”, ale nic z tego. Ten nowy ciągle pachnie – nieładnie – starym… Do niego się dostosował, niestety, Mateusz Klich. Duże rozczarowanie.

Przed meczem w Wiedniu dużo było czarowania, zastrzegania się, asekurowania, że Austria to wymagający przeciwnik, ale było w tych wypowiedziach coś nieprawdziwego. Bo co prawda nazwiska Davida Alaby (Bayern Monachium) czy Marko Arnautovicia (tylko West Ham) robiły oczywiście wrażenie, ale – bądźmy szczerzy – reszta podstawowej jedenastki, dla zwykłego polskiego kibica to grupa kompletnych „nonejmów” – czyli nikt o nich nie słyszał. Tym bardziej, że przy ekipie gospodarzy, to raczej nasza kadra prezentuje się jak drużyna gwiazd!
Dlatego opowieści Jerzego Brzęczka na konferencji prasowej o tym, że to Austriacy są faworytem do wygrania grupy, trzeba traktować jedynie jako próbę zdjęcia presji z naszych reprezentantów. I nic więcej.
Franco Foda, selekcjoner Austriaków, tylko uśmiechnął się, gdy się dowiedział się, że Jerzy Brzęczek to zespół gospodarzy obdarzył mianem faworyta. – Nie, to Polacy są faworytem, ale faworyt nie zawsze musi wygrać. My musimy zniwelować przewagę rywala nastawieniem mentalnym, musimy zrobić to w naszych głowach  – mówił trener Austrii.
Oznaczać to mogło tylko jedno: że Austriacy będą walczyć jeszcze więcej niż zwykle (choć wydawało się to już niemożliwe, gdyż i tak są uważani za super „walczaków”), bo tylko tak mogą zniwelować braki w stosunku do naszej reprezentacji. Okazało się, że do walki dołożyli coś jeszcze: wyższą od nas kulturę gry. Co było jednak zaskoczeniem.
Odtrąbiono też powszechnie, że Jerzy Brzęczek ma teraz silniejszą kadrę niż miał Adam Nawałka, choć to teza kontrowersyjna, choć przyjęto ją z nieco durnym zachwytem. Bo przecież Nawałka miał jeszcze Łukasza Piszczka na prawej obronie i Macieja Rybusa na lewej, gdzie akurat Brzęczek musi „szyć” i szukać rozwiązań zastępczych. To prawda, że Nawałka nie miał Krzysztofa Piątka, ale Brzęczek wystartował z nim tylko na ławce. Jedyną prawdziwą przewagą nad mundialową drużyną Nawałki jest to, że dzisiaj piłkarze są niemal ci sami, ale w dużo lepszej niż w czerwcu formie. I chodziło tylko o to, żeby ich wysoką dyspozycję z klubów powtórzyć w reprezentacji.
Czy to się udało? Na pewno w przypadku Kamila Grosickiego i Wojciecha Szczęsnego. Ale jestem pewien, że od reprezentacji Polski możemy wymagać więcej. Słaby Kędziora, bezbarwny Milik, mniej widoczny pod bramką rywali Lewandowski, choć harował dla drużyny. No i jednak zawiodła cała linia pomocy, gdzie przegraliśmy walkę o środek boiska.
Teraz powinno zejść ciśnienie, stres i presja z reprezentacji Polski. Dlatego mamy prawo wymagać by w niedzielę na Narodowym, w spotkaniu z Łotwą, nasi pokazali także trochę dobrego futbolu.
Po to go wymyślono.
Aha i  w niedzielę przeciwko Łotwie w pierwszej „jedenastce” musi zagrać Piątek. Inne rozwiązania uznam za sabotaż.

Inne artykuły o: Reprezentacja

  • ursynów

    To nie był Wiedeń anno domini 1683 roku, to nie była polska husaria. Brzęczek to nie Sobieski, Austria to nie armia osmańska Karego Mustafy.Ale taki mamy klimat. Nie ma co się oszukiwać,że nagle ta reprezentacja będzie prezentowała się lepiej niż na Mundialu.Niby dlaczego? Większość w tej reprezentacji stanowi zaciąg mundialowy. Gwiazdy reprezentacji prezentują formę taką jak w klubach, czyli przeciętną. Trzej panowie K: Klich, Kędziora, Krychowiak- wczoraj pozorowali,że grają.Ale może na więcej ich nie stać. Brak pomocy- nie ma lepszych?No to odpowiedź przyszła z Anglii(cudo gol Szymańskiego i jaka gra).Lewandowski ciągle nie może się odnaleźć.Po raz kolejny mamy szczęście w losowaniu.Choć może się okazać,że największym rywalem Polski będzie Macedonia! Na razie mamy 3 punkty i to jest jedyny pozytyw tego meczu.Trafnie podsumował grę reprezentacji redaktor Kołodziejczyk z Wirtualnej- zlepek piłkarzy. Czy Brzęczek coś z tego sensownego ulepi? Wątpię- znowu będą grać – niedysponowany Milik, beznadziejny Glick i trzej panowie K. Ale może ma redaktor rację, że to będzie mecz na przełamanie. A Piątek w niedzielę strzeli w Warszawie kolejne gole(no bo Milik nie jest w stanie).Wszystko jest możliwe-mamy nowego idola Piątka, który strzela w czwartek .

  • smutas

    Mecz słaby, nasza reprezentacja prezentowała formę do jakiej zdołała nas przyzwyczaić o ostatnim okresie. Owszem są rodzynki : Szczęsny, Grosicki,Piątek.Swoją grą nie zachwycili Lewandowski i Glick, nieźle zagrał Bednarek. Ale Zieliński w dalszym ciągu jest bezbarwny. A Milik i Kędziora słabizna. Racja odnośnie Bereszyńskiego, to nie jego pozycja. W meczu z Łotwą, może warto w bój posłać Żurkowskiego.No bo kiedy go sprawdzić?Jest tak zimowo ,nie wszyscy obudzili się z zimowego snu, a tu wiosna już panowie i trenerze Brzęczek.

  • Wiesiek Kamiński

    znowu ogramy ogórki i na M.E. jak trafimy na dobre ekipy będzie kolejne rozczarowanie !

    • meriva

      Trafne spostrzeżenie,gra polskiej drużyny to taka ogórkowa mizeria.

  • anna

    Kontrakt z Playem Piątka – to chyba jedyna pomyślna wiadomość po tym meczu.Play reprezentacjo.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli