Kucharczyk: Jak się skończy liga? Bibą na Starym Mieście!

Autor wpisu: 11 stycznia 2016 07:22

Namówić na rozmowę Michała Kucharczyka nie jest łatwo, ale gdy się już zgodzi, nie owija w bawełnę. Twierdzi, że właśnie przez to ma często z kibicami „pod górkę”. Ale – wbrew pozorom – ma do siebie spory dystans. Potrafi żartować nawet z „fatalnego Kucharczyka”. I przekonuje, że byłby dobrym… siatkarzem.


Tak ci dobrze w tej Legii, że nie ruszasz się nigdzie już tyle lat?

No, tak się ze mną męczą. Ale ja się tutaj nie męczę, bo cieszę się z tego, że jestem w najlepszym polskim klubie.

Była kiedyś opcja, żebyś trafił ze Świtu Nowy Dwór do Lecha Poznań. Jak to z tym było?
Miałem dwie możliwości – albo Lech, albo Legia.

Kto płacił więcej?
Z tego co pamiętam, to na początku więcej oferował Lech. Ale Legia zawsze była bliższa mojemu sercu.

Miałbyś życie u siebie w Twierdzy Modlin, gdybyś przeniósł się do Poznania?
Myślę, że nie miałbym problemów, mimo że większość jest w Modlinie za Legią. Moi bliscy, koledzy i znajomi odbierają to trochę inaczej niż ludzie z zewnątrz.

Kto cię nauczył piłki?
Tata. Zabierał mnie – jeszcze w wózku – na mecze amatorskich lig, w których grał. Zawodnicy, którzy akurat w tym momencie nie byli na boisku, musieli mnie w tym wózku zabawiać. Czasem nawet z tego powodu przerywano spotkania, bo dzieciak jak to dzieciak potrzebował np. zrobić siusiu, a tata był akurat na boisku. Tata zabierał mnie zarówno na piłkę nożną, jak i na siatkówkę, bo uprawiał obie te dyscypliny.

Mówił nam, że czasem zabierał cię z jednego meczu na drugi.
I dlatego piłka nożna i siatkówka to moje ulubione gry.

Mógłbyś zrobić karierę w siatkówce? Dosiężny masz chyba niezły.
Myślę, że dałbym radę. Mam kolegę siatkarza, który wiele lat grał w pierwszej lidze i zawsze mu dogryzam: jak nie wiesz, jak skoczyć do bloku, to ja ci pokażę jak to robić z gracją. Bo jemu to tak niezgrabnie wychodzi.

Gdy przychodziłeś do Legii, miałeś trochę pod górę, bo trafiłeś na „truskawkowy zaciąg”. Wydawało się, że nie będziesz miał szans się przebić, a ty w tym samym sezonie zacząłeś ratować Legię z opresji.
Wtedy w ogóle nie byłem brany poważnie pod uwagę. Zresztą, generalnie w Legii od pięciu lat mam pod górkę. Ratują mnie tylko moje statystyki i z tego się cieszę. Ale zawsze jest pod górkę.

Jesteś największym „alpinistą” wśród legionistów?
Można tak powiedzieć, przed każdym sezonem zabieram raki i powoli się wspinam.

Co przyjdzie nowy trener, to zaczynasz wspinaczkę od początku.
U trenera Skorży szło to powoli, łatwiej miałem u trenera Jana Urbana, bo się trochę znaliśmy, tych szans pojawiało się więcej. Potem przyszedł Henning Berg i zaczęła się dla mnie prawdziwa karuzela. W okresie przygotowawczym grałem w czterech sparingach, strzeliłem dwa gole, wyglądałem dosyć dobrze. Przed pierwszym meczem rundy z Koroną – tego nigdy nie zapomnę – trener powiedział, że nie pojawię się na boisku. A jednak wszedłem, po mojej wrzutce był rzut karny, wygraliśmy 1:0. Na drugi dzień Berg powiedział mi: szukaj sobie klubu, bo u mnie grać nie będziesz. To było dzień lub dwa przed zamknięciem okna transferowego. Odpowiedziałem, że nigdzie się nie wybieram, bo nie czuję się gorszy od kolegów. Wiosną pojawiłem się dwa razy na boisku…

Wydawało się, że to twój koniec w Legii.
Ja tego tak nie czułem. Pod koniec sezonu trener dał mi zagrać w sześciu spotkaniach, w których zdobyłem trzy bramki. Od tamtej pory Norweg zaczął na mnie inaczej patrzeć, na obozie w Gniewinie zauważyłem, że moja sytuacja się poprawiła. I okazało się, że to nie ja odszedłem z klubu, tylko Henrik Ojamaa.

Postawiłeś się trenerowi, bo czułeś, że uda ci się wywalczyć miejsce, czy pomyślałeś: przeczekam trenera?
Tak się mówi, że prędzej zwolnią trenera niż zawodnika, ale ja się po prostu nie czułem gorszy od innych. Problem był taki, że trener nie chciał dać mi szansy, żebym to udowodnił w meczach. Ale w końcu dał, ja wyszedłem na świeżości i zrobiłem, co do mnie należało.

Jak się trenuje, gdy wiesz, że trener w ciebie nie wierzy? Z jeszcze większą werwą, czy wkrada się frustracja?
Były momenty frustracji, bywałem porywczy na treningu, czasem coś burknąłem albo odkrzyknąłem. Na szczęście w szatni miałem obok siebie trzech kolegów – Marek Saganowski, Inaki Astiz i Bartek Bereszyński – którzy mnie uspokajali, tłumaczyli, żebym poczekał, że w końcu pojawię się na boisku. Trzymaliśmy się razem w czwórkę.

Czyli to ważne, obok kogo siedzi się w szatni?
Tak, dobrze jest mieć taki kontakt, nić porozumienia. Trzymaliśmy się w szatni i poza boiskiem. Chłopaki tonowali mnie, żebym czegoś nie wypalił, jak to ja.

Mówisz o wypaleniu w kierunku trenera?
Tak. Zdarzyło się krzyknąć, czy machnąć ręką.

Albo rzucić znacznikiem?
Nie, bo nie siedziałem za często nawet na ławce rezerwowych. A na treningach rezerwowi grali zazwyczaj bez kontrastów.

Mogłeś wychodzić na zajęcia demonstracyjnie nie sznurując butów. Tak podobno robi Milos Krasić w Lechii.
U nas też jest taki zawodnik. Sznuruje dopiero, gdy zaczynamy gierki. Po prostu ma problemy z butami, musi je najpierw rozchodzić.

Czyli to nie jest tak, że olewa trenera?
Nie, kwestia techniczna.

Kto to taki?
Nie drążmy już tego tematu.

Ciągle jesteś impulsywny, czy czasem udaje ci się stłumić emocje?
Coraz częściej tłumię nerwy. Czasy, gdy byłem impulsywny czy agresywny, powinny już pójść w niepamięć. Powinienem zachowywać się już odpowiednio do wieku, czyli na spokojnie podchodzić do pewnych rzeczy, które rok czy dwa lata temu mnie wzburzały.

Przypomnimy tylko sytuację, gdy podbiegłeś do ławki trenerskiej Górnika Zabrze.
Nie wracajmy do tego. Rozmawiałem już na ten temat i w klubie, i z trenerem reprezentacji Adamem Nawałką. Selekcjoner powiedział mi, że reprezentantowi nie przystoi takie zachowanie. Z perspektywy czasu wiem, że niepotrzebnie się uniosłem, ale wtedy tak to czułem i chciałem wyładować frustrację.

Kilka takich incydentów miałeś, choćby słynną sprzeczkę z dziennikarzem i twoją odpowiedź do niego: „Ty jesteś fatalny”. Wstydzisz się tego teraz?
Nie, akurat tamtej sytuacji nie żałuję. To dziennikarz przyszedł na pomeczową rozmowę i nie potrafił zadać logicznego pytania. Bo co on miał na myśli? Że fatalnie wyglądam, fatalnie grałem czy fatalnie się zachowałem w bramkowej sytuacji. Jak może czuć się zawodnik, który zmarnował okazję, odpadł z europejskich pucharów i przegrał na własnym boisku 0:3? Nie wyjdę cały w skowronkach i nie będę odpowiadał z uśmiechem, gdy ktoś do mnie wypala z czymś takim. Nie wiem, czego on się chciał ode mnie dowiedzieć.

Dziś potrafisz się z tego śmiać?
Z „fatalnego”? Tak, od razu się śmiałem. W szatni też długo była szydera. Nawet ostatnio na turnieju w Nowym Dworze Mazowieckim chciałem nazwać swoją drużynę „Fatalny Team”. Potem dostawałem sms-y od różnych ludzi, że zareagowałem tak, jak powinienem. Bo nie rozumiem, jak dziennikarz, który przychodzi na Legię, nie potrafi zadać pytania. To tak jakbym ja poszedł gdzieś do telewizji i udawał eksperta od hokeja.

Masz świadomość, że twoje nieudane zagrania na boisku często są wyolbrzymiane? Podkreśla się je bardziej, niż gdyby zrobił to ktoś inny…
Wiem o tym, tak jest. Oglądam mecze różnych lig zagranicznych i gdy ktoś zrobi taki kiks jak ja, to jest: OK, stało się, jedziemy dalej. A z mojego błędu jest zawsze wielkie halo. Choćby niedawny mecz z Koroną, gdzie kopnąłem w trybuny, ale też strzeliłem gola. Wszyscy pamiętają jednak to pierwsze. Zawsze jest: o, Kucharczyk znowu coś zje…, jedziemy z nim. Gdybym się tym przejmował, dawno już bym nie grał w piłkę.

Zastanawiałeś się dlaczego? Może właśnie dlatego, że kilka razy zdarzyło ci się odszczeknąć – a to dziennikarzowi, a to kibicom?
Po pierwsze, wiele osób mówi, że jestem słaby i do niczego się nie nadaję. Druga sprawa – to ta historia z „fatalnym”, która obiegła całą Polskę. To działa na kibiców jak płachta na byka. Trzeba by zapytać ludzi, dlaczego ze mną aż tak jadą. Ale ja nie będę tego robił, jeśli to się im podoba, to OK. Niektórzy twierdzą: nieważne jak, byle o tobie mówili.

Jak wytworzyłeś wokół siebie ten pancerz ochronny, że ciebie to nie rusza?
Kiedyś się tym przejmowałem, ale z biegiem czasu to minęło.

Wielu piłkarzy korzysta z pomocy trenera mentalnego albo psychologa.
Ja teraz będę miał takiego trenera mentalnego obok mnie w szatni, więc chyba nic mnie już nie złamie. Mam na myśli Artura Jędrzejczyka.

Porozmawiajmy trochę o graniu: bardziej odnajdujesz się w roli typowego skrzydłowego, biegającego przy linii, czy tak jak u Stanisława Czerczesowa, u którego musisz schodzić do środka?
Teraz uczę się nowych zachowań. I będę się uczył piłki do końca kariery, bo mam świadomość swoich mankamentów, czyli techniki. Z roku na rok jest z tym coraz lepiej, ale pewnie nigdy nie będzie z tym tak, jak mają piłkarze w wielkich europejskich klubach. Muszę więc bazować na tym, co mam, czyli szybkość i wytrzymałość.

Technika to zaległość z lat juniorskich?
Pewnie tak, bo ja w piłkę zacząłem grać mając 10 czy 11 lat. Teraz w Legii są grupy przedszkolne, które robią coś z piłką w wieku trzech lat. To jest kolosalna różnica. Zupełnie inne jest zaplecze, infrastruktura. Gdy ja zaczynałem, graliśmy na piachu, mieliśmy krzywe bramki.

Nie jest to wymówka? Bo przecież można nad tym popracować, zostać godzinę po treningu i poćwiczyć.
Można to opanować, chociaż pewnie nie do perfekcji. Nie mówię, że nie. Na razie śmiejemy się, że ta technika przeszkadza mi w grze, ale liczę, że jeszcze kiedyś będzie mi pomagać. Inna sprawa, że piłka bardzo się zmieniła. Jeśli gramy mecze co trzy dni, to nie ma czasu na zwykłe treningi, a co mówić, żeby zostać godzinę i poćwiczyć samemu. Wracamy z meczu, jest odnowa biologiczna, trening regeneracyjny, zajęcia przed kolejnym spotkaniem, które nie mogą być za mocne. Nie mogę się sam „zajechać”, gdy grafik ustalony przez trenera jest tak napięty. Nie wiem, czy by mi ktoś pozwolił zostać po zajęciach, bo jak przykręcę śrubę, to się potem nie odkręcę.

Twoim atutem jest też nieustępliwość.
Dla mnie nie ma straconych piłek. Tak jak mówiłem, czymś muszę nadrabiać braki techniczne. To jest moja cecha, którą góruję nad innymi.

Pod koniec roku brakowało sił całej Legii, chyba również tobie?
Tak, ale moim zdaniem dlatego, że prawie nie mieliśmy przerwy. Tych meczów było mnóstwo. Dla przykładu, w 2014 roku zagrałem 25 meczów powyżej 30 minut, w 2015 – 58 albo 60, czyli ponad dwa razy tyle, byłem drugi w zespole pod względem rozegranych minut. Najbardziej brakowało odpoczynku psychicznego, a to w piłce nożnej jest bardzo ważne. Oprócz meczów są przecież zgrupowania, rozmowy z dziennikarzami, spotkania z kibicami.

Ty w mediach specjalnie się nie udzielasz. Dlaczego?
Wiadomo, jakie są moje stosunki z mediami. Pod tym względem się nie zmienię.

Jakie są te stosunki? Masz syndrom oblężonej twierdzy – uważasz, że każdy dziennikarz chce po tobie pojechać.
Nie da się ukryć, że dziennikarze nie są wobec mnie przychylni. Być może dlatego, że się od nich odcinam? Może dlatego, że jestem osobą kontrowersyjną?

Ty kontrowersyjny? Bez przesady.
Nie jestem łagodny, nie wszystkim będę przytakiwał. Mówię to, co myślę, nie owijam w bawełnę, a to nie zawsze jest dobrze odbierane. Bywało też tak, że mówiłem jedno, a potem w mediach ukazywało się drugie. Nie oszukujmy się, niektórzy dziennikarze nie znają się na piłce nożnej. Niektórzy nigdy nie grali w piłkę, a opowiadają o niej, jakby zęby na niej zjedli.

Ostatnio na turnieju o Puchar Burmistrza Nowego Dworu Mazowieckiego grałeś w bramce (zobaczcie tutaj). Planujesz się przekwalifikować?
Kilka treningów z trenerami bramkarzy i może powalczę o miejsce z Dusanem Kuciakiem.

O trenerze Krzysztofie Dowhaniu mówi się, że jest w stanie nauczyć fruwać nawet worek ziemniaków.
No bez przesady, ja takim workiem ziemniaków nie jestem.

Jesteś ciekawy okresu przygotowawczego z trenerem Czerczesowem? Bo w trakcie sezonu nie miał okazji dokręcić wam śruby.
W dwóch przerwach na kadrę trochę dokręcił. Ale ja się tego nie obawiam. Byłem na tym wychowany u Libora Pali (w Świcie – przyp. red.).

Obawiałeś się przyjścia Czerczesowa, jego ciężkich treningów?
Nie, chociaż byłem ciekawy. Ale już się przyzwyczaiłem, żadnych obaw nie mam. Nie będę narzekał, jeśli zabolą nogi. Wtedy będę wiedział, że dobrze przepracowałem obóz. I to da mi „power”, żebyśmy zdobyli mistrzostwo Polski.

Mamy okno transferowe. Czy pojawiają się jakieś oferty z zagranicy dla Michała Kucharczyka?
Co takiego?

Oferty z zagranicy.
A co to jest zagranica? Bo ja nie wiem.

Twoim agentem jest Cezary Kucharski, który transferował Roberta Lewandowskiego, Grzegorza Krychowiaka, ostatnio Michała Żyrę…
A Kucharczyka jakoś nie może.

Znasz jakiś obcy język?
Przez 5-6 lat uczyłem się angielskiego. Nie znam go perfekcyjnie, ale dogadam się.

To jest kwestia tego, że nie ma dla ciebie ofert, czy ty nigdzie nie chcesz się ruszać z Legii? Czy może czekasz na jakąś ofertę, która urwie… wiesz co?
Musiałby to być klub lepszy niż Legia Warszawa.

A na przykład… Wolverhampton?
Nie uważam, że to lepszy klub od Legii

A Stoke City?
To już inna bajka. Każda drużyna w Premier League to bardzo wysoki pułap. Dostać się do tej ligi, to szczyt marzeń wielu zawodników.

Pod koniec listopada mówiłeś, że jeszcze w grudniu złapiecie Piasta. Nie udało się. Co będzie wiosną?
Co będzie? Prosta odpowiedź.

Czyli co?
„Biba” na Starym Mieście.

Myślisz o wyjeździe na EURO 2016?
Ciszej wokół tego tematu. Do Francji pojadą piłkarze, którzy będą w najwyższej formie.

Jeśli szykujesz się do biby na Starówce, to chyba będziesz?
Dokładnie. Każdy w to wierzy i każdy wie, że tak musi być.

ROZMAWIALI: Dariusz Tuzimek i Piotr Wierzbicki

Śledź nas na @Futbolfejs

  • QA

    Świetny wywiad. Kuchy gra jak gra, ale przynajmniej miło poczytać z nim rozmowę.

  • ursynów

    No Kuchy, bądź taki na boisku jak w pysku. Chcesz chłopie świętować na Starówce. Ale hola, hola, trzeba najpierw zdobyć majstra. Są wzmocnienia, ale żeby Legii Fin nie wyszedł bokiem jak Kaczorowski. Borysiuk może jest to pomysł , ale on w Lechii był cienki.Następne pomysły, nie daj Boże Kamiński, starczy Lecha w Legii. Ale,żeby grac trzeba Piasta ograć . Terminarz dla Piasta jest na wiosnę super, gdzie może stracić punkty? z Wisłą, Lechią, no może z Łęczna?, reszta gości to do pchnięcia, zwłaszcza jak Vacek będzie w formie( a nie zawsze tak bywa). Tak Panie Kucharczyk, dobrze będzie jak Panu formy przybędzie. Trenuj , graj i strzelaj, a wtedy na Starówce się spotkamy. Więc chłopie gramy.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli