Marcin FEDDEK: Czasem łapię się na tym, że mówię jak Adam Nawałka

Autor wpisu: 20 listopada 2016 16:07

Marcin Feddek, reporter Polsatu Sport, jedyny dziennikarz, który przez trzy lata mógł oglądać wszystkie treningi reprezentacji Polski Adama Nawałki, napisał książkę. „Dekalog Nawałki” pojawi się w księgarniach 7 grudnia, a mu już dziś rozmawiamy z autorem. Feddek opowiada o tym, co przeczytamy w książce, ale też zdradza nam kulisy jej pisania.

FUTBOLFEJS.PL: Zaryzykowałeś coś, pisząc tę książkę? 
MARCIN FEDDEK: To się dopiero okaże. Nie wiem, jak zareagują zawodnicy, nie wiem, jak zareaguje sztab szkoleniowy. Ale jestem spokojny, bo wiem, że rzetelnie opisałem historię tej reprezentacji.

W kilku zdaniach: o czym jest „Dekalog Nawałki”?  Prezes PZPN Zbigniew Boniek napisał w recenzji na okładce: „Nie szukajcie tu sensacji ani publicystycznych fajerwerków…”.
Książka jest o piłce, o taktyce. Jak była budowana drużyna, na co selekcjoner kładł największy nacisk. Jeśli ktoś takie rzeczy lubi, to będzie dla niego ciekawa. Inspiracją była dla mnie książka „Herr Guardiola”, którą napisał Marti Perarnau. Autor spędził z Hiszpanem rok, oglądał treningi, rozmawiał z trenerem. Czytałem ją i pomyślałem, że wiem o Nawałce tyle samo, albo jeszcze więcej. Często znajomi pytali mnie po meczach: jak Adam Nawałka to zrobił, że stworzył taki zespół, który potrafi dominować, grać w piłkę. Stąd pomysł: wytłumaczyć ludziom, jak ta drużyna była budowana od początku. Każdy mecz jest inną historią. Książka opowiada o pewnym zbiorze zasad, których trzeba przestrzegać, żeby u tego selekcjonera zaistnieć. Dlatego umownie zatytułowałem książkę „Dekalog Nawałki”. Mateusz Borek napisał w recenzji na okładce, że to jest kompendium wiedzy o tej reprezentacji.

Bałeś się pisania? Na co dzień posługujesz się mikrofonem, mówisz przed kamerą.
Do jej napisania namówił mnie Romek Kołtoń. Mówił: napisz, dasz radę. Ale w trakcie stwierdziłem, że porwałem się z motyką na słońce. Szanuję ludzi, którzy piszą o piłce i wiem, jak ciężko jest napisać fajny tekst, który będzie się dobrze czytał. Natomiast wiedzę miałem olbrzymią i doszedłem do wniosku, że fajnie by było kibicom to wszystko opowiedzieć. Napisałem konspekt, wstęp, zaniosłem Adamowi Nawałce. Usiedliśmy, pogadaliśmy. Zapytałem Adama: dla kogo Ty to robisz, dla kogo pracujesz? Przecież nie dla żony. On mówi: dla kibiców. No to pozwól mi to zrobić. Odpowiedział, że jeśli ktoś ma napisać taką książkę, to najlepiej, żebym zrobił to ja. Pomysł pojawił się w połowie eliminacji, zacząłem pisać w styczniu tego roku. Wyszło 438 stron. Nadal jestem w szoku.

Nie jest to autobiografia Nawałki, a ty nie byłeś tak zwanym ghostwriterem, więc nie musiałeś selekcjonera pytać o zdanie.
Nie musiałem, ale chciałem być fair. Dostałem od trenera zgodę na oglądanie zamkniętych treningów, więc ja też chciałem być w porządku. Poza tym była umowa z Adamem, że jeśli czegoś potrzebowałem, czegoś nie wiedziałem, albo nie rozumiałem, to mogłem po treningu podejść do niego i zapytać. Na początku współpracy ustaliliśmy, że to, co widzę, co wiem, mogę wykorzystać jedynie po meczach. Przez trzy lata udało się wytrzymać. Nie było łatwo, bo wiadomo, że znajomi próbowali ciągnąć mnie za język. Nie wszyscy o tym wiedzieli, ale gdzieś w połowie eliminacji wydało się, że zostaję na treningach. Moi koledzy w Polsacie wiedzieli oczywiście od początku.

Rozumiem, że selekcjoner czytał już książkę, która właśnie wysłałeś do druku?
Tak, miał do niej wgląd, ale nie wtrącał się do treści. Podkreślał, że to moja książka. Jedyne jego uwagi dotyczyły detali w ćwiczeniach, bo Adam jest w tych sprawach bardzo skrupulatny. Na przykład napisałem, że przed meczem X na treningu była gierka w kwadracie 9 metrów na 9, a Adam mnie korygował i mówił: nie, nie, graliśmy 12 na 12. Ja mówię: przecież to nic nieznaczący szczegół. Jednak selekcjoner przekonywał, że wszystko jest ważne. Taki właśnie jest w codziennej pracy.

A propos ciągnięcia za język, przed meczem ze Słowenią Futbolfejs.pl jako jedyny podał prawidłowy wyjściowy skład naszej reprezentacji. Selekcjoner podobno się trochę wkurzył. Masz alibi, że to nie ty nam powiedziałeś?
Tak, mam – nie było mnie we Wrocławiu. Adam wychodzi z założenia, że nie należy pomagać przeciwnikom, nawet przed meczem towarzyskim. Chociaż wie, że przedmeczowe treningi są obserwowane. Kilka razy na meczach wyjazdowych widziałem ludzi w lożach za zaciemnionymi szybami. Dlatego na oficjalnych treningach inaczej ustawia drużynę niż później w meczu.

Jak udaje ci się nie zdradzać składu kolegom z Polsatu: Mateuszowi Borkowi, Romanowi Kołtoniowi?
Kiedyś z Romkiem mieliśmy na tym tle małą scysję, ale szybko rozeszło się po kościach. Było Euro, były emocje wszyscy już też byliśmy chyba sobą w pewnej chwili zmęczeni. Generalnie koledzy znają zasady, na których funkcjonuję w kadrze. Wiem, co mogę powiedzieć, a czego nie mogę. Tego się trzymałem przez trzy lata. Wiedzę, którą zdobywałem, używałem w analizach.

Selekcjoner miał do ciebie pełne zaufanie od początku?
Przed meczem z Niemcami we Frankfurcie Adam chciał mi zabronić oglądania treningów. Powiedział, że bardzo mu zależy, żeby nie wyszły żadne informacje, więc może lepiej, żebym nie przychodził na treningi. Obawiał się, że dziennikarze będą na mnie wywierali presję, a ja nie wytrzymam. Zapewniłem, że nic nie wyjdzie i zgodził się na moją obecność.

Od tamtej pory trener nie ma już żadnych wątpliwości?
Nie wiem, jak to będzie wyglądało dalej. Mam nadzieję , że nic się nie zmieni.

Załącznik pocztowy-1

fot. Łukasz Grochala

W książce opisujesz treningi…
Pamiętam pierwsze zajęcia Nawałki. Nie mogłem uwierzyć, że ćwiczy z reprezentantami takie rzeczy jak z juniorami młodszymi: przyjęcie piłki, podanie. Przerywał zajęcia, żeby zwrócić uwagę Błaszczykowskiemu czy Krychowiakowi: zagraj mu piłkę na dobrą nogę. Zaczął od podstaw. I tak było przez pół roku. Byłem w szoku, a reprezentację obserwuję mniej więcej od 2000 roku. Zazwyczaj była taktyka, schematy, a Adam zszedł do elementarza piłkarskiego. I pewne rzeczy z tego elementarza do dziś nie zniknęły na treningach. Dokładność podania, koncentracja – nigdy tego nie odpuszcza. I wciąż po źle zagranej piłce przerywa zajęcia. W sumie nie dziwię się, że nastąpił w kadrze ten mały…

…epizod hotelowy?
Dokładnie. Nawałka przez trzy lata trzymał tę drużynę w strasznych ryzach. Nie toleruje, gdy ktoś olewa. Pierwszym, który odpadł, był Adrian Mierzejewski. Nawałce nie spodobało się jego podejście. Niewiele brakowało, a wyleciałby Krychowiak. Była z nim długa rozmowa, o czym piszę zresztą w książce. Nawałka nie cierpi nonszalancji, niechlujstwa. Za to od razu jest ostra reakcja, nie ma zmiłuj. On jest zupełnie innym człowiekiem podczas zamkniętych treningów niż ten, którego znamy z obrazków kręconych podczas rozgrzewki czy rozmów z dziennikarzami. Jest bardzo wymagający.

Tym zdobył respekt piłkarzy?
Szacunek zdobył przede wszystkim tym, jak wszystko jest zorganizowane. Gdybyś był zawodnikiem, przyjechał na zgrupowanie i powiedział: chcę się czegoś dowiedzieć o tym przeciwniku, to zaraz idziesz do pokoju, w którym Hubert Małowiejski (szef banku informacji) daje ci dziesięć płyt z różnymi fragmentami występów danego piłkarza rywali. Dowiadujesz się nawet, jak szybko wiąże buta. I gdzieś w trakcie eliminacji właśnie tym ich kupił, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Zawsze na pierwszym miejscu jest dobro drużyny, zawodnika. Nawałka stara się eliminować każde zagrożenie, które może wpłynąć negatywnie na wewnętrzną atmosferę, popsuć jego relacje z danym zawodnikiem. Opisuję w książce sytuację z jednego treningu na ZWARZ-e. Przed zajęciami została zroszona murawa. Wychodzą na boisko piłkarze, siadają na krzesełkach, a na krzesełkach są krople wody. Jeden nie zwrócił uwagi i usiadł, drugi przetarł ręką. Zobaczył to Nawałka i nie pytaj, co się działo. Zaraz ze szmatą przyleciał ketman Kosedowski. Stałem z boku i mówię Adamowi: przecież to tylko trzy krople. On się odwrócił i pyta mnie: chcesz obejrzeć ten trening? To są właśnie te detale, tu się wszystko zaczyna.

Jak dużo informacji, które dodałyby pikanterii książce, musiałeś zachować dla siebie? Zmieściła się w książce wspomniana „afera dywanowa” w hotelu Double Tree by Hilton?
Zmieściła, jest w epilogu. Napisałem to tak, jak wdziałem. Wyszła afera, zadzwoniłem do Adama, powiedział mi, że robi dochodzenie.

Twoja wiedza na ten temat opiera się na tym, co było w innych mediach, czy znałeś sprawę od środka?
Na podstawie doniesień w mediach. W książce nie opisuję rzeczy, przy których mnie nie było. Opisuję imprezę, na której, jako jedyny dziennikarz, byłem po zakończeniu eliminacji. Byłem tam, widziałem. W październiku w hotelu mnie nie było, wiem, że Adam był zły, że chciał kilku piłkarzy wyrzucić. Ale zrobił inaczej, rozmowa z Robertem Lewandowskim poskutkowała tym, że ta drużyna jest w takim składzie, w jakim jest. A reakcję widzieliśmy w Bukareszcie.

Książka ma 57 rozdziałów, 57 historii. Jest jakaś, która może zepsuć twoje relacje z piłkarzami?
Nie. Bo nie skupiałem się na opisywaniu afer. Zresztą wielką zaletą tej reprezentacji jest to, że afer po prostu w niej nie było. Jedyny zgrzyt przez trzy lata to sprawa Kuby Błaszczykowskiego. Ale rany zostały zaleczone koncertowo. Nie widziałem żadnej sytuacji, żeby piłkarze skoczyli sobie do gardeł na treningach, żeby ktoś miał do kogoś jakieś pretensje. Nikt nawet nie spóźnił się na trening. Być może po trzech latach nastąpiło jakieś rozprężenie, bo trudno  wytrzymać w takim rygorze. EURO to jest niezwykłe ciśnienie, piłkarze cały czas są pod prądem fizycznie i mentalnie.

Masz poczucie, że ta drużyna we Francji mogła osiągnąć więcej?
Tak. Opisuję w książce obrazki po meczu ćwierćfinałowym z Portugalią. Rywale schodzili do szatni, słaniając się na nogach, trzymali się ścian. A nasi ciągle mieli jeszcze siły, patrzyli na Portugalczyków zdziwieni. Widziałem, że zaczęło do nich docierać, że zagrali za mało odważnie, że trzeba było zaryzykować i powalczyć o drugą bramkę. Problem był taki, że trener nie bardzo miał kogo wpuścić. Nikt nie wiedział, że Filip Starzyński nie mógł wejść, bo miał kontuzję, na jednym z ostatnich treningów podkręcił kolano. Karol Linetty był wyczerpany po sezonie, dopiero zaczynał odzyskiwać świeżość. Wypadł Rybus, Grosicki i Mączyński byli po kontuzjach, nie mieli sił na 90 minut plus dogrywkę.

Nawałka też miał takie poczucie, że powinien zaryzykować?
Może i miał, ale nigdy w ten sposób do tej przegranej nie podchodził. Od razu szukał pozytywów, starał się wykorzystać fakt, że w regulaminowym czasie nie przegraliśmy na Euro meczu. Że ta porażka w karnych mimo wszystko jeszcze bardziej zbuduje ten zespół.

Mecz z Rumunią w Bukareszcie pokazał, jaki mamy naprawdę potencjał?
Tak. Wróciła koncentracja, odpowiedzialność, złość. Piłkarze chcieli udowodnić, że potrafią grać w piłkę. Zgrało się to z formą zawodników, to był zupełnie inny moment. Bo w Kazachstanie część drużyny była jeszcze zmęczona po Euro. Może nie tak fizycznie, ale psychicznie. Głowy wciąż pracowały inaczej, ale faktem jest, że kilku zawodników było w zupełnie innej dyspozycji niż we Francji. To był test dla trenerów przygotowania fizycznego, którzy mieli sprawdzić. kto jeszcze jest w dołku, a kto już wrócił na odpowiednie obroty.

Na ostatnim zgrupowaniu pojawił się Jacek Góralski. To znak, że selekcjoner wciąż szuka. Takiego pomocnika, który zasuwa od jednego pola karnego do drugiego, nie mieliśmy.
Fajny chłopak, taka krzyżówka Krychowiaka z Linettym. Ale jeszcze musi się pojawić na zgrupowaniach ze 3-4 razy, żeby wejść w meczu o punkty. Bo Adam tak samo przygotowuje każdego od samego początku. Powołuje i uczy reprezentacji, uczy zachowań. Opisuję w książce sytuację z Łukaszem Teodorczykiem podczas zgrupowania w Abu Dhabi. Po meczu z Norwegią trener wziął go na środek boiska. Pomyślałem: oho, będzie bura. Ale nie, on zrobił z nim indywidualny trening, zwracając mu uwagę na pewne elementy piłkarskiego rzemiosła, nad którymi miał już pracować sam po powrocie do klubu. W meczu z Rumunią Teodorczyk pomógł przy dwóch golach Lewandowskiego, na 10 podań, które wykonał, wszystkie były dokładne, nie zepsuł żadnej piłki.

Jak ty się czujesz w tej reprezentacji? Piłkarze traktują cię już jak swojego?
Przyzwyczaili się do mnie od pierwszego zgrupowania. Wiedzieli, że jestem, a jak mnie nie było, na przykład przed Kazachstanem, bo byłem po operacji kolana, to pytali, dlaczego mnie nie ma, czy coś się zmieniło.

Dużo nowego nauczyłeś się o piłce przy tej reprezentacji?
Mnóstwo. Jakby to ująć… Adam nauczył mnie dostrzegać rzeczy, które decydują o tym, czy dany piłkarz nadaje się do reprezentacji, czy nie. Widzę na treningu, gdy przychodzi ktoś nowy i nie tak przyjmuje piłkę, nie tak zagrywa, że to nie jego poziom. Nauczył mnie dużo, jeśli chodzi o czytanie gry. Dostrzegam w meczach schematy, które na treningach były ćwiczone z pachołkami. Bardzo dużo rzeczy, które oglądaliśmy pod koniec eliminacji i na Euro, to była powtarzalność, automatyzmy. Widziałem akcje i wiedziałem, kto gdzie pobiegnie, gdzie powinna być zagrana piłka. I później mogę piłkarzowi powiedzieć: hej, kolego, dlaczego tam nie pobiegłeś?

Poznałeś Nawałkę, ale i sztab szkoleniowy: Bogdana Zająca, Jarosława Tkocza, Remigiusza Rzepkę…
Tak. I mogę o nich powiedzieć, że to są totalni pracoholicy, oddani kadrze i Adamowi w 110 procentach. Pracują 24 godziny na dobę, zresztą razem z Adamem. Czasem im już głowy opadają, a on pracuje. Nie wiem, skąd Adam bierze energię i siłę. Czasem rozstajemy się późno w nocy, on idzie dalej pracować, siedzi do piątej rano, a o szóstej spotykamy się na basenie. Pytam: spałeś? A on: tak, godzinę, wystarczy.

Zaraziłeś się robotą od Nawałki?
Bardzo. Czasem łapię się na tym, że mówię jak Adam. Ktoś uszczypnął mnie ostatnio i zapytał na Twitterze, czy książka będzie tak dobra jak okładka. Odpisałem: „Daję z siebie maksa, pełna koncentracja na zadaniu, jak u selekcjonera”. Do rozmowy wtrącił się Kamil Glik i napisał: „ale pamiętaj, że zawsze są rezerwy”. Bo tak jest z tą kadrą: Adam ciągle z niej wyciska więcej i ciągle powtarza: możemy jeszcze wiele rzeczy poprawić, podnieść jakość gry. Że to nie jest koniec i apogeum tej drużyny będzie na mundialu w Rosji. Oczywiście jeśli awansujemy, ale jesteśmy na najlepszej drodze. Selekcjoner w to wierzy i piłkarze również. Podpisuję się pod tymi obiema rękami. Będziemy mieli fajną mieszankę młodości i talentu z doświadczeniem.

O trudnym momencie współpracy już mi powiedziałeś. A ten najprzyjemniejszy?
Największą satysfakcję miałem podczas rzutów karnych w meczu ze Szwajcarią, Pracowałem na murawie i miałem informować komentatorów, co się dzieje przy ławce. Przed karnymi piłkarze i trenerzy stanęli na boisku w szpalerze i zawołali mnie, bym do nich dołączył. Nie zastanawiając się ani przez moment, rzuciłem słuchawki i pobiegłem. Po drodze zatrzymał mnie pracownik UEFA i mówi, że nie mogę wchodzić na boisko. Ktoś ze sztabu pokazał mu: on może. W momencie, kiedy chciało się być przy tej reprezentacji najbliżej, stałem z piłkarzami i trenerami na boisku. Przy karnych z Portugalią nie czekałem już nawet na zaproszenie, tylko sam do nich pobiegłem.

Rozmawiał Piotr Wierzbicki

Inne artykuły o: Reprezentacja

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli