Jacek Bąk: Lek na EURO? Odkręcić śrubę i być jak Dania ’92!

Autor wpisu: 28 października 2015 14:17

Jacek Bąk, uczestnik finałów MŚ 2002, MŚ 2006 i EURO 2008, w rozmowie z Futbolfejs.pl. O tym, jaka jest recepta na udane mistrzostwa, dlaczego dał sobie spokój z Motorem Lublin i sile mentalnej młodych adeptów futbolu.

FUTBOLFEJS.PL: – Lublin masz w sercu, tam mieszkasz, ale zdaje się, że z Motorem już dałeś sobie spokój.
JACEK BĄK: – Tak, próbowałem coś tam stworzyć, byłem w radzie nadzorczej, miałem dogadanych kilku ludzi, którzy mogliby się podjąć sponsorowania, ale koniec końców nie dało się tego powiązać.

– Dlaczego?
– Nie szło to w dobrym kierunku. Wszyscy patrzyli tylko na mnie zamiast uprawiać swoje poletka. A ja chciałem pomóc, ale nie dźwigać wszystko na barkach. Dziwnie do sprawy podchodziło miasto. Drużyna gdzieś między trzecią a czwartą ligą, a oni chcieli na tym zarabiać. Całość nie była zorganizowana w zgodzie z moimi doświadczeniami i oczekiwaniami. Kierownik jednocześnie robił za trzech: magazyniera, ogrodnika… Nie, to było bez sensu.

– Zostało ci ambasadorowanie w reprezentacjach…
– Tak. I to mi sprawia przyjemność. Jestem przy reprezentacjach U-18 i U-19 Rafała Janasa. Staram się pomagać, dzielić doświadczeniem z chłopakami, a myślę, że to doświadczenie mam naprawdę bogate. Staram się zwracać uwagę na istotne rzeczy, bo wydaje mi się, że obecne pokolenie nastolatków – bywa – że ma za łatwo. Już w momencie rozpoczynania kariery wielu ma względny dostatek. Dobre stroje, komórki, samochody. Z nami było inaczej. Dla nas futbol był dopiero przepustką do tego barwnego świata.

– Mówił o tym niedawno u nas Tadeusz Pawłowski, który przypomniał słowa Aleksa Fergusona – o tym, że dzieci z biedniejszych rodzin są w futbolu bardziej zacięte, charakterne.
– Coś w tym jest. Większość piłkarskich dzieciaków z mojego pokolenia na dobra Zachodu, na kolorowy świat, patrzyła z rozdziawionymi buziami. Futbol to była brama, przez którą można było w ten świat wjechać. Więc się człowiek szarpał na maksa, by dostać szansę. To powoduje, że do tego świata wchodzisz z zupełnie inną mentalnością. Pamiętam, jak pojechałem do Francji. Przed pierwszym treningiem miałem tremę. Ja, chłopak z Polski, co świata nie widział, a muszę wyjść i ćwiczyć z tymi wszystkimi otrzaskanymi ludźmi. Wychodzę więc taki stremowany, pierwsze piłki, pierwsze ćwiczenia i trema mi puszcza, bo widzę, że w niczym nie jestem gorszy od nich. I pytam Tadzia Fogiela, który mnie prowadził menedżersko, czy aby na pewno trafiliśmy na… trening pierwszej drużyny.

– No, no, taką gwiazdą od startu to nie byłeś! Zdaje się, że miałeś tam obok siebie takich gości jak choćby Gava, Giuly, Maurice, Olmeta…
– Dobra, upraszczam, ale chodzi mi o kwestię podejścia. Oczywiście – oni mieli lepszą bazę, tę genetyczną podstawę do gry na wysokim poziomie. Ale ja nie musiałem się wstydzić umiejętności, a przede wszystkim w wielu momentach byłem od nich silniejszy właśnie mentalnie. I to od początku. Przetarcie w trudnych warunkach dało mi siłę.

– Fakt, że pokoleniem byliście wyjątkowym. Dziś zachwycamy się naszymi gwiazdami, ale w waszych czasach też mieliśmy się czym chwalić. Dudek, Wałdoch z Hajtą, Koźmiński, Krzynówek, wymieniać by długo, grali w najlepszych klubach.
– No i wtedy, jak ktoś z nas wyjeżdżał za granicę i wchodził na boisko tylko jako rezerwowy, to robiła się afera! I od razu wątpliwości, czy powinien grać w reprezentacji. Od nas trenerzy klubowi zaczynali ustawianie jedenastek. Grając w Lyonie, miałem oferty z innych klubów, ale Bernard Lacombe, prawa ręka właściciela a wtedy trener, niezmiennie mówił, że każdego może sprzedać… tylko nie Bąka! Prezesa Aulasa zachwycił na przykład też Tomek Wałdoch, pytał o niego, ale Tomek po prostu nie był „na sprzedaż”. A przynajmniej nie za takie pieniądze, jakie mógł zaoferować nawet taki klub jak Lyon, a przecież na biedaka nie trafiło. My w tamtej reprezentacji nie byliśmy wyjątkami.

– Dziś dywagujemy, czy awans do EURO 2016 to już sukces, czy jeszcze nie – zważywszy na liczbę zespołów, które tam zagrają.
– Obserwuję pierwszą reprezentację bardzo uważnie i nie mam takich wątpliwości. Dzisiejsza Szkocja czy Irlandia to nie są chłopcy do bicia. To już nie ten czas, gdy tylko murowały, teraz także atakują, potrafią być kreatywne. Grają w piłkę. By się dostać do finałów MŚ 2002, musieliśmy pokonać Ukrainę, Norwegię… To były bardzo silne drużyny wówczas, ale nie wydaje mi się, by Szkocja czy Irlandia były dziś słabsze. I dlatego dzisiejszych biało-czerwonych oceniam wysoko.

– Co są w stanie osiągnąć na EURO?
– Jeśli tylko tacy piłkarze jak Grosicki czy Błaszczykowski, bo ich wysokich obrotów brakowało czasami, będą w takiej dyspozycji, by pokazać swoje maksimum, to z grupy wychodzimy bez dwóch zdań. Nie ma innej możliwości. Mamy świetny szkielet, który wymaga tylko mądrych uzupełnień. Bardzo mnie cieszy pozycja Fabiańskiego. To był długo taki bidny chłopak. Bidny w znaczeniu człowieka, któremu wciąż wiatr w oczy… Ciągle coś mu przeszkadzało w zdobyciu pozycji godnej jego umiejętnościom. Teraz wreszcie ma taką pozycję, jaką powinien mieć.

– Wolałeś mieć za plecami spokojnego bramkarza?
– Nie obchodziło mnie, czy z natury jest spokojny, czy wariat. Mógł sobie po szatni chodzić na rękach, bylebym tylko na boisko czuł jego pewność. Dobry bramkarz ma dobrze bronić, niezależnie od tego czy dobrze, czy źle się zachowuje.

– Ciekawe, że jesteś tak pewien wyjścia z grupy. Tobie trzykrotnie się to nie udało.
– Bardzo cenię Adama Nawałkę za to, co zrobił. Pamiętam jego pierwsze mecze – bez butelki wina nie dało się tego oglądać. Ale nie cofnął się, nie spanikował. Robił swoje i odniósł sukces. Teraz przed nim najważniejsze wyzwanie – nie spieprzyć tego. Engel, Janas i Beenhakker robili podstawowy błąd. Dokręcali śrubę gościom, którzy mieli za sobą cały sezon, w większości w zagranicznych klubach, w których naprawdę dużo grali. To było bez sensu. Pamiętam, jak już po Korei rozmawiałem z Edmilsonem (piłkarz Lyonu, który w 2002 roku zdobył z Brazylią tytuł mistrza – przyp.red.). I on się ze mnie śmiał. Mówił: „Jacek, my to przed turniejem zamiast pracować, bawiliśmy się. Dwa razy dziennie treningi? Chyba zwariowałeś”. Mówił to jako mistrz świata. Nawałka staje przed identycznym wyzwaniem jak tamci selekcjonerzy. I powinien odpuścić. Nie nakręcać piłkarzy na treningach, tylko nakręcać ich na to, by dali maksa w meczach. Budować taktykę, atmosferę, lekko trenować, pójść na jakiegoś golfa, spacer. Rozluźnić towarzystwo, a nie spinać. Pamiętasz Danię z 1992 roku? Na turniej przyjechali z urlopów, bo zostali dorzuceni w ostatniej chwili. I zdobyli mistrzostwo! Bądźmy jak Dania ’92!

– Duńczycy mieli klasową ofensywę, ale i defensywę. U nas ta obrona taka trochę dziurawa.
– Jest Glik, odbuduje się Szukała, jest Pazdan. Trochę niepokoju na bokach, no i kłopot w tym, że ta obrona coraz inaczej musi być zestawiana. Brak jest schematów. Ale popatrzmy – kiedyś obrona była dla nas bardzo ważna, bo musieliśmy chować się przed atakami innych. Dziś jest odwrotnie. To rywale muszą przede wszystkim patrzyć na to, jak zatrzymać naszą ofensywę. To naprawdę najlepszy sposób na kłopoty z obroną.

– Wracając do ciebie. Przy tylu doświadczeniach z tak wieloma trenerami do tego zawodu cię nie ciągnie?
– Nie. Zawód trenera to nie dla mnie. Ja lubię takie zajęcia, gdy efekt mojej pracy zależy ode mnie. Mógłby być na przykład dyrektorem sportowym, bo we Francji napatrzyłem i nauczyłem się dość. Jeśli szkolenie – to tylko młodzież. Myślę zresztą o założeniu w Lublinie szkółki piłkarskiej, być może we współpracy z Olympique Lyon. W tym regionie takich inicjatyw brakuje. A myślę, że nie brakuje dzieciaków garnących się do futbolu.

Inne artykuły o: Euro 2016 | Fejs 2 fejs | Hit | Polecane | Reprezentacja

Inne w tej kategorii

Mistrzostwa Świata 2018 Reprezentacja Polska zatańczy w Czarnogórze małą tiki-takę
Mistrzostwa Świata 2018 Reprezentacja Igor LEWCZUK: Fochy zazwyczaj przynoszą odwrotny efekt

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli