Kapustka i Drągowski przepadli na Zachodzie (na razie). Może zabrakło samodzielności?

Autor wpisu: 23 stycznia 2017 12:15

Wyróżniający się piłkarze naszej ekstraklasy, wschodzące gwiazdy futbolu, przyszłość polskiej piłki. Na razie jednak zderzenie z zachodnią rzeczywistością okazało się dla nich wyjątkowo brutalne. Bartosz Kapustka w Leicester, Bartłomiej Drągowski w Fiorentinie. Przepadli. A i perspektyw na lepszą przyszłość nie widać. Zły wybór? A może co innego?

Chuchamy i dmuchamy na te nasze gwiazdki, w klubach Lotto Ekstraklasy już nawet ptasiego mleczka im nie brakuje. Wydają się nam siódmym cudem świata i wydaje nam się, że świat też powinien te „cuda” uznawać. Tyle że ci, którzy dla nas są „cudami”, na Zachodzie stają się „jednymi z wielu”. Kupowanymi, na tamtejsze warunki, za drobne. Co z tego, że ogólnie warunki pracy, treningu, możliwości kontaktu ze specjalistami od przygotowania różnych dziedzin w takim Leicester, Fiorentinie czy Nantes są o niebo lepsze niż w Polsce? Trzeba jeszcze umieć z tych dóbr korzystać, czyli wykazać się… samodzielnością.

Jeszcze we wrześniu, gdy Bartosz Kapustka przyjechał na zgrupowanie przed meczem z Kazachstanem, można było liczyć na to, że początki co prawda ma w Anglii trudne, ale za chwilę będzie lepiej i zacznie w tym Leicester grać. Może niekoniecznie od razu w pierwszym składzie w Lidze Mistrzów, ale chociażby troszkę częściej w Premier League i w Pucharze Anglii. Tym bardziej, że w drużynie narodowej przecież zagrał przeciw Kazachom w pierwszym składzie i nawet strzelił gola. Tyle że ci, którzy byli blisko piłkarza, przeczuwali, że z tymi nadziejami to jednak lepiej zachować ostrożność.
Jedna z osób współpracująca ze sztabem reprezentacji mówiła nam niedawno, jak to Bartek opowiadał wówczas zdziwiony, że nikt od niego niczego w tym Leicester nie chce. Nikt nie każe mu chodzić na siłownię, nikt nie ponagla, by dodatkowo ćwiczył, nikt nie napomina, by zostawał po zajęciach i szlifował poszczególne elementy gry, by pracował nad taktyką.
Krótko mówiąc, nikt się tym Kapustką tam nie przejął na tyle, by prowadzić go na każdym kroku za rękę. Claudio Ranieri kilka razy publicznie wypowiedział się na temat młodego Polaka ciepło, ale też i z lekka strofująco, że musi jeszcze dużo pracować nad sobą i w zasadzie to by było na tyle. Kapustka nie ukrywał, że jest w lekkim szoku, bo nie tak sobie to wszystko wyobrażał.

Niedawno były menedżer piłkarza Cezary Kucharski w wywiadzie dla Sportowych Faktów powiedział, że gdyby nadal współpracował z Kapustką, ten nigdy nie poszedłby do Leicester, dając jasno do zrozumienia, że ta liga i ten klub to nie był dobry strzał pod względem sportowym (co innego – finansowym). Ale kto wie, czy z takim nastawieniem Bartek dałby sobie radę gdzie indziej.
Inny człowiek świetnie znający futbolowy świata – od kilkudziesięciu lat mieszkający we Francji Tadeusz Fogiel, przez lata pośredniczący w transferach wielu pokoleń polskich piłkarzy do tego kraju, tak niegdyś podsumował problem polskich młodych piłkarzy nie za dobrze radzących sobie po transferach do zagranicznych klubów: – Sedno sprawy tkwi w tym, że oni nie mają właściwego podejścia. Nie mają tak mocnej świadomości, o co w tym wszystkim chodzi, jak ich rówieśnicy wychowani na Zachodzie. Młodzi piłkarze wychowywani we Francji są tak psychicznie nastawieni na dążenie do osiągnięcia sukcesu, że sami wiedzą, jak wiele zależy od nich samych. Oczywiście nie jest tak, że nie mają swoich wybryków młodości, ale generalnie świadomość celu jest u nich o wiele bardziej dojrzała. To sprawia, że z o wiele większym zacięciem pracują nad sobą. Nie dla klubu czy trenera. Dla siebie samych.

Teraz Kapustka ma dwa wyjścia, o których już pisaliśmy. Zostać w Leicester i grać tam w drużynie U-23, bo na wskoczenie do podstawowego składu zespołu Ranieriego się nie zanosi, albo… wrócić na wypożyczenie do Cracovii, co – umówmy się – jest rozważaniem czysto teoretycznym. Przepisy FIFA zabraniają piłkarzowi grać w jednym sezonie w więcej niż dwóch klubach. Obecny Kapustka rozpoczął w Pasach, a że ma już też są sobą debiut w oficjalnym spotkaniu pierwszego zespołu Leicester (wszedł na boisko w 84. minucie spotkania z Evertonem w Pucharze Ligi), innego wyjścia nie ma.

Podobne perypetie przeżywa we Włoszech Bartłomiej Drągowski. O grze w pierwszym składzie Fiorentiny może na razie pomarzyć. I nic nie wskazuje na to, by sytuacja miała ulec zmianie. Na lepsze rzecz jasna.
Tuż po transferze Bartka do Florencji rozmawialiśmy z Piotrem Czachowskim, byłym graczem klubów Serie A, obecnie komentatorem ligi włoskiej w Eleven. – Trzeba liczyć się z tym, że od razu do podstawowego składu nie wskoczy. Będzie rywalizował m.in. z Tatarusanu, który ma za sobą znakomity sezon. Jego pozycja wydaje się być niezagrożona – mówił wtedy Czachowski.
Ale pewnie ani on, ani Drągowski, ani nikt inny nie spodziewał się, że Polak przez całą jesień będzie tak daleko od pierwszego składu, a zimą Fiorentina dokupi mu jeszcze konkurenta. W dodatku Drągowskiemu przyplątała się jeszcze kontuzja kolana, przez którą musi pauzować około półtora miesiąca. To raczej ostatecznie wyklucza jego szansę na debiut w lidze włoskiej w tym sezonie.

Drągowski, choć zdawałoby się, że jesienią jego pozycja w rankingu polskich bramkarzy powinna wzrosnąć po transferze do Serie A, stracił nawet miejsce w pierwszej jedenastce kadry U-21. Bo na dziś większą solidność i ogranie gwarantuje Jakub Wrąbel, wypożyczony przez Śląsk Wrocław do pierwszoligowej Olimpii Grudziądz. Drągowski przeszedł z ekstraklasy do Serie A i stracił miejsce w jedenastce Marcina Dorny, Wrąbel przeszedł z tej samej ekstraklasy teoretycznie szczebel niżej i… na dziś jest pewniakiem na finały EURO U-21, które w czerwcu zostaną rozegrane w Polsce!

Podpytywany o to trener bramkarzy w kadrze młodzieżowej, zdobywca Pucharu Europy z Porto Józef Młynarczyk nie chce zbyt szczegółowo rozmawiać o problemach Drągowskiego. Ale dorzuca opinię natury ogólnej: – Nam się wydaje, że jak klub na Zachodzie kupuje piłkarza za 2, 3, 4 miliony euro, to powinien się obchodzić z nim jak z jajkiem. To nieprawda. W warunkach tamtejszego futbolu takie kwoty nie są jakimiś znaczącymi. Kluby często robią tak, że sprowadzają więcej piłkarzy, niż tak naprawdę im potrzeba. Po to, by się im przypatrywać, by z nimi pracować, by dać sobie szansę na dobry strzał. I z góry zakładają, że nie wszystkie z tych transferów wypalą. Ale jak wypali jeden na poważnie, to zwróci z nawiązką koszty wszystkich pozostałych. Dlatego nikt tak się z tymi piłkarzami nie cacka, nie tańczy wokół nich. Każdy musi sam zadbać o swój rozwój, albo… zginie, bo klub przestanie się nim interesować. Trenerzy tych dużych klubów wielkich lig są rozliczani z wyników, a nie z tego, czy zajmują się jednym, drugim, trzecim piłkarzem.

Kiedyś bardzo podobnie mówił u nas także Tadeusz Pawłowski świetnie znający cały system szkolenia od dzieciaka do seniora zarówno w Polsce, jak i w Austrii. – Nie da się ukryć, że dzieci rodziców podjeżdżających mercedesami mają łatwiej, jeśli chodzi o dostęp do płatnych szkółek piłkarskich, których sporo teraz powstaje. Żeby było jasne – nie krytykuję tego, że one mają łatwo, absolutnie nie o to mi chodzi. Odwrotnie – martwi mnie, że dzieci tych, których nie stać, mają tak ciężko – też w przedarciu się do wyczynowego futbolu. Bardzo utkwił mi w pamięci fragment z książki Fergusona. On szczególnie lubił chodzić po ulicach Manchesteru i wybierać do futbolu dzieci z rodzin robotniczych. Bo one miały to, o co trudniej dzieciom z rodzin ludzi zamożnych. W tych zamożniejszych jak nie piłka, to będzie tenis, jak nie tenis, to golf i tak dalej. Chłopak z biednego domu ma to w sobie, że słońce, śnieg czy deszcz idzie na podwórko i gra w piłkę. Choć hasło „podwórka” jest oczywiście symboliczne.

Kapustka i Drągowski, póki co, przepadli na Zachodzie. Być może nikt tym naszym chłopakom nie wytłumaczył odpowiednio dobitnie, że tam piłkarze sami dbają o siebie i nie czekają na to, aż ktoś czegoś zacznie od nich wymagać. Jeśli tak, to oby ta pierwsza runda na obczyźnie była dla nich pożyteczną lekcją życia. I oby wyciągnęli z niej odpowiednie wnioski. Jest na to duża szansa, bo to inteligentni i przede wszystkim zdolni młodzi ludzie.

sklep vitasport.pl
forBET

Inne artykuły o: Reprezentacja | Zagranica

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli