Igor LEWCZUK: Dostałem od Balotellego mocnego kopa, choć wyglądało, jakbym przypajacował

Autor wpisu: 31 grudnia 2016 08:29

Z Igorem Lewczukiem rozmawiamy o mijającym roku, a szczególnie o rundzie jesiennej w Bordeaux, w tym o starciach z napastnikiem Nicei Mario Balotellim. – Są piłkarze z wielkimi nazwiskami, którzy szybko dają ci na boisku odczuć, że jesteś kimś gorszym. O Balotellim nie mogę tego powiedzieć. Ten faul, po którym wyleciał, był pierwszym i jedynym takim incydentem – mówi reprezentant Polski. Oczywiście wątek kadry też się pojawia…

FUTBOLFEJS.PL: Masz za sobą bardzo ciekawy rok. Chyba było co opowiadać rodzinie i przyjaciołom w święta?
IGOR LEWCZUK: Szczerze – za dużo o piłce nie rozmawialiśmy, nie był to dominujący temat. Wszystko było relacjonowane na bieżąco, więc nie bardzo było o czym wiele rozmawiać. Nie to, że unikałem, ale jakoś tak naturalnie piłka zeszła na dalszy plan. Piłka wraca zresztą już w Nowy Rok, bo wtedy jedziemy na mini-zgrupowanie. 8 stycznia gramy mecz Pucharu Francji z Clermont Foot.

Musisz się przyzwyczaić, że świąteczna przerwa we Francji jest bardzo krótka.
Wiadomo, że chciałoby się odpocząć dłużej, ale jeżeli pogoda jest sprzyjająca do gry, to krótka przerwa specjalnie nie przeszkadza.

Jesteś zaskoczony tą rundą w swoim wykonaniu w Bordeaux?
Jestem. Rok temu nie przypuszczałbym, że zmienię polską ligę na francuską. Trochę na to zapracowałem, trochę miałem szczęścia, bo szczęście w życiu jest niezbędne.

Warto sprezentować jakiś zegarek Arturowi Jędrzejczykowi za ten transfer? Bo to jego najpierw chcieli w Bordeaux. A może on powinien podziękować tobie, bo zrobiłeś mu miejsce w Legii?
Powiem w ten sposób: to była obopólna korzyść (ze śmiechem).

Igor LEWCZUK o kulisach transferu do Bordeaux. „Miałem raptem kilka godzin na podjęcie decyzji”

Ostatni mecz w tym roku zagrałeś przeciwko Nicei, skończyło się remisem 0:0. Wiem, że chciałeś koszulkę Mario Balotellego. Dostałeś?
Historia była taka, że mój syn trenował w przedszkolu Legii, zajęcia odbywały się na hali piłkarskiej na Bemowie. I na tej hali był taki ogromny plakat właśnie Balotellego. Pomyślałem, że skoro trafia się taka okazja, spróbuję wziąć dla syna tę koszulkę. Niestety sprawy ułożyły się, jak się ułożyły, i nie było szans wymienić się koszulkami.

Ułożyły się tak, że Balotelli po faulu na tobie wyleciał z boiska, a koszulkę rzucił kibicom. Dołożyłeś trochę od siebie przy tym jego kopnięciu?
Nie, nie było żadnej symulki. Kopnięcie było mocne. Na boisku myślałem, że wyglądało to grubo, ale gdy obejrzałem tę sytuację w telewizji, to rzeczywiście można było odnieść wrażenie, jakbym przypajacował. Ale czuć było uderzenie, jakby chciał wyładować złość.

Miał prawo, bo trochę mu uprzykrzyłeś życie. I był to już drugi raz w tak krótkim czasie, bo tydzień wcześniej pokonaliście Niceę w Pucharze Ligi.
Co ciekawe, do tego momentu na boisku było sympatycznie. Nawet gdy zdarzyło mi się go kopnąć, to zachowywał się normalnie. A są piłkarze z wielkimi nazwiskami, którzy szybko dają ci odczuć, że jesteś kimś gorszym. O Balotellim nie mogę tego powiedzieć. Ten faul, po którym wyleciał, był pierwszym i jedynym takim incydentem.

LEWCZUK doprowadził do furii Balotellego (WIDEO)

Życzenia świąteczne chociaż złożył, gdy schodził z boiska?
Coś mówił pod nosem, ale chyba nie były to życzenia świąteczne (śmiech).

W rundzie jesiennej zagrałeś we Francji 14 meczów, biorąc pod uwagę ligę i puchary, strzeliłeś jednego gola, raz znalazłeś się w jedenastce kolejki. Któryś z tych meczów znajduje się w twoim rankingu „the best of jesień 2016”?
Było kilka niezłych meczów, ale ten, który utkwił mi najbardziej w pamięci, to debiut w Bordeaux na własnym boisku (0:1 z Angers – red.) Nowa liga, nowa drużyna, trzeba było dobrze się zaprezentować, dobrze wejść do zespołu, żeby nie było narzekania, że niepotrzebnie mnie tutaj ściągnęli. Grałem więc pod delikatną presją.

A mecz, o którym chciałeś jak najszybciej zapomnieć?
Przegrany 0:4 z Montpellier. W pierwszych 10-15 minutach mieliśmy taką przewagę, że zanosiło się na cztery gole, ale dla nas. Skończyło się wysoką porażką i zdziwienie było równie duże, jak rozczarowanie.

Bodeaux_Lewczuk_x0x1

Gdy rozmawialiśmy ostatnio, powiedziałeś, że różnica w zarobkach między Legią a Bordeaux nie jest wielka. A jak po rundzie jesiennej ocenisz różnicę sportową między ekstraklasą i Ligue 1?
Nie powiem, że francuska liga jest nie wiadomo jak mocna. Wydaje mi się, że ekstraklasa też jest wymagająca, jest dużo walki fizycznej. Pod tym względem jest podobnie. Nie powiem, że to jest inny świat, bo tak nie jest.

Obalasz mity o Zachodzie. O tym, że pracuje się tam ciężej i dopiero tam poznaje się smak wielkiej piłki. Wiesz o czym mówię – wyjeżdża polski piłkarz, nie udaje mu się przebić do składu, wraca do kraju i opowiada jak to ciężko trzeba trenować.
Myślę, że dużo zależy od indywidualnego podejścia zawodnika. Jeśli ktoś w Polsce trenuje w ten sposób, że nie daje nic od siebie, że kończy trening z drużyną i jedzie do domu, to może być zaskoczony, że na Zachodzie wymaga się od piłkarzy, żeby zostali po zajęciach i popracowali nad sobą. To jest kwestia samoświadomości, bo metody treningowe są podobne. Różnica jest w podejściu danego trenera – jeden kładzie nacisk na to, inny na coś innego, jeden lubi pracować tak, drugi trochę inaczej. Tak samo jak trenerzy różnią się między sobą w Polsce. Ale taktycznie? Bez przesady, mam 31 lat, nic mnie tu nie zdziwiło.

Jak się zaaklimatyzowałeś w Bordeaux? Jesteś rozpoznawany na ulicach miasta?
Trudno powiedzieć, bo mieszkam pod Bordeaux w miejscowości Merignac. To takie podwarszawskie Marki. Wolę życie w małym, spokojnym miasteczku niż w centrum, łatwiej się poruszać, mam wygodniejszy dojazd do ośrodka treningowego. W Bordeaux bywam okazjonalnie.

Igor Lewczuk, czyli konfitura z 75-procentową zawartością owoców

Jaka jest atmosfera na meczach?
Ostatnio trochę się zdziwiłem, bo mieliśmy serię trzech porażek z rzędu, a kibice cały czas byli z nami, dopingowali nas, nie było żadnych gwizdów, żadnej szydery. Nawet gdy podeszliśmy do nich pod sektor po przegranej 0:4 z Montpellier, to rozległy się brawa.

Jeśli chodzi o sytuację klubową, nie ma wątpliwości, że 2016 rok był dla ciebie bardzo dobry. Domyślam się, że masz niedosyt jeśli chodzi o reprezentację?
Na pewno. Na pewno, dlatego że czułem się mocny w klubie, dobrze mi się grało, nieźle to wyglądało. Inni dostali szansę debiutu, ja nie zagrałem ani razu. A że nie dostałem szansy? Co mam powiedzieć? Szkoda. Mam nadzieję, że dane mi to będzie w 2017 roku.

Czego ci życzyć w 2017 roku?
Zdrowia. Tylko zdrowia. Jeśli pod tym względem w przyszłym roku będzie tak, jak w 2016, to nie będę narzekać.

Rozmawiał: Piotr Wierzbicki

Inne artykuły o: Reprezentacja | Zagranica

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli