Lider Kobranocki: Irlandia? Nie mam z nią nic wspólnego

Autor wpisu: 11 października 2015 07:00

Andrzej Kraiński, popularnie zwany „Kobrą”, przed meczem Polski z Irlandią opowiada nam o swojej futbolowej pasji, tłumaczy o co chodzi w utworze „Kocham Cię jak Irlandię” i wyjaśnia dlaczego nigdy nie napisze kawałka disco polo.

Szkocka czy irlandzka?
Od trzech lat żadna. Ale jeśli już, to amerykańska.

A jeśli chodzi o piłkę?
Ani jedna, ani druga. Nie jestem aż takim koneserem. Ale mówiąc o futbolu, bo pewnie do tego zmierzasz, oczywiście oglądałem mecz Szkocja – Polska i jestem pod dużym wrażeniem Roberta Lewandowskiego. Nie będę oryginalny, jak powiem, że jest to ewenement na skalę światową. Gdy grał w Borussii Dortmund nie bardzo wiedziałem, na czym ten szał wokół jego osoby polega. Nie bardzo interesuję się Bundesligą, a w reprezentacji za dużo nie pokazywał, grał przeciętnie, nie strzelał goli. Zacząłem przyglądać się jego występom dopiero w końcowym okresie w Dortmundzie i w końcu zrozumiałem, że w kadrze brakowało mu farta. Wielu tak ma, że w reprezentacjach im nie idzie. Zrozumiałem, że mamy do czynienia z geniuszem.

Próbowałeś zrozumieć, na czym ten geniusz polega?
Chyba na tej prostocie – facet podbiega do piłki, strzela i jest bramka. Bez jakichś ekwilibrystycznych sztuczek. Dawno polska piłka nie miała takiego gwiazdora.

Zapowiada się, że będzie to nasz najlepszy piłkarz w historii.
Interesuję się piłką od mniej więcej dziesiątego roku życia i pamiętam czasy, gdy drużyna Kazimierza Górskiego odnosiła sukcesy. Pamiętam przebieg każdego spotkania naszej drużyny podczas mistrzostw świata w 1974 roku. Prawie każdy z tamtych piłkarzy z lat 70-tych, to był ktoś: Kazimierz Deyna, Robert Gadocha, Jerzy Gorgoń, Włodzimierz Lubański czy nawet Jan Tomaszewski. Celowo nie wspominam jednego pana z porą roku w nazwisku. Potem jeszcze był mundial ’82, czyli przede wszystkim Zbigniew Boniek. A co potem? Dobrze zapowiadała się ekipa z Barcelony ’92, ale na zapowiedziach się skończyło. Był jakiś potencjał, ale nie rozwinięty, gdzieś to się wszystko zatrzymało. No i teraz mamy Lewandowskiego, który wyczynia rzeczy niebywałe. I ludzie będą o nim pamiętać i wspominać przez wiele lat. Być może jako tego najsłynniejszego.

Będziesz w niedzielę rozdarty?
Rozdarty? Dlaczego?

Od prawie ćwierć wieku śpiewasz „Kocham Cię jak Irlandię”.
No co ty. Oczywiście, że nie będę rozdarty. Zdecydowanie jestem za Polską, z Irlandią nie mam nic wspólnego.

Nie wszyscy jednak wiedzą, że „Irlandia” to kawałek o Polsce.
To piosenka o dwóch rodzajach miłości. Po pierwsze patriotycznej, tylko mamy w niej porównanie dwóch krajów. A to dlatego, że oba mają trochę podobną historię walki o niepodległość. Jest to również piosenka o miłości do pewnej konkretnej kobiety – Włocławek, ulica Fabryczna, czarne oczy.  Generalnie kojarzenie nas z Irlandią, poszukiwanie związków jest nieporozumieniem. Kiedyś dostaliśmy zaproszenie na jakiś festiwal irlandzkiej muzyki folkowej, ale osoba, która nas zapraszała, nie była zorientowana. Wydawało jej się, że skoro „kochamy Irlandię”, to na pewno gramy też irlandzką muzykę. Inny przykład, to kojarzenie nas z opcją polityczną, bo jakiś polityk zanucił nasz utwór. Co jakiś czas zdarzają się takie absurdy.

Coś w tej wspólnej historii Polski i Irlandii jest – mnóstwo Polaków wyjechało do Dublina, irlandzcy kibice świetnie się czują w Polsce, co pokazali na EURO 2012.
Byłem pod ogromnym wrażeniem tego, co pokazali Irlandczycy podczas mistrzostw Europy. Muszę przyznać, że nawet się wzruszyłem, gdy usłyszałem tę ich pieśń (Fields of Athenry – red.) podczas meczu z Hiszpanią w Gdańsku. Ale są oni dla mnie równie ważni, jak na przykład kibice reprezentacji Australii.

Gdy dostałeś tekst od autora Andrzeja Michorzewskiego, od razu wiedziałeś o co chodzi z tą Irlandią?
Oczywiście, że nie wiedziałem, bo nikt tego nie wiedział, ale sprawa szybko została wyjaśniona. Ostatnio przeczytałem tekst pani Karoliny Korwin-Piotrowskiej, która napisała coś w tym stylu: zawsze uważałam tę piosenkę za idiotyczną i mimo całego jej debilizmu bardzo ją lubię. Kopara mi opadła, bo jeśli się nie rozumie, to się nie komentuje. Ale domyślam się, że ona może tego nie rozumieć, bo nie rozumie nie tylko ona, skoro wszyscy pytają.

I utożsamialiście się z tym tekstem?
Oczywiście. Za miłość do kobiety, która w piosence występuje nie odpowiadam, ale jeśli chodzi o miłość do Polski, to podpisuje się czym się da. Tak jak we wszystkich kwestiach, które były „anty” w naszych numerach – czy to komuna, czy potem zmiana z czerwieni na czerń – byliśmy jednomyślni. Gdybyśmy nie byli, nie byłoby tego zespołu.

Mam wrażenie, że kawałek grasz na koncertach z pewną niechęcią, znudzeniem. Nazwałeś go kiedyś ckliwą berbeluchą. Chyba, że to taka kokieteria.
Wszystko, co powiedziałeś, jest nieprawdą. Nienawidzę słuchać oryginalnej wersji utworu, która znalazła się na płycie, ze względu na seplenienie. Występuje ono zresztą na całej płycie („Kwiaty na żywopłocie” – red.), ale to nie nasza wina, tylko realizatora dźwięku. Chciał on wyeliminować typowe dla naszego języka szeleszczenie i tak poczyścił, że zamiast „dziwisz” jest „dziwis” itd. Słuchanie tego nie sprawia mi przyjemności, co jest chyba zrozumiałe. A ponieważ jest to nasz największy hit, więc jest to po prostu obciach i jest mi z tego powodu potrójnie przykro. Natomiast wykonywanie tego kawałka na żywo uwielbiamy. Byłoby to z naszej strony nieładnie, a wręcz wykazalibyśmy się brakiem szacunku, gdybyśmy „Irlandii” nie grali. Na szczęście na żywo nie seplenimy i nie brzmimy tak archaicznie, jak na płycie. Krótko mówiąc, nie wiem jak zauważyłeś to, o co pytasz.

W poprzednim pytaniu użyłem sformułowania „chyba że to taka kokieteria”.
Owszem, kokieterią jest to, że czasem gramy pierwszą zwrotkę, robimy długą przerwę i w tym momencie mówię dla żartu:„ no to wystarczy, ten numer tyle razy już słyszeliście, że ileż można, dziękuję, część”.  I wtedy ludzie krzyczą „nie, nie, nie”. To jest celowy zabieg, ale nie ma kokieterii na zasadzie: chcemy, ale nie chcemy.

Skąd wzięła się ta ckliwa berbelucha?
To było tak, że zacytowałem słowa pewnego dziennikarza muzycznego, który kiedyś recenzując nasz drugi album potwornie go zjechał, a „Irlandię” nazwał właśnie ckliwą berbeluchą.

W latach 80-tych byliście jednym z najpopularniejszych polskich zespołów, ale nie wykorzystaliście koniunktury, wypadliście z tak zwanego mainstreamu. Dlaczego?
Tu znowu wina leży gdzie indziej. Mówiąc w skrócie: nie mieliśmy szczęścia do menedżerów, a nieco dokładniej – menedżerek.  Ale to długa historia. Nie ma co płakać, przyzwyczaiłem się.

Dlaczego nie udało się nigdy potem wrócić na top?
Jeden kolega proponował mi kiedyś, żeby nagrać coś blisko disco polo, po to żeby wrócić. Ale moja reakcja mogła być tylko jedna.

Disco polo może nie, ale jakąś drugą Irlandię mogliście nagrać.
I może jeszcze trzecią Japonię? Całe życie muzyczne powtarzam, że nie zrobimy z premedytacją numeru przypominającego jakiś inny. To nie ma sensu. Nie zamierzam niczego robić na siłę, szansę na comeback dawno temu pogrzebałem. Cieszę się z tego, co mam. Nie ma tysięcy widzów na koncertach, ale nawet jak przyjdzie 50 sztuk, to wiem, że przyszli na nas. I gramy z taką samą werwą, bo szanujemy naszych fanów. Nie mam zamiaru nikomu wchodzić w tyłek, żeby się dostać do radia czy gdziekolwiek indziej, żeby tylko odzyskać dawną sławę.

Jako muzykowi podobają ci się takie inicjatywy, jak układanie hymnów dla klubów?
Oczywiście, że tak. Zwłaszcza, że sam w takiej inicjatywie brałem udziałem, bo kiedyś byłem w grupie tworzącej hymn drużyny żużlowej Apatora Toruń.

Zgłaszaliście się też do konkursów: piosenka na mundial, piosenka na EURO. Bez powodzenia.
Nie ma się czego wstydzić, bo wygrały jakieś beznadziejne piosenki, które – w przeciwieństwie do naszej – nie miały szans stać się hitem.

Mecz Irlandia – Polska w Dublinie z trybun oglądał zespół U2. A gdzie mecz Polska – Irlandia obejrzy lider Kobranocki?  I w jakim gronie?
Adres ten sam, co zawsze, czyli w domu. Grono jednoosobowe. Nie mam zwyczaju wychodzić z kolegami na oglądanie piłki.

ROZMAWIAŁ: Piotr Wierzbicki

Obserwuj mnie i dyskutuj ze mną na Twitterze: https://twitter.com/wierzbikPW

Inne artykuły o: Fejs 2 fejs | Polecane | Reprezentacja

Inne w tej kategorii

Mistrzostwa Świata 2018 Reprezentacja Polska zatańczy w Czarnogórze małą tiki-takę
Mistrzostwa Świata 2018 Reprezentacja Igor LEWCZUK: Fochy zazwyczaj przynoszą odwrotny efekt

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli