Łukasz FABIAŃSKI: W sobotę wieczorem czas szybko mi leciał

Autor wpisu: 9 października 2016 22:27

Jeśli mamy wygrywać w ten sposób do końca eliminacji, to ja nie mam nic przeciwko – mówi Łukasz Fabiański. Bramkarz reprezentacji Polski analizuje spotkanie z Duńczykami i tłumaczym do czego dąży i dokąd zmierza kadra Adama Nawałki. Rozwiewa też wątpliwości na temat rzutu karnego wykonanego przez Roberta Lewandowskiego.

FUTBOLFEJS: Pewnie już analizowaliście spotkanie z Duńczykami. Uważasz, że wynik 3:2 zaciemnia obraz przewagi reprezentacji Polski?
ŁUKASZ FABIAŃSKI: Trochę tak. W pierwszej połowie nasza kontrola była duża. Z fragmentów, które pokazał nam trener, wynikało, że realizowaliśmy założenia może nie w stu procentach, ale prawie w całości. Ogólnie możemy być zadowoleni z tego, jak się zaprezentowaliśmy. Duńczycy nie stwarzali sobie wielu okazji. W pierwszej połowie nie oddali strzału na bramkę. To my pozwoliliśmy im, by wrócili do gry w tym meczu.

No właśnie. Przy stanie 3:0 wydawało się, że po duńskim dynamicie został jedynie lej po wybuchu. Skąd się wzięła ta zachęta dla Duńczyków?
Może stąd, że prowadząc tak wysoko, podświadomie wkrada się rozluźnienie. A my musimy dążyć do tego, żeby nauczyć się dominować przez pełne 90 minut. Wiadomo, że nie każdy przeciwnik pozwoli nam na to, że może zabraknąć nam sił. W meczu z Duńczykami nie było tak, że rywal nas przycisnął. Po prostu straciliśmy niefartowną bramkę.

Rozmawiałeś z Kamilem co on chciał zrobić?
Tak, ale sam nie wiedział. Widać, że nie wykonał żadnego ruchu do piłki. To był ułamek sekundy.

Po drugiej bramce dla Duńczyków podniosłeś głowę i długo patrzyłeś na zegar. Strach zajrzał w oczy?
Zawsze kontroluję czas, sprawdzam po każdej bramce. Ale w sobotę wieczorem czas szybko leciał. Generalnie przy stanie 2:3 wróciła koncentracja i rywale nie stworzyli żadnej sytuacji. Ograniczali się jedynie do dośrodkowań z głębi boiska. Nie było czegoś takiego, jak w Kazachstanie, że zepchnęli nas do obrony.

Mniej więcej takiej gry spodziewaliście się po Duńczykach po analizie?
Dzięki analizie przede wszystkim ograniczyliśmy ich atuty, mądrze się ustawiliśmy. Christian Eriksen praktycznie nie istniał na boisku, a zazwyczaj był wiodącą postacią. Wiem coś na jego temat z ligi angielskiej. Środek był bardzo dobrze zabezpieczony, napastnicy też nie dochodzili do sytuacji. Gdy dostawali piłkę, zazwyczaj byli ustawieni plecami do bramki, musieli ją zgrywać do boku. Rywale nie mieli wielu stałych fragmentów gry.

Gdy schodzisz do szatni po takim meczu czujesz pełną radość z wygranej, czy raczej ulgę?
Przede wszystkim cieszę się. Ale w przypadku zgrupowań, podczas których są dwa mecze, na długą radość nie ma czasu. Przybijamy piątkę i zaczynamy myśleć o tym, co nas czeka za trzy dni. Powiem tak – jeśli mamy wygrywać w ten sposób do końca eliminacji, nie mam nic przeciwko. Wiadomo jednak, że chcemy się rozwijać jako zespół i doprowadzić do tego, by kontrola nad meczem była na wysokim poziomie i te nerwowe momenty nie będą się przytrafiać tak często.

Rozumiałeś złość Kaspera Schmeichela po rzucie karnym wykonanym przez Roberta Lewandowskiego?
Oglądaliśmy tę sytuację podczas analizy i widać, że Robert jest cały czas w ruchu. Trochę rusza się w zwolnionym tempie, ale wszystko wykonał płynnie. Z tego, co wiem, to jest zgodne z przepisami, nie było żadnego zatrzymania. Rozumiem Schmeichela o tyle, że zawsze próbuje się znaleźć szansę na zasadzie: pobiegnę, wywrę presję. Ale tutaj raczej nie dało rady przekonać arbitra.

Czujesz po tym meczu, że przejmujecie kontrolę w grupie?
Więcej na ten temat będzie można powiedzieć po meczu z Armenią. Nasz występ przeciwko Duńczykom pokazał, że mentalnie wracamy na właściwe tory. Może to nie jest jeszcze ten najwyższy poziom, ale w porównaniu z meczem w Kazachstanie, jest postęp. Mam nadzieję, że świadomość tego, o co się bijemy, czyli wyjazdu na mistrzostwa świata, na nowo nas zmotywowała.

Zgodzisz się, że takie doświadczenia, jak występ na mistrzostwach Europy, czy z klubem w Lidze Mistrzów, są nauką pod warunkiem, że gra się regularnie w takich rozgrywkach?
Dokładnie. Bo to buduje drużynę. Człowiek inaczej podchodzi do meczów, nie ma już tego efektu wielkiego „wow, co ja tutaj robię”. Wiesz już, z czym to się je i wtedy doświadczenie procentuje, także przy okazji meczów reprezentacyjnych.

Denerwuje cię to, że tracisz gola w każdym meczu?
Nie. Denerwowałby się, gdybym coś robił źle. Gdybym grał nerwowo, nie pomagał drużynie w trudnych sytuacjach. Swoją pracę staram się wykonywać w miarę rzetelnie i na jakimś poziomie. Ale wiem, że nie na wszystko mam wpływ.

Dużo miałeś pracy w tym spotkaniu? Jak ocenisz stopień trudności już po analizie?
Podczas analizy trener pokazał tylko dwa wpuszczone gole (śmiech). Pracy miałem mniej, niż się spodziewałem, jeśli chodzi o interwencje strzeleckie. Było nieco gry nogami na dość trudnym boisku, bo murawa trochę się „rozjeżdżała”, co chwila trzeba było łatać, żeby nie powstała jakaś kępa, która mogłaby przeszkodzić. Jeden strzał obroniony, na przedpolu wyglądało to przyzwoicie, cieszę się, że mogłem pomóc drużynie i uspokoić grę w końcówce spotkania.

Próbuję podprowadzić cię pod pytanie: czy czujesz się pewnie, jeśli chodzi o swoją pozycję w drużynie? Czy ciągle obawiasz się przed ogłoszeniem składu?
Nie nazwałbym tego obawą, ale wiem, że trener ma z czego wybierać. Ufa piłkarzom, na których stawia, ale też nie przekracza progu, za którym ktoś mógłby poczuć się zbyt pewnie.

Armenia to niewygodny rywal?
Niewygodny. Porównałbym ich do Gruzji z poprzednich eliminacji – nieobliczalna drużyna. Po porażce 0:5 pewnie będą chcieli pokazać się z lepszej strony, ale trudno przewidzieć jak zagrają, w jakim ustawieniu wyjdą. Musimy podejść w tym meczu z dużym respektem do przeciwnika i postarać się wykorzystać atut własnego stadionu.

Po zgrupowaniu wracasz do klubu i zastaniesz nowego trenera – Bob Bradley zastąpił Francesco Guidolina. Dobra zmiana?
Na razie trudno mi cokolwiek powiedzieć, nie znam nowego trenera. Słyszałem tylko o nim, że ma donośny głos, który trafia do zawodnika i jego treningi są intensywne. Być może to jest to, czego nam brakowało. Wrócę do klubu, to będę mądrzejszy.

Rozmawiał: Piotr Wierzbicki

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli