„Grosik” podpalił lont pod Duńczykami

Autor wpisu: 8 października 2016 23:19

O naszych rywalach Europa mówiła kiedyś „duński dynamit”. Dziś Duńczycy nie mają takiej mocy, jak dawniej. A jeśli szukać dynamitu na Stadionie Narodowym, to w sobotni wieczór na boisko wniósł go Kamil Grosicki, on podpalił lont, a w pole karne Duńczyków wrzucił go Robert Lewandowski.

„Lewy” strzelił wszystkie trzy gole i jest bez dwóch zdań głównym bohaterem wygranego spotkania, ale przy dwóch trafieniach pomógł mu – bezpośrednio i pośrednio –  właśnie Grosicki. Od pierwszych chwil tego spotkania widać było, że ze strony zawodnika Rennes szykuje się coś wielkiego. Łatwość, z jaką „Grosik” uciekał rywalom była niesamowita. Lekkość, z którą dośrodkowywał – z wrażenia wgniatała w krzesło. Potrzebna miękka wrzutka na dalszy słupek? To proszę bardzo (zmarnowana okazja Arkadiusza Milika w 11 minucie). A teraz bardziej potrzebne silne podanie wewnętrzną częścią buta po ziemi? Nie ma sprawy (wykorzystał je perfekcyjnie Lewandowski). Może spróbować zagrać między obrońcami tak zwanym „zewniakiem”? Już się robi. Znowu do Milika, ale tym razem nieprzepisowo zatrzymali go obrońcy (rzut karny wykorzystał „Lewy”).

Na tle wszystkich innych skrzydłowych – zarówno duńskich, jak i Kuby Błaszczykowskiego – to był piłkarz z innej bajki. Przynajmniej przez 45 minut. A przecież nękać nas mieli duńscy wahadłowi: Riza Durmisi i Peter Ankersen. No i trochę postraszyli, ale przede wszystkim kłopotów narobiliśmy sobie sami (zaczęło się od samobója Kamila Glika).

A wracając do Grosickiego – były momenty, że gdy rozpędzał się z piłką, nie nadążali za nim nie tylko rywale, ale i koledzy z drużyny. OK, po przerwie nie był już tak aktywny. Widać było, że zaczyna kalkulować na ile kilometrów starczy mu jeszcze paliwa. Wydawało się jednak, że zbiera siły na kolejny szybki odjazd. Wydawało się, ale 20 minut przed końcem trener Adam Nawałka wstawił za niego Macieja Rybusa. Decyzja zaskakująca, bo Błaszczykowski grał poprawnie, rozsądnie, ale bez większego błysku. Przynajmniej tak wyglądał na tle Grosickiego. Być może taki była plan: grasz na maksa na ile starczy sił, a potem zjazd do bazy. Nawałka mógł sobie na to pozwolić, bo na ławce na sygnał czekali Maciej Rybus i Sławomir Peszko.

Forma Grosickiego jest tym bardziej imponująca biorąc pod uwagę jaki emocjonalny rollercoaster miał w ostatnich tygodniach, a nawet miesiącach. Jak sam przyznał w rozmowie z Futbolfejs.pl, prawie całe lato spędził na telefonie, głównie ze swoim agentem. Kulminacja zamieszania nastąpiła w ostatnich dniach okna transferowego podczas zgrupowania przed meczem z Kazachstanem. Jak to się skończyło – wszyscy pamiętają: pustym przelotem do Burnley i epitatami rozczarowanego piłkarza pod adresem szefów w Stade Rennais. Wydawało się, że jesień w swoim klubie „Grosik” ma z głowy. A jednak po niecałych dwóch tygodniach wrócił do gry w Rennes, wrócił do pierwszej jedenastki reprezentacji Polski. I jeśli uda mu się utrzymać formę, to okaże się, że 8 milionów euro, które dawali Anglicy, a potem wycofali ofertę, to była wyjątkowa okazja.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli