Co nas nie zabije, to nas wzmocni… Cały festyn uratował nam Zieliński

Autor wpisu: 27 marca 2018 23:09

Miało być święto futbolu w Chorzowie i było! Cały festyn uratował nam Piotr Zieliński, który w drugiej minucie doliczonego czasu gry pięknym golem z dystansu odpowiedział na dwa „sztylety” Koreańczyków w końcówce meczu. Takie zwycięstwo tej reprezentacji bardzo się przyda. A jeszcze bardziej przyda się „Zielkowi”, bo zamknie usta tym, którzy bajdurzą, że nie dojrzał do prowadzenia gry reprezentacji Polski. Jeśli on nie dojrzał, to nikt nie dojrzał…

Strzelcy goli: Lewandowski, Grosicki, Zieliński nie są przypadkowi. To oni mają poprowadzić do sukcesów kadrę w Rosji. Każdy z nich jest na innym etapie kariery, ale tej drużynie na mundialu potrzebni będą wszyscy trzej. Oni to muszą wziąć na klatę. Nie ma się co oglądać na innych.

Selekcjoner Adam Nawałka zawsze podkreśla, że zwycięstwa są ważne, ale najważniejsza jest wartość szkoleniowa. Kibic jednak – po tym jak wcześniej reprezentacja nie wygrała żadnego z trzech ostatnich meczów i na dodatek nie strzeliła w nich gola – potrzebował przede wszystkim uspokojenia. Że jest dobrze, że kłopoty są chwilowe, że nie samego Lewandowskiego mamy w kadrze, tylko zespół. I co? Mamy? Mamy. Są lepsze i gorsze momenty, są przebłyski i cienie. Nie ma podstaw do lamentu. Na złapanie stabilizacji jest jeszcze trochę czasu. Najważniejsze, że są podstawy do optymizmu, bo po meczu z Nigerią takiej pewności wcale nie było.

Eksperci głowili się, po jaką cholerę Nawałka znów tłucze system gry trzema obrońcami, ale zwykłego kibica jednak bardziej interesowało, co takiego dzieje się z Kamilem Grosickim. Bo od dwóch-trzech sezonów jest to piłkarz dla reprezentacji – jeśli ta ma odnosić sukcesy – niezbędny. Ale oczywiście niezbędny jest „Grosik” w formie: przebojowy, nieprzewidywalny i dziki! Tymczasem Kamil tak pogmatwał sobie sytuację klubową, że dziś w Hull City albo nie gra, albo gra słabo, albo się leczy. Nawałka – przy pomocy dietetyka i trenera przygotowania fizycznego – próbują „Grosika” przywrócić do świata żywych. Mecz z Koreą pokazał, że ta praca ma sens. Kamil kilka razy – z charakterystycznym dla siebie chaosem w poczynaniach – szarpnął. Raz wyszło, raz nie wyszło, a raz – w 39. minucie gry – sknocił sprawę strasznie, gdy po podaniu „Lewego” uciekł obrońcom Korei, ale piłkę – zamiast zdrowo uderzyć – tylko klepnął w ręce bramkarza.
Jednak Nawałka każe mu próbować i próbować. Grać na dużym stopniu ryzyka i nie zniechęcać się niepowodzeniami. I „Grosik” rzeczywiście próbuje do skutku. Jeszcze pierwsza wrzutka do „Lewego” nie skończyła się golem, bo uderzenie z głowy napastnika Bayernu obronił bramkarz rywali, ale po chwili Grosicki spróbował znowu. Tym razem Robert się już nie pomylił.
To dodało pewności Grosickiemu, któremu jak idzie, to czuje się królem stadionów. Gdy drugi raz wyszedł sam na sam z bramkarzem, wytrzymał ciśnienie i zdobył swojego gola. Asysta, bramka, czyli.. bohater!
I teraz co? I teraz się właśnie robi najniebezpieczniej. Bo Kamil – jeśli mamy mieć z niego pociechę na mundialu w Rosji – musi ciężko, przez trzy najbliższe miesiące – pracować, a nie upajać się sławą i własną wielkością. Jeśli chce uciec z Hull City w sensowne miejsce – musi w Rosji zagrać dobry turniej. Kadra potrzebuje mocnego Kamila. Kamil potrzebuje pokory i rozsądku. Czy to się poskłada?

Już samym wyjściowym ustawieniem selekcjoner pokazał, że mecz w Chorzowie to ważne – ale jedynie – manewry. I jeszcze czas na eksperymenty.
No bo trzech legionistów w podstawowym składzie? Część kibiców z Łazienkowskiej, patrząc na wyjściowe zestawienie, mogło się co najmniej mocno zdziwić. Michał Pazdan – co sam uczciwie przyznaje – jest bez formy w klubie od początku rundy wiosennej, Krzysztof Mączyński zdjęty w meczu Legii z Wisłą po 45 minutach. A Artur Jędrzejczyk w tamtym spotkaniu nawet nie podniósł się z ławki rezerwowych.
Tyle że Nawałka ma swoje myślenie. I swoich faworytów. Wyborami Romeo Jozaka się nie przejmuje. W Chorzowie okazało się, że selekcjoner miał rację. Bo legioniści nie zawiedli. Tak jak Grosicki – lepiej grają w kadrze niż w klubie. Pazdan twardy, pewny, wracający na właściwe tory. Mączyński zaliczył asystę przy golu „Grosika”, a „Jędza” też plamy nie dał, choć został wystawiony jako wahadłowy, boczny obrońco-pomocnik. Przed spotkaniem trudno było ze spokojem przyjąć to akurat rozwiązanie selekcjonera, ale w meczu się ono obroniło.
Jednak szczerze mówiąc, jeśli któryś z polskich obrońców ma predyspozycje, by dynamicznie biegać przy linii i celnie centrować, to raczej Łukasz Piszczek. Ale obrońcę z Dortmundu Nawałka oszczędzał. „Piszczu” zagrał oba mecze jako jeden z trzech obrońców i nie były to występy, o których będzie opowiadał wnukom przy kominku. W spotkaniu z Koreą zaliczył jedną poważną stratę i dwa razy mu uciekł Lee Jae-sung, wychodząc sam na sam ze Szczęsnym. Ale mniejsza z tym, co w defensywie, bo szkoda ofensywnego potencjału Piszczka przywiązanego tak mocno do obrony. Ten pomysł Nawałki kompletnie mnie nie przekonuje. Wierzę, że selekcjoner nie bierze go poważnie pod uwagę, a chciał tylko Łukasza oszczędzać przed wymagającą końcówką sezonu.

Po raz pierwszy w naszej reprezentacji zagrał Ukrainiec z polskim paszportem Taras Romanczuk. Kiedyś Zbigiew Boniek pokpiwał z kadry Franciszka Smudy i ówczesnego PZPN, że w sposób sztuczny naturalizuje się obcokrajowców, by zrobić z nich kadrowiczów. Dziś nie tylko na to przywala, ale wręcz sam dzwonił do Romanczuka
Dziś sam Boniek chwali się – uwaga cytat! –„Jesteśmy federacją, która wszystko robi dobrze”. Chciałoby się zapytać, to co się stało, że ta perfekcyjna federacja nie jest w stanie wychować – nie czarodzieja futbolu – ale zaledwie defensywnego pomocnika, tylko musi go „podprowadzić” Ukrainie?
Odpowiedzi nie ma. Bo ci, którzy wcześniej ujadali, że w reprezentacji grają „farbowane lisy”, nagle ujadać przestali. Ukrainiec z orłem na piersi już im nie przeszkadza. Widać zasada „Kali ukraść krowy – dobry uczynek” nadal obowiązuje.
A jak zagrał Romanczuk? Bardzo przyzwoicie. Rolę ma jasno określoną. Ma wskoczyć w buty po Tomaszu Jodłowcu, czyli fizycznie podwyższyć linię pomocy, w której jedynie Krychowiak imponuje wzrostem (swoją drogą ciekawe, co „Krycha” o tym transferze Romanczuka do reprezentacji myśli). Bo Krzysztof Mączyński, Piotr Zieliński czy choćby Jacek Góralski w walce w powietrzu są bezużyteczni. Romanczuk ma wygrywać głowy, ma dobrze bronić i atakować przy stałych fragmentach. No i odbierać piłkę, co robi nieźle w lidze, z tym że warto pamiętać, że to, co wystarcza na ekstraklasę, może nie wystarczyć na mistrzostwa świata. Inną kwestią jest pytanie, czy Romanczuk jest aktualnie w swojej szczytowej formie? W meczu z Lechem w Poznaniu jego Jagiellonia została rozbita w puch, a defensywny pomocnik zespołu z Białegostoku snuł się po boisku, był niemrawy w odbiorze, nie istniał w ofensywie.
Ale wiadomo było, że Nawałka musiał go sprawdzić teraz, jeśli chce go zabrać na mundial do Rosji. Romanczuk dał radę. Bez cudów, ale sportowo się obronił.

Poza strzelcami goli wyróżnił się Maciej Rybus. Jest silny, szybki, potrafi szarpnąć, wygrać pojedynek na skrzydle.
Martwić musi ta łatwość tracenia goli, ale chciał mieć Nawałka materiał do analizy, to ma. Bo że nie wszyscy do reprezentacji pasują, to wiemy. W Chorzowie odbywała się też selekcja negatywna. Kilku chłopaków przegrało swoją szansę.
Byliśmy o krok od wypuszczenia zwycięstwa. Ale wygraliśmy, czyli co nas nie zabije, to nas wzmocni.

Inne artykuły o: Reprezentacja

  • ursynów

    Polska wygrywa efektownie z Koreą Płd.- oznajmia Przegląd Sportowy.Chyba redaktor ,,troszeczku „przesadził. Efektownie to wygrywał Stoch.Tu wymęczona wygrana, ze słabą drużyną.Owszem kilku graczy zagrało przyzwoicie, niektórzy jak Grosicki nadspodziewanie dobrze.Ale tylko wynik jest dobry,tę ekipę czeka dużo pracy.Pisze redaktor,że legioniści nie zawiedli, no fakt wypadli lepiej niż w meczach ligowych, ale to nie ta forma co kiedyś. Nie wierzę,że Pazdan i Jędrzejczyk będą tak grali jak jak na Euro.Ale może się mylę.Podobał mi się Rybus,może to wpływ zmiany stanu cywilnego? Taras był lepszy niż Krychowiak,ale jedna jaskółka wiosny nie czyni.Co nas nie zabije, to nas wzmocni tako rzecze Fryderyk Nitzsche. Mnie bardziej do dzisiejszego meczu pasuje inna jego myśl,,Świat rzeczywisty jest o wiele mniejszy niż świat wyobraźni”. Na dzień dzisiejszy trzeba mieć dużo wyobraźni by ta drużyna osiągnęła sukces na Mundialu.Ale cuda się zdarzają, a ja pewnie nie mam wyobraźni.

Inne w tej kategorii

Inne Reprezentacja Mierzejewski z nagrodą!

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli