Makuszewski: Do Roberta mogę mówić nawet „na pan”. Bo to Pan Piłkarz.

Autor wpisu: 29 sierpnia 2017 09:03

Pomocnik Lecha Poznań – Maciej Makuszewski po raz pierwszy otrzymał powołanie do reprezentacji Polski. Debiutant za miesiąc skończy już… 28 lat. Ale Adam Nawałka – bardziej niż świeczki na torcie – wolał mu policzyć asysty (pięć) i gole (dwa) w tym sezonie w Lotto Ekstraklasie. Makuszewski przyjechał na zgrupowanie reprezentacji Polski nie tylko potrenować, bo – wobec kłopotów zdrowotnych Kuby Błaszczykowskiego i kontuzji Sławomira Peszki – jego szanse na grę w meczach z Danią i Kazachstanem rosną.

Makuszewski to niesamowicie pozytywnie nastawiony do życia człowiek. Powołanie od selekcjonera kadry spowodowało, że uśmiech w ogóle nie schodzi mu z oblicza.

FUTBOLFEJS.PL: Jak się czuje facet, który jedzie na swoje pierwsze zgrupowanie reprezentacji Polski, w dzień po tym jak strzelił w lidze gola, a jego Lech został liderem ligi? Chyba jak król futbolu…
MACIEJ MAKUSZEWSKI:
No prawie (śmiech). Naprawdę przeżywam wspaniały czas, a przecież na to powołanie – nie ma co ukrywać – trochę się wyczekałem. Teraz, po telefonie od trenera Nawałki, dostałem takiego pozytywnego kopa, motywującego do jeszcze cięższej pracy. Już nie mogłem się doczekać zgrupowania. Strasznie ciekawy jestem tej kadry, treningów, klimatu. Cieszę się jak dzieciak.

Telefon od selekcjonera robi wrażenie?
No pewnie! Jeszcze jakie! Nie mieliśmy okazji nigdy wcześniej dłużej porozmawiać, ale od razu odniosłem wrażenie, że trener Nawałka to bardzo pozytywny człowiek i taką tworzy atmosferę. Było mi miło, że selekcjoner zadzwonił, ale pewnie dopiero na zgrupowaniu poznamy się lepiej.

W niedzielnym meczu z Arką Gdynia, gdy już wiedziałeś o powołaniu, wyszedłeś na boisko chyba z podwójną motywacją. Jakbyś czuł, że wszyscy patrzą na ciebie i oczekują, że zaraz udowodnisz, iż na tę kadrę naprawdę zasługujesz.
Coś w tym jest. Zostałem zewsząd zasypany gratulacjami, poradami, ostrzeżeniami. To miłe, choć… dużo było tego wszystkiego. A taka „napinka” nie pomaga. Jedni mówią, „tylko uważaj na nogi”, inni wręcz przeciwnie: „graj odważnie”. No i starałem się – chyba za bardzo – wszystkich zadowolić. Nie zagrałem jakiegoś wielkiego meczu, niestety, ale strzeliłem w nim gola, co tylko potwierdza, że jestem w wysokiej formie.

Tomek Frankowski powiedział w Canal+, że dziwi się, iż dopiero teraz dostałeś to powołanie do kadry. Że tak późno. I dodał, że widocznie musiałeś sobie w głowie pewne rzeczy poukładać. Co mógł mieć na myśli? Co musiałeś poukładać?
Wydaje mi się, że miałem zbyt mało pewności siebie, a bez tego trudno o sukces na wysokim poziomie. To znaczy na początku tę pewność siebie miałem, gdy przychodziłem z II-ligowych Wigier Suwałki do ekstraklasowej Jagiellonii. Wydawało mi się, że lada moment będę zawodnikiem pierwszej „jedenastki”, ale tak się nie stało. Grałem w kratkę, raz mnie trener Michał Probierz widział w drużynie, raz nie widział. Jego zaufania trochę mi zabrakło. Często byłem zmieniany już po pierwszej połowie, nawet przy korzystnym wyniku. To mi na pewno pewności nie dodawało. Zaczynałem na boisku myśleć, że zaraz przerwa i pewnie trener mnie ściągnie, to był błąd. Tak myśleć nie można. Tym bardziej, że mój styl polega na grze na szybkości, na podejmowaniu ryzyka.

Jak się więc odbudowałeś mentalnie?
Odbudowali mnie w Jagiellonii trenerzy Tomasz Hajto i Dariusz Dźwigała. A później, po transferze do Tereka Grozny, duże wsparcie dostałem od trenera Stanisława Czerczesowa. Stawiał na mnie, „budował” mnie. Nawet gdy mi w pierwszej połowie nie szło, on w drugiej dawał mi czas na przełamanie i to pomagało. Później, w kolejnych klubach, grałem już regularnie. Aczkolwiek tej gry na takim poziomie, by trafić do reprezentacji Polski, było zbyt mało. Tylko momenty. Dobrze, że to w końcu ustabilizowałem.

Strasznie kręta ta twoja droga do kadry. Poprzez Terek Grozny, powrót do Lechii Gdańsk i trochę chyba przypadkowy wyjazd do portugalskiej Vitorii Setubal. Dopiero Lech dał bazę do stabilizacji formy.
Coś w tym jest, że za bardzo skakałem po klubach, za mało były te transfery przygotowane. Ale przechodząc np. do Lechii Gdańsk naprawdę widziałem tam potencjał, wydawało mi się, że ten klub już za moment będzie się bił o mistrzostwo Polski. Wyszło inaczej.

Tomek Frankowski zdradził, że jak przeszedłeś do Jagiellonii, to na początku mówiłeś mu w szatni „dzień dobry” z pełnym szacunkiem. To jak teraz, na kadrze spotkasz samego Roberta Lewandowskiego, chyba zaczniesz: „Proszę pana” a może nawet „Ekscelencjo”? (śmiech)
Nie no, beż żartów. Do Tomka podchodziłem z takim szacunkiem także dlatego, że była między nami duża różnica wieku. Ja zaczynałem przygodę z piłką, a on już miał w Polsce status gwiazdy. A Robert Lewandowski jest najlepszym napastnikiem na świecie i Panem Piłkarzem, więc w sumie mógłbym mu nawet mówić na pan, niczego by mi to nie ujmowało. Ale wiem, że w kadrze panują stosunki koleżeńskie, nikt się nie wywyższa. Zresztą znam Kamila Grosickiego, Maćka Rybusa, Artura Jędrzejczyka – na pewno nie będę się czuł zagubiony. Jadę na kadrę także po to, by się uczyć i rozwijać, podglądać najlepszych w Polsce.

W dorosłą piłkę wprowadzał cię Tomek Frankowski.
Wiele mu zawdzięczam. Często ćwiczyliśmy w parze, czy razem mieszkaliśmy na wyjazdach. Jak powiedziałem mu, że odchodzę do Tereka, był zaskoczony. Zapytał tylko: „za ile?”. Gdy mu powiedziałem, że za milion euro to odpowiedział: „Za mało. Powinni wziąć za ciebie minimum 1 800 tys. euro” (śmiech). Cieszę się, że spotkałem Tomka na swojej drodze. On często mówił na treningach do młodych zawodników: „Ej! Młodzi! Uczcie się ode mnie, bo wiecznie grał nie będę”. Było to tak tak rzucone niby-żartem, ale to była szczera prawda. Mieliśmy szczęście, że uczył nas piłki.

Z jakimi nadziejami jedziesz na kadrę? Bo u trenera Nawałki nie wskakuje się zazwyczaj do drużyny od razu, trzeba trochę poterminować?
Będę szczęśliwy, jeśli w którymś z meczów w ogóle zagram, choćby przez chwilę. Ale nawet jeśli teraz nie zadebiutuję, to nie będę rozczarowany. Zrobię wszystko, żeby w tej kadrze pozostać i przyjechać na kolejne zgrupowanie.

Mówi się, że powołanie dla ciebie, to sygnał od Adama Nawałki dla wszystkich ligowców: starajcie się, a zostaniecie dostrzeżeni.
Też tak to odbieram. Już wcześniej selekcjoner sięgał po tych piłkarzy z ekstraklasy, którzy się wyróżniali. Jak choćby Jacek Góralski czy Damian Dąbrowski. Teraz przyszła kolej na mnie.

W młodzieżówce wiele nie pograłeś. Raptem dwa występy. Czyli nie od razu rzucałeś się w oczy?
Zbyt późno trafiłem do Ekstraklasy, miałem już 20 lat. Wcześniej, jako piłkarz II-ligowych Wigier Suwałki, przyjeżdżałem na tzw. konsultacje, ale casting castingiem, a na kadrę i tak jechali zawodnicy z klubów ekstraklasy. Zresztą byłem w grupie ze starszymi o rok kolegami, a 1988 i 1989 to były dobre roczniki w polskiej piłce. Tacy zawodnicy jak Kamil Grosicki, Maciej Rybus czy Mateusz Cetnarski już pokazywali się w ekstraklasie, było z kogo wybierać.

Trochę się zatem na tobie nie poznano. I to nie pierwszy raz. Z Wigier pojechałeś na testy do Cracovii i je… oblałeś. Orest Lenczyk szybko tobie podziękował…
Żeby było jasne, nie mam do niego pretensji, ale do dzisiaj nie wiem, jak on to ocenił. Najpierw były testy szybkościowe, na których wypadłem oczywiście bardzo dobrze. A następnego dnia graliśmy sparing z pierwszą drużyną Cracovii, która nas zmiażdżyła. Piłkę miałem przy nodze może ze trzy razy. Jak na takiej podstawie można wydać jakikolwiek werdykt? Ale nie byłem rozczarowany. Wróciłem do Wigier Suwałki chętnie, bo to jest dobre miejsce do piłkarskiego dojrzewania. Trener Zbigniew Kaczmarek mówił mi, bym jeśli będę cierpliwy,y to przeskoczę z II-ligi od razu do ekstraklasy. Trochę mu nie wierzyłem, ale okazało się to później prawdą.

Twoim wielkim kibicem jest twój tata. Jak on zareagował na powołanie dla ciebie?
Muszę powiedzieć, że tata zwariował ze szczęścia! Powołanie do reprezentacji Polski jest dla mnie spełnieniem marzeń, ale dla niego chyba nawet… bardziej. On zawsze we mnie wierzył i zawsze przewidywał, że kiedyś trafię do kadry. Wiara czyni cuda. Od kiedy jako 13-letni dzieciak wyjechałem do szkoły do SMS Łódź, był przekonany, że w końcu zagram w reprezentacji. Teraz – po powołaniu – dzwoni do mnie codziennie, prosi żebym uważał na kontuzje, żebym się nie przeziębił, nawet żebym czapkę nosił po wyjściu spod prysznica (śmiech). Ja mu mówię: tato jest 30 stopni, po co mi czapka. Ale on swoje wie. Szczęście go rozpiera i jest z tego powołania dumny.

W takim razie chyba mecz z Kazachstanem obejrzy na Narodowym, co?
Mam nadzieję, że załatwię bilety, bo zamówień mam już z… pięćdziesiąt! Rodzina, znajomi, wszyscy się cieszą, a przecież zawodnikom przysługuje tylko po kilka wejściówek. Mam nadzieję, że uda się coś jeszcze kupić.

Jeśli zadebiutujesz w koszulce z orłem na piersi, to w twojej rodzinnej miejscowości – w Szczuczynie, chyba nadadzą jednej z ulic nazwę imienia… Macieja Makuszewskiego?!
(ze śmiechem) Nie no, nie przesadzajmy!

Robert Lewandowski ma swoją ulicę w Kuźni Raciborskiej, a to nawet nie jest miejscowość, z której pochodzi!
No, Robert to jest Robert, zupełnie inna półka. Ja jestem ze Szczuczyna i – z tego co wiem – ludzie są tam ze mnie dumni. To fajna sprawa. Ale ulicy mojego imienia nie będę się domagał (śmiech).

ROZMAWIAŁ DARIUSZ TUZIMEK

 

 

 

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli