Igor LEWCZUK: Fochy zazwyczaj przynoszą odwrotny efekt

Autor wpisu: 24 marca 2017 08:15

Z Igorem Lewczukiem rozmawiamy o Bordeaux, o kadrze. Stoper reprezentacji Polski mówi, jak znosi rolę rezerwowego w ekipie Adama Nawałki. Przekonuje, że obrażanie się i fochy to oznaka słabości. I trudno się z nim nie zgodzić. Jest też o dojrzałości piłkarskiej i życiowej. Ale żeby nie było zbyt filozoficznie, jest także pewien wątek o wędzonej kiełbasie i skrzynce wina Bordeaux…

FUTBOLFEJS.PL: Nie ustajesz zaskakiwać w Bordeaux. Jesteś jednym z najczęściej grających kadrowiczów w klubie.
IGOR LEWCZUK: Nawet o tym nie wiedziałem… Jeśli tak jest, to znaczy, że dopisuje mi zdrowie.

W lutym miałeś drobny problem z mięśniem…
… I odpoczywałem dwa tygodnie. Potem czekałem dwa mecze, żeby trener sobie to przemyślał (śmiech).

No właśnie.
Żartuję oczywiście. Po prostu drużyna dobrze grała, obrońcy nie popełniali błędów, nie było powodu, żeby zmieniać.

Takim składem zagramy w niedzielę, czyli Polska zatańczy małą tiki-takę

Pod twoją nieobecność Bordeaux wygrało trzy mecze, jeden przegrało i jeden zremisowało. Wróciłeś do składu po zremisowanym meczu z Olympique Lyon 1:1. Zmierzam do tego, że chyba dalej nie było powodów do zmian, a jednak udało ci się szybko wrócić. A to chyba świadczy, że masz mocną pozycję. Dobrze kombinuję?
Nie wiem. Staram się unikać takich ocen. Nie chcę, żeby to zabrzmiało jak fałszywa skromność, ale czasem jest tak, że zawodnik myśli, iż prezentuje się dobrze, a okazuje się, że trenerowi coś nie pasuje, ma inną wizję drużyny. Cieszę się, że szybko wróciłem, bo wiadomo, że gdy człowiek nie gra, to sobie myśli: „drużyna wygrywa, ja jestem po kontuzji, nie wiem, jak to będzie wyglądało”. Czekałem cierpliwie, robiłem swoje i się doczekałem. Dość szybko. Piłkarze czasem wyolbrzymiają, mówiąc, że pracują jeszcze ciężej i tak dalej. W profesjonalnej piłce każdy musi tak funkcjonować, bo inaczej się nie da. Jeśli ktoś się obrazi i zechce to pokazać trenerowi, to tym bardziej może zostać skreślony.

Lewczuk nie zagra z PSG. Musi odpocząć co najmniej 10 dni

Obrażanie to ekstremalny przykład. Czasem wystarczy zwieszona głowa na treningu.
Zgadza się. Wiadomo, że każdy, kto nie gra, jest tym zawiedziony, ale 90 procent piłkarzy wie, że strzelając focha, może tylko pogorszyć swoją sytuację. Przynajmniej ja mam takie odczucie, że trenerzy, którzy widzą takiego zawodnika, myślą sobie: „Taki jesteś? To ja cię przebijam, żebyś zrozumiał co robisz nie tak”.

I trzymają takiego piłkarza na ławce albo trybunach, dopóki tego nie zrozumie?
Tak mi się wydaje, że fochy przynoszą odwrotny efekt.

To ciekawe, co mówisz, bo rozmawiałem z Maćkiem Rybusem, który rzadko gra w Olympique Lyon i zauważyłem, że podchodzi do tego podobnie: muszę normalnie pracować i czekać.
Załóżmy, że jesteś numerem 2 na daną pozycję. Co się stanie, jeśli się obrazisz na trenera, że jesteś tym drugim?

Dalej będziesz drugim?
Może dalej będziesz drugim, ale w kadrze jest ten trzeci i czwarty, oni też czekają na swoją szansę i mogą cię wyprzedzić. Musisz być czujny cały czas. Bo obrażaniem pokazujesz jedynie swoją słabość. Jeśli nie chcesz normalnie pracować, to na tym tracisz. Tracisz w oczach trenera, a jeśli nie dajesz maksa w treningu, to tracisz też sam fizycznie. Nie zrobisz dobrze nóg, to wyjdzie to potem na boisku. Dostaniesz szansę i nagle się okazuje, że nie dajesz rady.

Od kiedy ty tak myślisz?
Od jakiegoś czasu. Przychodzi odpowiedni wiek, człowiek nabiera doświadczenia – boiskowego, życiowego. Nie ma co ukrywać, gdy ostatnio nie zagrałem w dwóch meczach, żona pyta mnie w domu: – Co się stało? Widzę, że jesteś zły. – No jestem, bo nie gram – odpowiadam. Piłkarz dobrze się czuje, gdy jest głaskany, gdy wszyscy go chwalą, klepią po plecach. Gdy jest pomijany, to zawsze ma żal. Sztuka polega na tym, żeby tego nie okazywać, tylko pracować normalnie. Teraz opowiadam ci o tym i myślę, że łatwo się mówi, trudno robi, ale trzeba się pilnować, tonować.

Tak jak musisz się pilnować i tonować na zgrupowaniach kadry?
Jestem świadomy, że jest pewna hierarchia, która się sprawdza. Rozumiem to, akceptuję, ale też robię wszystko, żeby być pod prądem, staram się z całych sił pokazywać przy każdej okazji z jak najlepszej strony. Gdy miałem 23 lata, nawet 25, gdy grałem w Jagiellonii, czy Ruchu i siadałem na ławce, to myślałem sobie: pokażę teraz trenerowi, jaki jestem zły, niezadowolony, zrobię coś głupiego – głowa w dół, nie podbiegnę, nie zrobię jakiegoś ćwiczenia na maksa. Tak mi się wydaje, że refleksja przychodzi z wiekiem, a może wcześniej nie miałem wzorców, a może wszystko po trochu.

Igor LEWCZUK: Dostałem od Balotellego mocnego kopa, choć wyglądało, jakbym przypajacował

W reprezentacji nigdy nie pokażesz w ten sposób niezadowolenia selekcjonerowi? Nie wyprowadzi cię z równowagi konsekwentnie sadzając na ławce?
Nie, nigdy. Na dobrą sprawę, to nie mam nawet powodów, żeby pokazywać niezadowolenie. Trochę inaczej jest w klubie, a inaczej w kadrze. Mam wrażenie, że w klubie piłkarz więcej myśli o sobie, więcej chce dla siebie, chce być na piedestale, a w kadrze wszyscy skupiają się na tym, żeby drużyna grała jak najlepiej, każdy stawia dobro zespołu na pierwszym miejscu.

Myślisz, że rywalizacja na środku obrony w reprezentacji staje się coraz bardziej zacięta? 
Rywalizacja jest i oby była jak najdłużej. I cieszę się, że w tej rywalizacji biorę udział.

To inaczej – przyjeżdżasz na kadrę z większymi nadziejami?
Nadzieje są zawsze, ale tak jak mówię – mam świadomość, że jest system, który się sprawdza i nierozsądne byłyby moje apele: ja chcę grać, ja zasługuję na grę. Oczywiście, że chcę, ale mam świadomość sytuacji.

Trener Jocelyn Gourvennec w klubie nie powiedział ci jeszcze: „Igor, wyjeżdżasz na te zgrupowania, nie grasz w meczach, tracisz czas”?
Nie, nic podobnego. Zawsze życzy mi powodzenia. Ostatnim razem po powrocie ze zgrupowania strzeliłem gola w meczu Guingamp. Poza tym mamy świetne zajęcia z trenerem Remkiem Rzepką, więc nic nie tracę. Doskonale wie, że nie przyjeżdżam tu odpocząć i dobrze pojeść, tylko ciężko pracować.

W rozmowach podkreślasz, że Bordeaux, to bardzo rodzinny klub. Jak to się przejawia?
Na przykład gdy tylko przyjechałem, trener pytał, jak sytuacja w domu, czy czegoś mi brakuje, kiedy przyjeżdża rodzina. Zdawał sobie sprawę, że to dla mnie coś nowego. On też był piłkarzem i to bardzo dobrym. Pamiętam go z Championship Menagera.

Brałeś go do drużyny?
Oczywiście! (śmiech).

Gdy Igor Lewczuk jedzie z rodziną do miasta, jest już rozpoznawany?
Zdarza się, że ktoś mnie pozna, ale niezbyt często. Najczęściej pozdrawiają mnie sąsiedzi. Niedawno przychodzili kilka razy zapraszać na kolację. Musiałem w końcu skorzystać z zaproszenia.

Sąsiedzka życzliwość, czy zapraszali, bo chcieli porozmawiać z piłkarzem?
Nie wiem, było kilka osób z szalikiem Bordeaux, więc niektórzy chyba wiedzieli. Może jedno i drugie.

Jedzenia nie zostawiają ci pod drzwiami? Łukasz Fabiański opowiadał, że jeden z sąsiadów w Swansea zostawiał mu pod drzwiami jajka, które przynosił ze swojej fermy.
Ostatnio moja pani nauczycielka francuskiego – Polka – przyniosła mi kiełbasę, którą uwędziła. Przyniosła, bo wspomniałem jej kiedyś, że brakuje mi typowo polskiego jedzenia. A po meczu z Lyonem prezes klubu podarował każdemu piłkarzowi po skrzynce wina. Zdziwiłem się, bo tylko zremisowaliśmy. Ale to było bardzo miłe.

Rozmawiał: Piotr Wierzbicki

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli