Nawałka wie jak leczyć, żeby z kataru nie zrobić przeziębienia

Autor wpisu: 18 czerwca 2016 08:15

Gdy już opadł kurz bitewny i ostudziliśmy emocje po meczu Polski z Niemcami, możemy na chłodno zastanowić się, jaka z tego spotkania płynie nauka i jakie możemy wyciągać wnioski. Po beczce miodu czas na małą łyżeczkę dziegciu. Warto ożywić dyskusję wokół reprezentacji, samo kadzenie do niczego dobrego nie zaprowadzi.

Cisza, spokój, stonowanie, skromność. Bez euforii, hurraoptymizmu, sodówki. Tak wygląda reprezentacja Polski po remisie z Niemcami i niemal zapewnieniu sobie awansu do 1/8 turnieju. Trochę żartów w samolocie, dowcipów w wywiadach (Krychowiak o Lewandowskim: „ma tyle samo goli na EURO co ja”) i jedna śmielsza wypowiedź – ale też sprzedana dowcipnie – Wojtka Szczęsnego: „Wyleczę się na półfinał!”.
W La Baule, w studio Polsatu (duże brawa dla tej stacji, za to jak „opakowuje” EURO) Marek Koźmiński tak skomentował słowa naszego bramkarza: – Nikt nam nie zabroni mieć pięknych marzeń.
Wiceprezesa PZPN zawsze miło posłuchać, bo wie, co to klasa. Koźmiński również wypowiadał się w nurcie narzuconym przez Zbigniewa Bońka: spokojnie, nic się jeszcze nie stało.
Może to i dobrze, że tonujemy emocje, bo jak powiedział Kuba Wawrzyniak, jeśli wyjdziemy z grupy, to dopiero będziemy w najlepszej szesnastce mistrzostw Europy, a przecież w tej szesnastce byliśmy już i w 2008, i w 2012 roku.
Rzeczywiście lepiej jak dobrze o nas będą mówili inni. I to jak najdłużej. A zatem popatrzmy.

 Co warto poprawić?

Wszyscy pamiętamy ten pierwszy, zły kwadrans, gdy Niemcy nas przycisnęli i Polacy wyglądali na przestraszonych. Pomeczowa diagnoza Roberta Lewandowskiego była trafna i trzeba tylko z tej uwagi skorzystać. – Zaczęliśmy ze zbyt dużym respektem dla Niemców, nie możemy tak wchodzić w mecz – irytował się „Lewy”.
Nic dodać, nic ująć. Jeśli mamy w turnieju zakręcić się gdzieś koło strefy medalowej, to nie może nam brakować odwagi. Tym bardziej że prawie nikt na tym turnieju – przynajmniej do tej pory – nie pokazał takiej siły, żeby się trzeba było go bać. Nikt, może poza Hiszpanią. Ale ta pokazała moc w w meczu z beznadziejnymi i rozczarowującymi Turkami. A zatem: Polacy, odwagi!
Cieszy fakt, że defensywa, która przed turniejem była wskazywana jako najsłabsza strona biało-czerwonych, spisuje się zaskakująco dobrze. Nie tylko nie straciliśmy gola, ale także imponujemy organizacją gry obronnej. Pomocnicy wspierają defensorów, podwajają, pracują. Widać, że drużyna jest zjednoczona wokół hasła: odpowiedzialność!
Michał Pazdan był najlepszym piłkarzem biało-czerwonych na Stade de France. Gdzie by Niemcy nie kopnęli piłki, tam Pazdan już był. Imponujące. Tym bardziej że mówimy o piłkarzu, który był wskazywany przed turniejem jako najsłabsze ogniwo. Zaskoczył wszystkich pozytywnie. No, może nie wszystkich, bo zdaje się, że Nawałka widział w nim ten potencjał dwa lata temu. Nie mylił się. Tak jak nie mylił się co do Krzysztofa Mączyńskiego czy Bartosza Kapustki. Selekcjoner ich zbudował – to jest najlepsze określenie. Czapki z głów przed panem Adamem!
Pochwaliliśmy defensywę, ale…

Gorzej z ofensywą!

Po zespole, który strzelił 33 gole w eliminacjach, można spodziewać się więcej. Nie chodzi tylko o to, że zdobyliśmy zaledwie jedną bramkę, ale także o fakt, że w meczu z Niemcami nie oddaliśmy celnego strzału.
Nie ma sensu robić problemu z tego, że Arek Milik trochę się przyblokował, ale pewnie jakaś rozmowa otwierająca głowę napastnika Ajaksu z trenerem Nawałką by się przydała. Taka ojcowska pogawędka tych dwóch panów pomogła Milikowi po meczu z Gibraltarem, który otwierał eliminacje. Wtedy selekcjoner zapytał Arka wprost, czy ma zamiar poważnie traktować swoją karierę. Dzisiaj ten ton nie jest potrzebny. Bardziej przyda się afirmacja, dodanie wiary, zapewnienie o niezmiennym zaufaniu trenera. Coś, co chłopaka trochę odblokuje. Bo jak sobie przypomnimy tę zepsutą sytuację z początku meczu z Holandią w Gdańsku (strzał z bliska w poprzeczkę), zmarnowane sytuacje z Irlandią Północną i teraz z Niemcami, to problem ewidentnie jest. Bo przecież Arek – z czterema bramkami na koncie – mógłby być już liderem klasyfikacji strzelców na EURO. Bo co najmniej tyle miał okazji. Ale Adam Nawałka jest jak dobry lekarz – najlepiej wie, jak leczyć, żeby z kataru nie zrobić przeziębienia.
Czekamy także na to, aż odpali Robert Lewandowski. Na razie haruje i poświęca się dla drużyny. Ale na końcu napastników rozlicza się z bramek i wszyscy czujemy, że za chwilę „Lewy” pokaże, co potrafi. Mecz z Ukrainą to dobra do tego okazja.
Ale żeby nastąpiła poprawa skuteczności, musimy poprawić także organizację gry w drugiej linii. Zagrożenie pod bramką rywali stwarzamy najczęściej po akcjach skrzydłami. W środku umiemy blokować przeciwnika, ale z rozegraniem jest słabiej. Akurat za ten element Krychowiak i Mączyński chwaleni nie są. Ostatni mecz w grupie, który nie jest spotkaniem o życie, jest szansą dla dublerów. Warto by się przekonać, czy np. Piotr Zieliński jest w stanie poradzić sobie z presją i odpowiedzialnością za prowadzenie gry ofensywnej Polaków. Jeśli mamy tego chłopaka odzyskać dla reprezentacji przed pucharową fazą turnieju, to trzeba dać mu dźwignąć ten ciężar w meczu z Ukrainą. Dużo nie ryzykujemy.

Inne artykuły o: Euro 2016 | Polecane | Reprezentacja

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli